Oskar Pietuszewski to pierwszy polski wonderkid. Talent klasy światowej

Szymon Janczyk

25 marca 2026, 13:54 • 16 min czytania 19

Reklama
Oskar Pietuszewski to pierwszy polski wonderkid. Talent klasy światowej

Portugalczycy porównują go do Quaresmy, Ronaldo, nawet bohatera „Diuny”. W Europie nie ma nastolatków, którzy w mocnych ligach wykręcają tak dobre liczby jak on. Zwłaszcza chwilę po skoku w nieznane, na głęboką wodę. Skauci z Anglii przesuwają go w górę na liście celów transferowych. Oskar Pietuszewski to pierwszy polski wonderkid. Jeden z najbardziej ekscytujących talentów świata.

Nie ma w tym zbędnej pompki, nie ma grama przesady. Rankingi nastolatków, którzy odgrywają decydującą rolę w swoich klubach, zaczynają się dziś od Oskara Pietuszewskiego. Nawet rok starszy Geovany Quenda, który dawno zapewnił sobie transfer za 50 mln euro do Chelsea, nie ma w lidze portugalskiej liczb lepszych niż wychowanek Jagiellonii Białystok.

Międzynarodowi skauci, z którymi rozmawiam, porównują go do absolutnego topu młodych talentów. Wonderkid to ktoś, kogo potencjał generuje gigantyczne zainteresowanie. Dzieciak, którego w pierwszym możliwym momencie zaklepie ktoś z najważniejszych bogaczy w futbolu. Albo taki, który nie trafi na sam szczyt od razu, lecz będzie konsekwentnie potwierdzał możliwości w coraz lepszym środowisku.

Oskar Pietuszewski wypełnia tę definicję. W bardzo młodym wieku zebrał doświadczenie w Europie, wyróżnił się nie tylko jako obietnica przyszłego sukcesu, ale gwarant natychmiastowej jakości. Najpierw był kluczową postacią Jagiellonii, teraz jest kluczową postacią FC Porto. 

Reklama

Zdarzało nam się słusznie zachwycać tym, jak wcześnie i sprawnie w topowych ligach zaczęli błyszczeć Błaszczykowski, Milik czy Zieliński, lecz każdy z nich był sporo starszy niż Pietuszewski. Żadnego nie można było nazwać złotym dzieckiem, mieli już dwójkę z przodu. 

Współcześnie pierwszym Polakiem, którego wiek to wciąż „-naście lat” i który jawi się jako generacyjny talent, jest Oskar Pietuszewski.

Płakał albo rzucał czymś w szatni. Historia Oskara Pietuszewskiego

Reklama

Oskar Pietuszewski to pierwszy polski wonderkid. Co czyni go talentem klasy światowej?

Doczekaliśmy się. Może nie jest to wonderkid z tej samej półki, co Odegaard, Haaland, Endrick i Yamal, ale w gronie rówieśników wielu podobnych do niego nie znajdziemy. I mam na to twarde dowody. Braku konkurencji dorównującej skalą talentu Oskarowi Pietuszewskiemu na lokalnym podwórku dowodzić przesadnie nie trzeba. Latami pokładaliśmy nadzieję w kolejnych zdolnych chłopakach, jednak zawsze zderzali się oni z największym wyzwaniem w futbolu.

Momentem przejścia z piłki młodzieżowej do rywalizacji z seniorami.

Wynoszony na piedestał Mateusz Musiałowski przepadł kompletnie. Bardzo chwalony Jan Faberski idzie w dobrym kierunku, ale w momencie gdy dwa lata młodszy Pietuszewski rozstrzyga mecze FC Porto, jego Ajax wypożyczył, decydując się na wprowadzenie do pierwszego zespołu innych nastolatków. Możemy tak wyliczać, bo nadziei na pierwszy okaz elitarnego gatunku wonderkid było wiele. Wszelkie „Citkomanie” na dobrą sprawę nie zaistniały jednak nigdzie indziej poza naszą bańką.

