Paradoks Svilara. Najlepszy bramkarz Serie A nie może grać w reprezentacji

Marcin Długosz

28 września 2026, 17:50 • 5 min czytania 2

Reklama
Paradoks Svilara. Najlepszy bramkarz Serie A nie może grać w reprezentacji

Mile Svilara nie trzeba dodatkowo przedstawiać żadnemu fanowi Serie A. Tym natomiast, którzy ligi włoskiej na co dzień nie śledzą, wystarczy powiedzieć, że bramkarz Romy został oficjalnie wybrany najlepszym golkiperem ligi włoskiej za dwa ostatnie sezony. Mimo świetnej formy i obywatelstwa dwóch europejskich krajów, nasz bohater nie gra i prawdopodobnie już nigdy nie zagra w żadnej reprezentacji. Skąd wziął się ten absurd?

Reklama

Z Serbii do Belgii

Musimy cofnąć się do samych początków życia Svilara. Na świat przyszedł w sierpniu 1999 roku w Antwerpii. Jego rodzice są jednak Serbami, a do Belgii przeprowadzili się jeszcze przed narodzinami syna. Jak wiele osób z Bałkanów w tamtych czasach, uciekali przed wojną i chcieli poprawić sobie warunki bytowe.

W pierwszych dwóch akapitach ani razu nie określiliśmy bramkarza Romy z narodowości. No właśnie, bo to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, niż na pierwszy rzut oka może nam się wydawać.

W piłce nożnej znajdziemy całkiem sporo przykładów zawodników, którzy w życiu są związani z dwoma krajami i na pewnym etapie mają możliwość wyboru a to jednego, a to drugiego. Tak było chociażby z naszym Nicolą Zalewskim – gdyby zechciał, mógłby dobijać się do kadry Włoch, ale także za namową swojego ojca zdecydował się na Polskę.

Sam Svilar dzięki swoim rodzicom mówi po serbsku, ale cały okres dorastania spędził w Belgii. Do 2016 roku przebijał się przez sektor młodzieżowy Anderlechtu, aż po roku w pierwszej drużynie za 2,5 miliona euro kupiła go Benfica. Na tym belgijski rozdział jego kariery klubowej się zakończył.

Reklama

Od samego początku zdecydowanie skłaniał się jednak w kierunku gry w piłkę dla Belgii. Reprezentował ten kraj w każdej kolejnej kategorii wiekowej, od U15 do U21. Aż w końcu nadszedł 2021 rok, zawodnik przestał być młodzieżowcem i nadszedł czas ostatecznej decyzji.

Svilar senior wkroczył do akcji

W tamtym czasie mógł liczyć na regularne występy co najwyżej w drugoligowych rezerwach Benfiki. Nie miał w żaden sposób zbudowanej mocnej pozycji. Patrząc na ówczesną kadrę Belgii – o jakiejkolwiek rywalizacji z Thibaut Courtois nie mogło być mowy.

Stąd też do gry włączył się ojciec Mile – Ratko Svilar. Jako dumny Serb zaczął zachęcać syna, żeby reprezentował jego bałkańską ojczyznę. Jak pisała później La Gazzetta dello Sport, sam piłkarz w tamtym czasie – i właściwie w każdym czasie – miał zdecydowanie czuć się Belgiem, ale wobec sytuacji sportowej i woli taty, zaakceptował powołanie do pierwszej reprezentacji Serbii.

Reklama

Jak miało okazać się niedługo później, popełnił prawdopodobnie najbardziej kosztowny błąd w swojej karierze.

Na zgrupowanie serbskiej drużyny pojechał dwa razy. We wrześniu 2021 roku zadebiutował w pierwszej reprezentacji, rozgrywając drugą połowę wygranego 4:0 w Debreczynie meczu towarzyskiego z Katarem. „Jedynką” był wtedy grający w Stade Reims Predrag Rajković, zatem przyszłościowo wyzwanie malowało się na trochę mniejsze, niż w przypadku Belgii z Courtois.

O punkty Svilar nigdy jednak dla Serbii nie zagrał, a na zgrupowanie przyjechał jeszcze tylko raz – w październiku. Po dwóch powołaniach przemówiło jego serce – w zgodzie ze sobą bramkarz ocenił, że nie czuje się Serbem, tylko Belgiem. Nie chce spełniać ambicji ojca, tylko grać dla kraju, który odbiera jako swoją ojczyznę.

Tylko że… było już za późno.

