Ludzie krytykują Jana Urbana, że za bardzo przywiązał się do nazwisk i nie powołał na baraże kilku piłkarzy, którzy prezentują wyższą jakość od niektórych znajdujących się na liście. Czy rzeczywiście prezentują? Pewnie tak, ale mam wrażenie, że ludzie zapominają, w jakim reprezentacja Polski jest momencie. Jakie gra mecze i jak mało ma czasu do pierwszego z nich, z Albanią. To czas na sprawdzonych ludzi i liderów mentalnych, dlatego w powołaniach na baraże nie widzę większych zaskoczeń. A gdy ci, których selekcjoner już dobrze zna, nie będą spełniać oczekiwań, zawsze będzie można posłać na boisko Oskara Pietuszewskiego. Wątpię, by 17-latek z Porto zaczął któreś ze spotkań od początku, ale jednocześnie jestem przekonany, że coś w tych meczach (oby były dwa) da naszej reprezentacji.
„Bartosz Bereszyński? Przecież to w zasadzie rezerwowy w Serie B”.
„Po co kadrze Grosicki, który od pewnego czasu mniej daje sportowo Pogoni Szczecin?”
„Przecież w Ekstraklasie Marcel Reguła, Antoni Kozubal, Karol Czubak, Bartosz Mońka i Bartosz Nowak dali więcej argumentów niż Grosik, by ich powołać do kadry”.
„Wiśniewski kosztem Potulskiego? Stawiamy na gościa, który radzi sobie przeciętnie w Widzewie”.
Czytam tego typu komentarze i mam wrażenie, że wszyscy ci ludzie, uderzający teraz w powołania Urbana i zarzucający mu lęk i zbyt duże przywiązanie do nazwisk, zapominają o jednej podstawowej rzeczy. O okolicznościach, a te w naprawdę dużej mierze tłumaczą wybór sztabu.
Gramy dwa najważniejsze mecze od dawna. Oba musimy wygrać, o ile w ogóle będą dwa, ale nie zakładam innego scenariusza. Tu nie ma miejsca na eksperymenty i na jakikolwiek błąd. Do tego spotkanie z Albanią będzie specyficzne, bo rywal prawdopodobnie wycofa się i będzie się bronił. Trzeba będzie skruszyć ten mur. Przeciwnicy mogą kraść czas, próbować różnych sztuczek. W takim spotkaniu potrzebni będą ci, którzy już doświadczali tego typu meczów o porównywalną stawkę. Potrzebni też będą zawodnicy, którzy są ważnym wsparciem mentalnym w szatni. Urban takich dwóch powołał – właśnie Grosickiego i Bereszyńskiego.

Kamil Grosicki po ostatnim meczu Pogoni Szczecin
Przed meczem z Albanią będą tylko trzy treningi. Dlatego Jan Urban potrzebuje sprawdzonych piłkarzy
Poza tym pamiętajcie, że reprezentacja spotkanie z Albanią zagra na Narodowym już w czwartek, więc zawodnicy przed nim będą mieć jedynie trzy treningi. A po kolejnych kilku dniach – miejmy nadzieję – nastąpi jeszcze ważniejszy mecz. Gdy nie ma czasu na zgrywanie zespołu, korzystasz ze sprawdzonych ludzi. Dla mnie to akurat stosunkowo proste.
Janusz Michallik napisał na X, że kadra to nie zawsze zbiór najlepszych na dany moment zawodników. Że liczy się przede wszystkim drużyna. Ma rację.
Weźmy Wiśniewskiego. Ktoś spojrzy na tabelę Ekstraklasy, obejrzy mecz Widzewa z Arką i stwierdzi, że chłop jest w zespole znajdującym się w strefie spadkowej, a podczas meczu z inną drużyną, która walczy o utrzymanie, jest trochę niepewny i ma problemy komunikacyjne z bramkarzem. A warto spojrzeć szerzej – na to, że Widzew jest pełen nowych zawodników, których zgranie wymaga czasu. To w zasadzie niemożliwe, by każdy w tym klubie od razu pokazywał pełnię umiejętności, co podkreśla właściciel Robert Dobrzycki, ale też Aleksandar Vuković. Poza tym – mówimy o stoperze, który potrafił rozegrać na świetnym poziomie wyjazdowy mecz przeciwko Holandii. O gościu, który pokazał już Urbanowi, że kto jak kto, ale on nie da się sparaliżować presji.
Kacper Potulski i Marcel Reguła na pewno dostaną szansę. Tyko jeszcze nie teraz
Ludziom brakuje w reprezentacji Potulskiego, Reguły, Czubaka czy Nowaka. Dwaj pierwsi – jestem o tym przekonany – swoje szanse w kadrze dostaną. Pytanie tylko – kiedy? W meczach towarzyskich przed – oby – mistrzostwami świata? Nie wykluczałbym, że znajdą się w kadrze na turniej, jeżeli na niego awansujemy. Poza tym warto pamiętać, że kadra między wrześniem a listopadem rozegra jeszcze sześć spotkań w Lidze Narodów. Rywale nie będą tak ekskluzywni jak to bywało wcześniej w tych rozgrywkach – przed nami mecze ze Szwecją, Bośnią i Hercegowiną oraz Rumunią, które na pewno będą dobrą areną do sprawdzania tych, którzy potencjalnie mogliby coś dać kadrze.