Blisko tego tytułu był Kacper Kozłowski, pierwszy od ćwierć wieku niepełnoletni debiutant w oficjalnym meczu kadry Polski. Gdyby liczyć tylko mecze o stawkę – pierwszy od ponad pięciu dekad. 

Reklama

Kacper Kozłowski ostatnio częściej gra w młodzieżówce niż gości na zgrupowaniach pierwszej kadry.

Gdy Paulo Sousa śmiało wprowadzał go do drużyny narodowej, gdy Brighton uczynił go drugim w historii ligi piłkarzem sprzedanym za ponad dziesięć milionów euro, wielu pewnie przypięło mu kokardę z tym zgrabnym, angielskim hasełkiem, które w świecie futbolu może i bywa nadużywane, ale wciąż wiele waży. Kozłowski faktycznie wydawał nam się wonderkidem, ale realnie był bardziej naszym wyobrażeniem o generacyjnym talencie.

I nie mówię tego z wygodnej perspektywy osoby znającej przyszłość, to, jak potoczyła się jego dalsza kariera. Zachwyt Oskarem Pietuszewskim Europa wyrażała w czasach Jagiellonii. Najwięksi – Bayern, Barcelona, kluby angielskie – oglądały go w Białymstoku. I nie robiły tego po to, żeby odhaczyć obowiązek, przecież chłopak negocjował transfer do Atletico Madryt. 

Reklama

Gdybym go zobaczył jako pracownik innego europejskiego klubu to – po tym co wtedy pokazał – wystawiłbym od razu opinię „do transferu” – mówił o wrażeniach z popisów Oskara w młodzieżowych zespołach Jagiellonii Grzegorz Mańkowski.

Mistrzostwo i puchary za pół darmo. Jak Jagiellonia robi transfery?

Fakt, że uwagę na Kozłowskiego zwrócił Brighton, jeden z najlepiej łowiących talenty współczesnych klubów, wciąż wiele znaczy, lecz nie był on:

  • na tyle rozchwytywanym dzieciakiem, żeby od razu wyjechać do wielkiego klubu (przypadki Odegaardów),
  • na tyle dobrym dzieciakiem, żeby wyjechać z Polski do klubu mniejszego i robić w nim furorę, potwierdzać jakość w coraz lepszym środowisku (przypadek Pietuszewskiego).

W Europie nie zaistniał wcale, zaliczył lekko ponad stówkę minut w eliminacjach. Jako dziewiętnastolatek był wpuszczany na ogony w lidze belgijskiej. Oskar Pietuszewski może zazdrościć mu tego, że selekcjoner nie tracił czasu na dyskusje o tym, czy można się nim podniecać, tylko po prostu powołał go do kadry. I tyle, to była jedyna przesłanka ku temu, żeby myśleć o nim w kategorii wonderkid.

Reklama

Nie mówię, że nieistotna, lecz na dobrą sprawę ciekawy występ na Euro zaliczył też Bartosz Kapustka. Kariery obu są w gruncie rzeczy podobne, chociaż Kozłowski wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, wciąż ma szansę się odbić. Nie o to jednak chodzi, lecz o brak konkretnych, bezdyskusyjnych kandydatów do miana generacyjnego talentu rodem z Polski.

Jeśli chcemy taki znaleźć musimy cofnąć się o ponad sześć dekad, do momentu, gdy nikt jeszcze nie myślał o tym, żeby w ogóle tytułować szczególnie zdolnych chłopców takim mianem.

Włodzimierz Lubański był wonderkidem w czasach, gdy to pojęcie jeszcze nie istniało. Potem nie było już nikogo takiego

Siedmiu spośród dziesięciu najmłodszych debiutantów w historii reprezentacji Polski zaliczyło pierwszy występ w narodowych barwach przed pierwszymi wolnymi wyborami po upadku komuny. Czterech z nich zrobiło to nawet zanim wybuchła II Wojna Światowa. Najmłodszym po dziś dzień jest jednak Włodzimierz Lubański, który przed wkroczeniem w dorosłość miał na koncie:

  • dwa tytuły mistrza Polski,
  • debiut i bramkę w reprezentacji,
  • debiut i bramkę w Lidze Mistrzów (Pucharze Europy).

Rok później do wyliczanki mógł dodać nie tylko kolejne ligowe złoto, ale i tytuł króla strzelców Ekstraklasy. 

Reklama

W czasach, w których Lubański grał w piłkę, pewnie nikt nie hołubił nastoletnich gwiazdorów w taki sposób, jak dziś. Żaden wonderkid nie tyle nie biegał po boisku – on się jeszcze nie narodził. Ciężko w ogóle stwierdzić, kto był pierwszym tego imienia. Wiemy co najwyżej to, że w 2003 roku „Tuttosport” wyłonił premierowego zdobywcę nagrody „Golden Boy”. Tyle że został nim niemal 21-letni Rafael van den Vaart, czyli żaden znowu dzieciak.

Niespełna dekadę przed Włochami cykl „The Boy’s A Bit Special” prowadził angielski magazyn „FourFourTwo”. Nie polegał on na wyborze jednego zdolniachy, opowiadał o grupie największych talentów. Jakieś próby więc były, ale wciąż mówimy o czasach względnie współczesnych, w których generacyjnych talentów, nastolatków rzucających świat na kolana, po prostu nie produkowaliśmy.

Nasi najlepsi piłkarze ostatnich dekad zaczynali wielkie kariery dość młodo, ale jednak:

  • Lewandowski furorę zaczął robić grubo po dwudziestych urodzinach,
  • Milik dopiero debiutował w Ekstraklasie w wieku, w którym Pietuszewskiego w Lidze Konferencji oglądały wielkie marki,
  • Błaszczykowski był znakomity w Pucharze UEFA już jako 21-latek,
  • Zieliński pół roku po osiemnastce debiutował w Serie A, ale większą rolę zaczął odgrywać po dwudziestce.

Nawet jeśli próbka w przypadku Oskara Pietuszewskiego wciąż jest stosunkowo niewielka – to tylko dziesięć występów i pięćset minut w FC Porto – efekty są już takie, że możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić: nie było w Polsce nastolatka, który odgrywał tak istotną rolę w europejskim klubie, który w tak młodym wieku skupiał na sobie uwagę tak wielu wielkich marek.

Reklama

Oskar Pietuszewski – najlepszy w Europie w swoim roczniku

Ostatnim młokosem, który odgrywał tak istotną rolę w klubie liczącym się na kontynencie był wspomniany Włodzimierz Lubański ciągnący do sukcesów znaczącego wiele na międzynarodowej scenie Górnika Zabrze. Nie miał on jednak szans na to, żeby zasłużyć na miano wonderkida nie tylko dlatego, że nikt nie był na tyle kreatywny, żeby ubrać takie wyczyny w chwytliwy slogan. Hasło to zawiera w sobie nie tylko efekty gry, ale także – przede wszystkim? – towarzyszącą temu pompkę. Oskar Pietuszewski to wonderkid pełną gębą także dlatego, że trafił na czasy, które sprzyjają takim jak on.

Znacząco obniżył się wiek, w którym młodzi piłkarze wchodzą na wielką scenę.

Wyraźnie większą uwagę przywiązuje się do najzdolniejszych młodziaków, szybko i świetnie przewidując ich potencjał.

Reklama

Media społecznościowe i wszechobecne kamery pozwalają śledzić każdego z nich nie co tydzień, lecz wręcz codziennie, nawet podczas treningów.

Włodzimierz Lubański i Górnik Zabrze po zdobyciu Pucharu Polski

Każde zagranie, zwód, trick, momentalnie trafia do powszechnego obiegu, podbijając zainteresowanie i szum. Śledzenie rozgrywek młodzieżowych na poziomie lokalnym i międzynarodowym osiągnęło taki poziom, że nie trzeba nawet czekać na czyjś debiut w pierwszym zespole, żeby mieć od niego konkretne oczekiwania, kreślić scenariusz przyszłej kariery.

Reklama

Żadną kontrowersją nie będzie teza, że młodzi Kuba Błaszczykowski czy Arkadiusz Milik generowaliby podobne emocje i zainteresowanie, gdyby pierwszym świadomie śledzonym przez nich turniejem był ten, na którym Leo Beenhakker próbował udowodnić, że wyprowadzi Polskę z drewnianych chatek. Oczywiście wiąże się z tym zagrożenie, o którym coraz głośniej ostatnio mówi Robert Lewandowski – obniżając wiek wejścia automatycznie skracasz kariery, które niegdyś rozwijały się nawet grubo po trzydziestym roku życia.

Wielki Boruc, przeklęty Webb i pęknięty balonik. Beenhakker i EURO 2008

Przypięciu Oskarowi Pietuszewskiemu łatki wonderkida sprzyja więc korzystny PESEL, który sprawia, że o tym, co potrafi zrobić z piłką, jest naprawdę głośno; że może dowiedzieć się o tym większość ludzi na świecie, która o przykładowym Włodzimierzu Lubańskim w momencie, gdy robił rzeczy nawet większe, po prostu słyszeć nie mogła.

Nie zapominajmy jednak o najważniejszym – żeby fama się niosła, musisz umieć naprawdę wiele. Mimo że gwiazdy wschodzą coraz wcześniej, tylko wąska grupa ma tak duży wpływ na wyniki zespołu. Nic dziwnego, że fachowcy mówią o możliwościach Pietuszewskiego tak, jakby nie istniał sufit, którego nie zdoła przebić.

Reklama

Budowa ciała, możliwości motoryczne i świetna szybkość. Oskar Pietuszewski to talent na miarę futbolu przyszłości

O tym, że Oskar Pietuszewski – w odróżnieniu od wielu talentów z ostatnich lat, które chcieliśmy widzieć na szczycie – zasługuje na miano wonderkida, świadczy nawet uwaga, którą podzielono się ze mną w Jagiellonii Białystok. Chodzi o naprawdę nietypową jak na ten wiek budowę ciała. Wielu wchodzących do seniorskiej piłki chłopców ma problem właśnie z tym, że wciąż są chłopcami.

Brak im masy mięśniowej, co z czasem nadrabiają, lecz kosztem pewnych parametrów. Zwykle tracą na szybkości, eksplozywności. W jednym z klubów usłyszałem, że choć można znaleźć w puli globalnych talentów takich, którzy technicznie są kilka półek wyżej, to gotowość do rywalizacji z seniorami sprawia, że Oskar konkurentów po prostu dystansuje.

Zobacz, jakie on ma rozbudowane mięśnie nóg. Łydki, uda. Piłkarze w jego wieku takich nie mają, u niego wygląda to jak u seniora – brzmiała z pozoru nieistotna obserwacja, która jednak stanowiła bardzo istotną wskazówkę na temat tego, dlaczego to akurat Oskar spośród wszystkich wielkich talentów tak szybko i sprawnie przeskoczył z piłki młodzieżowej do seniorskiej, na czym poległo już wiele potencjalnych generacyjnych talentów.

Futbol stał się sportem atletów, co nie oznacza, że nie ma w nim miejsca na tyczkowatych, drobniutkich magików. Pietuszewskiemu genetyka i praca nad rozbudową mięśni pomogły jednak wykorzystać potencjał motoryczny. Mało mówiło się o tym, że skrzydłowy Jagiellonii Białystok należał do ścisłej czołówki Ekstraklasy pod względem parametrów biegowych, szybkościowych. 

Reklama

Dowody na to znajdziemy w materiale EkstraTrenera, z którego wynika, że Pietuszewski był w:

  • piątce najlepszych ligowców pod względem high intensity distance – 1048 metrów,
  • szóstce najlepszych ligowców pod względem dystansu w sprincie – 334 metry.

Stwierdzono też, że Oskar wyróżnia się możliwością do utrzymania wysokiej prędkości. Może regularnie nie pędził z prędkością ponad 35 km/h, ale był bardzo powtarzalny jeśli chodzi o intensywność biegu.

Jego dystans w sprincie jest zbliżony do poziomu Ligue 1, natomiast liczba sprintów do poziomu Serie A. Jego potencjał spokojnie można jeszcze podnieść. Na ligi europejskie są to wyniki powyżej średniej – mówił we wspomnianym materiale Jakub Grzęda, trener przygotowania motorycznego.

Czy w Ekstraklasie będziemy biegać jak w Premier League?

Można się oczywiście wyzłośliwiać, że piłka nożna to nie lekkoatletyka, żeby zachwycać się tym, jak świetnie ktoś biega. W rozmowach ze skautami zagranicznych klubów, którzy opowiadali mi o Oskarze, temat możliwości motorycznych przewijał się bardzo często. W meczach, w których Pietuszewski teoretycznie nie robił liczb czy widocznej różnicy, obserwatorzy zwracali uwagę właśnie na to, że koordynacja ruchowa i predyspozycje biegowe w połączeniu z techniką użytkową sprawiają, że trzeba bardzo dokładnie śledzić jego rozwój.

Oskar Pietuszewski w meczu z Hamrun Spartans

Zestaw wyjątkowych cech motorycznych, na który w przypadku Oskara Pietuszewskiego zwracają uwagę przedstawiciele czołowych lig w Europie, można zamknąć w kilku hasłach z typowego notesu skauta:

  • dobrze rozwinięty fizycznie jak na swój wiek,
  • szybki, z dobrym przyśpieszeniem,
  • dobra mobilność i koordynacja ruchowa,
  • wysoki poziom zwinności, balansu ciała,
  • zdolność do sprawnego manewrowania na małej przestrzeni,
  • świetna eksplozywność i moc nóg.

Rzeczą, która wyróżnia Oskara w grze bez piłki, jest agresja i zaangażowanie w grę w obronie. Najbardziej techniczni skrzydłowi bywają tymi, przez których zespół broni w dziesiątkę. W jego przypadku tak nie jest – stwierdza wprost jeden z moich rozmówców.

Dowman, Ngumoha, Vusković. Do kogo porównywany jest Oskar Pietuszewski?

wonderkidem po polsku jest więc trochę jak ze „smiles in polish”. Żaden to luxury player, jak zwykło się mówić o gwiazdorach, których sił szkoda marnować na bronienie, więc akceptuje się to, stosuje taryfę ulgową, pozwala na więcej. Wonderkid znad Wisły nie tylko kiwnie, zakręci, popisze się techniczną sztuczką, ale też poleci na tyłku, gdy trzeba będzie wykonać sprint w defensywie i zatrzymać akcję rywala.

Jest intensywny w działaniach pressingowych i zdyscyplinowany taktycznie. Wspiera zespół w działaniach obronnych, chociaż wciąż ma deficyty w rozumieniu gry, definiowaniu właściwych zachowań w obronie w danym momencie. Na pewno wyróżnia się aktywnością i zaangażowaniem w defensywę – tłumaczy osoba, która monitorowała grę Oskara w Jagiellonii pod kątem transferu do zagranicznej ligi.