Reklama

45 minut, które kosztowało całą karierę

Choć w 2020 roku FIFA złagodziła nieco system zmian reprezentacji narodowych, to jednak nie na tyle, by móc uratować Svilara. Obecne zasady mówią jasno – można „przeskoczyć” z jednej kadry do drugiej, o ile obywatelstwo obu krajów miało się w chwili debiutu w piłce reprezentacyjnej, w pierwszej reprezentacji nie rozegrało się więcej niż trzech meczów i – co najważniejsze – to nie jest manewr powrotny.

Gdyby bramkarz nigdy nie występował w belgijskich młodzieżówkach, wówczas bez problemu mógłby grać dla Belgii nawet z oficjalnym debiutem w Serbii. Ale że miał już na koncie wiele występów w ekipach od U15 do U21, a po „transferze” na Bałkany znów chciał wrócić, okazało się to niemożliwe.

A Serbowie? Tak jak można się domyślać – dumny, bałkański naród. Nawet gdyby przyszło im wystawić na bramce napastnika, a w kraju nie ostałby się nikt mający pojęcie o bronieniu, to Svilara i tak by nie powołali. Skoro raz się na nich wypiął i dał do zrozumienia, że czuje się Belgiem, a nie Serbem, to w Belgradzie nie ma już czego szukać.

Swoją drogą, Serbia i tak tego problemu nie ma. Ich podstawowym bramkarzem jest Vanja Milinković-Savić z Napoli, a i na ławce mogą polegać na Djordje Petroviciu z Bournemouth. Może i są bramkarzami mniejszego kalibru niż Svilar, ale trzymają poziom, a przede wszystkim nie naruszyli świętości – nigdy nie kwestionowali swojej przynależności do kraju.

Reklama

Trochę inaczej maluje się to teraz w Belgii. Courtois zawiesił swoją reprezentacyjną karierę co najmniej na rok i właściwie nie wiadomo, czy kiedykolwiek wróci jeszcze do kadry. W zespole broni Senne Lammens z Manchesteru United, a z tym zawodnikiem bramkarz Romy na pewno byłby w stanie nawiązać rywalizację.

Batalia sądowa – ostatnia nadzieja Svilara

Jak informuje La Gazzetta dello Sport, mimo 27 lat na karku, golkiper nie porzucił jeszcze w pełni nadziei, że kiedykolwiek będzie mu dane zagrać w reprezentacji narodowej. Zespół wynajętych przez niego prawników pracuje ponoć nad tym, żeby otworzyć jakąś furtkę dla Svilara na grę w belgijskiej kadrze.

Jakiekolwiek próby polubownego załatwienia sprawy w FIFA przed mundialem w Stanach Zjednoczonych spełzły na niczym. Światowa federacja trzyma się sztywno swoich przepisów. Problem zyskał na znaczeniu w ostatnich dwóch latach, kiedy Mile z rezerwowego bramkarza Benfiki czy Romy, stał się podstawowym piłkarzem Giallorossich i najlepszym fachowcem we Włoszech.

Reklama

Zastanawiające jest to, że przecież jesienią 2021 roku – kiedy Svilar zdecydował się na kosztowny serbski manewr – przepisy dotyczące gry w reprezentacjach narodowych wyglądały dokładnie tak samo, jak obecnie. Golkiper miał więc świadomość, że jeśli zagra w oficjalnym meczu dla kraju z Bałkanów – a takim był sparing z Katarem w terminie FIFA – to bezpowrotnie zamknie sobie drogę powrotu do Belgii.

No, chyba że był na tyle naiwny, że w ogóle tego nie przeanalizował. Ewentualnie na tamtym etapie swojej kariery mógł też w ogóle nie wierzyć w siebie i stwierdzić, że do belgijskiej bramki nie dostanie się nigdy, więc lepiej mieć Serbię niż nic. Aż tu nagle bęc – jak czuł się Belgiem, tak czuje się nadal, karierę rozwinął znakomicie, a z piłki reprezentacyjnej nici.

To ciekawy przypadek do śledzenia dla fanów prawa sportowego. Być może po długiej sądowej batalii bramkarz jednak odzyska prawo do reprezentowania kraju, którego obywatelem się czuje. Tymczasem pozostaje jeszcze jedno potężne potwierdzenie, że z tą wizją rodzica na dziecko – w świecie piłki, ale i nie tylko – to jednak bywa bardzo różnie.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama