Piłkarz rozjechany przez… walec! Groźny incydent w Tajlandii

Jan Broda

Autor:Jan Broda

20 września 2026, 11:32 • 2 min czytania 4

Reklama
Piłkarz rozjechany przez… walec! Groźny incydent w Tajlandii

Rozjechania przez walec nikomu oczywiście nie życzymy, ale doprawdy prędzej spodziewalibyśmy się tego rodzaju wypadku na drodze, aniżeli na murawie. Liga tajlandzka udowodniła jednak, że jest to możliwe również na boisku. W tym śmieszno-strasznym incydencie uczestniczył Andros Townsend, którego możecie pamiętać z występów w Premier League i reprezentacji Anglii. 

Reklama

Trzeba przyznać, że Townsend przypomniał o sobie piłkarskiemu światu w oryginalny sposób. Swego czasu Anglik błyszczał w barwach m.in. Tottenhamu, Newcastle, Crystal Palace, a także reprezentacji Synów Albionu. W 2024 roku po raz pierwszy w życiu opuścił Wyspy i przeniósł się najpierw do Antalyasporu, a następnie do Tajlandii, gdzie związał się kolejno z Kanchanaburi FC i obecnie PT Prachuap FC.

Spokojna emerytura pośród tajskich uroków? Nic z tych rzeczy. Townsend został ofiarą wypadku z udziałem mobilnego walca do trawy. Jakkolwiek zabawnie to nie brzmi, to cała sytuacja wyglądała naprawdę groźnie, a 35-latek cudem tylko uniknął poważniejszych obrażeń.

Piłkarz rozjechany przez… walec! Takie rzeczy tylko w Tajlandii

Do wypadku doszło na stadionie Tinsulanon przed spotkaniem z Pattani FC. Gdy zawodnicy prowadzili przedmeczową rozgrzewkę, Townsend próbował wykonać efektowne uderzenie piętą w powietrzu w pobliżu linii bocznej. W tym momencie został bezpośrednio uderzony przez poruszający się po boisku ciężki walec do trawy. Townsend został przygnieciony przez ciężki sprzęt, co wywołało panikę na stadionie. Przerażeni koledzy z drużyny natychmiast rzucili się na ratunek poszkodowanemu zawodnikowi.

Zresztą, zobaczcie sami, bo inaczej aż trudno uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło.

Reklama

Na szczęście, Townsend uniknął poważnych obrażeń, pomimo przygniecenia lewego biodra i uda. Co więcej, Anglik jak gdyby nigdy nic pojawił się potem na boisku, wchodząc z ławki rezerwowych. Wprawdzie tylko na minutę w doliczonym czasie gry, ale jednak. To nie koniec dobrych informacji dla byłego reprezentanta Anglii, bo jego Prachuap pokonało 3:0 Pattani.

Mamy zatem happy-end.

Reklama

Fot. Newspix

4 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Pokonał były klub, a potem ruszył do kibiców. Awantura w Strasbourgu

Wojciech Piela
0
Pokonał były klub, a potem ruszył do kibiców. Awantura w Strasbourgu

Inne ligi zagraniczne

Reklama