Polska myśl szkoleniowa po latach prób i eksperymentów doczekała się mieszanki idealnej. Zawodnika, który potrafi i dryblować, i harować. Choć to drugie sprawia, że Oskar Pietuszewski zyskuje w oczach skautów, którzy widzą w nim zawodnika bardziej kompletnego i gotowego na seniorską piłkę, to jednak to pierwsze sprawia, że zagraniczni skauci tak się nim ekscytują. Że finalnie faktycznie można go nazwać wonderkidem, posiadaczem umiejętności wybitnych, magicznych.

Nie jest typowym produktem akademii, który przyjmie do nogi i poda do tyłu – stwierdza mój rozmówca, odnosząc się do współczesnego konfliktu tragicznego: wymagania taktyczne i profesjonalizacja poziomu szkolenia sprawiły, że trudniej o piłkarzy z naturalnym talentem, luzem, z podwórkową zadziornością i ochotą do gry jeden na jednego.

To właśnie o tym mówił Ricardo Quaresma w „Recordzie”, stwierdzając, że „takich piłkarzy w futbolu brakuje”.

Nie boi się podejmować ryzyka. Tacy jak on biorą piłkę i idą raz, drugi, trzeci, a jak przegrają wszystkie pojedynki to idą i czwarty raz. Lubię tego dzieciaka, bo jest kreatywny.

Doczekaliśmy ciekawych czasów, skoro odwaga jest dla piłkarza cechą na tyle istotną, że ci, którzy ją posiadają, od razu zyskują w oczach skautów, ekspertów. W przypadku Pietuszewskiego czasami bywa ona przesadzona, prowadzi do strat, niepotrzebnych fauli, zbytniej bezczelności. Fachowcy są jednak zgodni – lepiej mieć taką zadziorę niż kogoś, komu tej odwagi brakuje, bo to coś, czego nie nadrobisz na treningach czy odprawach.

Oskar Pietuszewski

Nawet biorąc pod uwagę wszelkie braki, które musi mieć również nastolatek robiący już różnicę na europejskim poziomie, międzynarodowi obserwatorzy cmokają z zachwytu. Pietuszewski to piłkarz „pozytywny”, z charakterem, z pożądaną „competitiveness” i pociągającą nieprzewidywalnością. I nie, nie są to komplementy oparte na kilku urywkach, pięciu bramkach oraz asystach z FC Porto. 

Oskar był obserwowany przez największych już w Jagiellonii. Pisaliśmy o tym. Do Białegostoku przyjechali skauci Bayernu, trwały rozmowy z Atletico. Renomowany CIES Football Observatory na koniec 2025 roku umieścił go na piątym miejscu wśród piłkarzy o profilu infiltrating winger, którzy nie ukończyli dwudziestu lat. Polak był najmłodszym w całym zestawieniu i w ogóle jednym z trzech najmłodszych biorąc pod uwagę wszystkie pozycje.

Takie oceny nie zdarzają się przypadkiem, nie mogą być wynikiem zbiegu okoliczności, dlatego nie dziwi, że parę miesięcy później, gdy Oskar Pietuszewski potwierdza przewidywania w jeszcze lepszym otoczeniu, moi rozmówcy wymieniają go w jeszcze węższym gronie elitarnych młodych talentów obok takich gości jak:

  • Max Dowman – szesnastoletni fenomen z Arsenalu, najmłodszy strzelec w historii Premier League i najmłodszy piłkarz w historii Ligi Mistrzów;
  • Rio Ngumoha – szesnastoletni fenomen z Liverpoolu, najmłodszy strzelec w historii klubu;
  • Believe Munongo – szesnastolatek, który zaczyna regularnie grać w Ligue 1 dla FC Metz;
  • Nathan De Cat – siedemnastolatek z Anderlechtu z blisko 50 występami w pierwszym zespole i powołaniem do kadry Belgii;
  • Rudy Matondo – osiemnastolatek z Paris FC, kupiony za 15 mln euro po świetnej jesieni w Auxerre;
  • Luka Vusković – dziewiętnastolatek z Tottenhamu wart 60 mln euro, reprezentant Chorwacji z blisko setką gier w seniorskim futbolu.