Czubak, tak sądzę, dostanie swoją szansę. Zwłaszcza, gdy mamy problemy z napastnikami, a Robert Lewandowski już nie gra tak, jak rok czy dwa lata temu. Nowak? Tu mam trochę wątpliwości i nie chodzi tylko o jego wiek (32 lata). W GKS-ie Katowice jest świetny, potrafi pojedynczymi, kapitalnymi podaniami przesądzać o losach spotkań, ma fantastyczne liczby w Ekstraklasie (siedem goli i 10 asyst w obecnym sezonie). Zastanawiam się tylko, czy nie jest to przykład zawodnika, który błyszczy, gdy gra zespołu jest ustawiona mocno pod niego, a w reprezentacji, mającej w środku m.in. Piotra Zielińskiego i grającej jednak w nieco inny sposób, byłoby mu ciężko się odnaleźć.
Z tego, co słyszę, nie jestem w tej opinii odosobniony.
– Postawiliśmy jako sztab na sprawdzonych zawodników, w dużej mierze. Chcieliśmy, aby była jak największa powtarzalność, jeżeli chodzi o konkretne pozycje. Abyśmy za dużo nowych osób nie wkładali do tej reprezentacji, ze względu na to, że czasu do meczu z Albanią będzie niewiele i te wszystkie rzeczy, które robiliśmy we wrześniu, październiku czy listopadzie chcielibyśmy powielać – tak uzasadniał powołania Jacek Magiera, asystent Jana Urbana, na gorąco w Meczykach.
Takie myślenie generalnie wydaje mi się logiczne i zrozumiałe.
Oskar Pietuszewski miał być numerem cztery. A już strzela gole dla Porto
W reprezentacji Polski wreszcie znalazł się Oskar Pietuszewski. Wreszcie, bo – z tego, co słyszałem – już przy wcześniejszych powołaniach duża część sztabu Urbana optowała za tym, żeby dostał powołanie, ale nieprzekonany do tego był sam selekcjoner. Teraz 17-latek w Portugalii prezentuje się tak, że po prostu nie dało się go nie powołać. Bilans w lidze: osiem spotkań, trzy gole i asysta. Gdy trafiał do Porto, portugalski dziennikarz, śledzący ten klub, przekonywał mnie, że przez jakiś czas będzie pewnie zawodnikiem numer cztery w hierarchii skrzydłowych, tymczasem Oskar po trzech spotkaniach, w których wchodził z ławki, teraz w lidze wybiega już w pierwszym składzie.
Efekt? Fantastyczny: w czterech ostatnich meczach najpierw miał asystę (przeciwko Rio Ave), a później w każdym spotkaniu dokładał po jednym golu, w meczu z Benfiką kładąc na ziemi mistrza świata Nicolasa Otamendiego. Biorąc pod uwagę samą ligę, Pietuszewski strzela gola co 119 minut, a mówimy o 17-latku. Kilka dni temu rozmawiałem z innym portugalskim dziennikarzem, który mówił mi, że nie pamięta w ostatnich siedmiu-ośmiu latach równie młodego zawodnika, który miałby takie wejście do Porto. Był zaskoczony i pytał mnie, dlaczego taki chłopak wcześniej nie dostawał już powołań do reprezentacji Polski. „Mieliście kogoś jeszcze lepszego?”
Wątpię jednak, by Oskar z Albanią wybiegł w pierwszym składzie. Sztab Jana Urbana jest pod wielkim wrażeniem jego umiejętności, mentalu i wejścia do Porto, ale jednocześnie zwraca też uwagę na to, o czym chociażby w podcaście Tomasza Ćwiąkały dłużej mówił Adrian Siemieniec – że to jest ciągle piłkarz nierówny, co jest zresztą najzupełniej normalne w tym wieku. Pietuszewski potrafi w każdym meczu zrobić coś fantastycznego, jest odważny, ale jednocześnie ciągle na boisku czasami podejmuje złe decyzje. I należy mieć też tego świadomość.
Jan Tomaszewski akurat w temacie Pietuszewskiego w reprezentacji Polski ma rację
Nie wiem, jak odnosić się do tego, że podzielam opinię Jana Tomaszewskiego, ale w kontekście Oskara i spotkania z Albanią uważam to samo, co bramkarz, który kiedyś zatrzymał Anglię – że Pietuszewski może być w tym spotkaniu idealnym dżokerem. I to niezależnie od okoliczności.
Nie spodziewam się w czwartek jakiegoś horroru, wielkiej nerwówki. Nie ze względu na wrodzony optymizm, ale dlatego, że Albania to trochę drużyna jak Bodo/Glimt – w tym sensie, że kiedy grasz z nią, bardzo liczy się atut własnego boiska. Gdybyśmy to spotkanie rozgrywali w Tiranie, na szanse patrzyłbym na pewno inaczej. Wydaje mi się – i mam taką nadzieję – że do przerwy Polacy będą prowadzić 1:0 czy 2:0 i to będzie dobry moment, by wpuścić szybkiego, błyskotliwego 17-latka, który po kontrataku dobije przeciwnika.

Oskar Pietuszewski po golu dla Porto
Ale załóżmy, że Polacy się męczą, ich gra jest przewidywalna, długo utrzymuje się bezbramkowy remis. Że potrzeba kogoś, kto jest inny, mniej schematyczny i może być problemem dla przeciwników. Wtedy też będzie opłacać się wpuszczenie Pietuszewskiego. Gdyby Polacy, odpukać, przegrywali i przez wiele minut nie potrafili doprowadzić do wyrównania, Urban też może spojrzeć na ławkę i stwierdzić: „To jest moment na wpuszczenie tego chłopaka. Niech pokaże, co potrafi”.
Jestem przekonany, że Pietuszewski znajdzie się na boisku w którymś z tych meczów, a najpewniej w obu, i da coś reprezentacji Polski.
JAKUB RADOMSKI
WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:
- Boniek ocenia powołania Jana Urbana. „Kadra jest normalna”
- Selekcjoner postawił na to, co zna
- W bramce kadry już nie ma kłopotu bogactwa
Fot. Newspix.pl