Premier League ogląda Oskara Pietuszewskiego. Weryfikacją przed transferem będzie Europa

Bo choć młodzieży łatwiej dziś wejść do dużej piłki, to tych, którzy momentalnie w niej imponują, wciąż nie ma na pęczki. Liga portugalska to jedna z większych platform wystawowych dla zdolnych dzieciaków, ale nawet tu regularnie grających nastolatków jest ledwie kilku:

  • Rodrigo Mora,
  • Oumar Camara,
  • Geovany Quenda,
  • Renato Nhaga,
  • Joao Simoes.

Szkolenie w Legii Warszawa i Portugalii. Obszerny wywiad z Przemysławem Zychem

To nazwiska, które dawno temu wywołały ogromną ekscytację u skautów najlepszych klubów świata. Teraz ten szał zaczyna dotykać nazwiska Oskara Pietuszewskiego. W Mekce wonderkidów, Anglii, pyta o niego każdy, choć są też znaki zapytania.

Wielu jest zaskoczonych i tym, że od razu odpalił, i tym, że nie został zgłoszony do Ligi Europy. To tam odbywa się dziś weryfikacja, bo liga portugalska ma gorszą opinię niż parę lat temu, zwłaszcza dla lepszych klubów w Premier League. Słyszałem, że wielu skautów chciało go zobaczyć w pucharach i zdziwili się, że nie zagra. Największą szansą na transfer będzie dla niego przyszły sezon, potencjalnie w Lidze Mistrzów – słyszę od jednego z moich rozmówców.

Ogólny odbiór jest jednak pozytywny. Potrzebuje tylko kolejnych miesięcy regularnej gry – dodaje.

Bo to, że nazwaliśmy kogoś wonderkidem, nie oznacza od razu, że wielka kariera jest mu gwarantowana. Wielu tytułowanych takim wyróżnieniem stać było co najwyżej na błysk. Wymowne, że jedynym piłkarzem, który zdobył nagrodę „Golden Boy” oraz „Złotą Piłkę” pozostaje Lionel Messi. Częściowo wynika to z duopolu Argentyńczyka oraz Cristiano Ronaldo w drugim z plebiscytów, ale lista nagrodzonych przez „Tuttosport” pełna jest piłkarzy, którzy okazali się jakimś rozczarowaniem względem tego, co im wróżono:

  • Anderson,
  • Mario Balotelli,
  • Anthony Martial,
  • Renato Sanches,
  • Joao Félix.

Skoro nie udało się im, absolutnie topowym talentom, to być może noga powinie się i naszemu rodzynkowi, który robi rzeczy wielkie, ale nawet nie zbliża się do półki, na której stali najlepsi ze złotych chłopców.

Dlatego tym artykułem nie chcę dokładać Oskarowi Pietuszewskiemu ciężaru oczekiwań do dźwignięcia. Chcę jedynie dostrzec, odnotować zjawisko. W Polsce latami żyliśmy nadzieją na piłkarza klasy światowej i doczekaliśmy się go. Robert Lewandowski stał się absolutną legendą, której przez następne dekady nikt pewnie nie dorówna, mimo wielu, o których powiedzą: to jego następca.

On jednak objawił się po cichu, niepostrzeżenie. Teraz doczekaliśmy się też pierwszego nastolatka, nad którym rozpływa się cała Europa, a w takim tempie wkrótce – cały świat. Nie wstydźmy się tego, bo gdyby dowolny inny siedemnastolatek dokonywał w FC Porto takich rzeczy, powstawałyby o nim setki artykułów, w których byłby wynoszony na ołtarze.

Oskar Pietuszewski, pierwszy polski wonderkid. To brzmi dumnie.

WIĘCEJ O OSKARZE PIETUSZEWSKIM NA WESZŁO:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix, FotoPyK

19 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna