Kacper Tomasiak w TOP 10… a poza tym to nic szczególnego. Tak wyglądał dzisiejszy konkurs w Garmisch-Partenkirchen w wykonaniu Polaków. Szczególne było za to – znowu – skakanie Domena Prevca, który bez najmniejszego trudu wygrał kolejny konkurs w tym sezonie. Nie ma w tym momencie mocnych na Słoweńca, po prostu.
Domen Prevc znów najlepszy. Cieszą skoki Tomasiaka
Zacząć wypada od wyliczanki. Krótkiej, ale znaczącej. Idzie ona tak:
- 2001/02: Sven Hannawald.
- 2017/18: Kamil Stoch.
- 2018/19: Ryoyu Kobayashi.
Zapewne już domyślacie się, o co chodzi, prawda?
Tak, to zwycięzcy wszystkich czterech konkursów Turnieju Czterech Skoczni w jednym sezonie. Trzech skoczków, choć przez lata był na tej liście tylko jeden. Patrząc jednak na to, jak skacze Domen Prevc, zakładamy, że po tej edycji może być ich już czterech. Choć wiadomo, że to niełatwa sztuka. W końcu aż 21 zawodników w historii wygrywało trzy z czterech konkursów, a tylko drobna część z nich wygrała i czwarty. W XXI wieku tego skokowego Szlema nie wywalczyli na przykład Sigurd Pettersen (czwarty w Innsbrucku), Janne Ahonen (drugi w Bischofshofen), Wolfgang Loitzl (drugi w Oberstdorfie), Peter Prevc (trzeci w Oberstdorfie), Ryoyu Kobayashi (w sezonie 2021/22, piąty w Bischofshofen) i Halvor Egner Granerud (drugi w Innsbrucku).
Już wiadomo, że Domen nie podzieli losu Loitzla i swojego starszego brata, którzy już na starcie wiedzieli, że czterech konkursów nie wygrają. On triumfował w obu z niemieckiej części imprezy. Ale – jak pokazują przykłady Pettersena, Ahonena, Kobayashiego i Graneruda – wygrać też w obu konkursach w Austrii to nie jest łatwa sztuka.
Tyle tylko, że Słoweniec sprawia aktualnie, że to całe skakanie wydaje się łatwe. Ba, on nie tyle skacze, a frunie, szybuje przez to powietrze. To prostota skoku w jego najlepszej formie – wszystko jest niezwykle płynne, idealnie wyliczone. Nawet gdy zdaje się, że rywale skoczyli daleko, to potem na belce siada Domen Prevc i leci po prowadzenie. Dziś w pierwszej serii odsadził Jana Hoerla, choć ten skoczył 141 metrów. Nie na wiele mu się to jednak zdało, bo Domen poleciał na 143 m.
ON TUTAJ MOŻE POBIĆ REKORD SKOCZNI 🤌#skijumpingfamily #TCS #GaPa pic.twitter.com/dhyQxrsAqo
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) January 1, 2026
A w drugiej to było po prostu potwierdzenie wielkiej klasy. Gdy inni w trudnych warunkach latali bliżej, Domen poleciał sobie na 141 metrów. I wygrał konkurs o ponad 15 punktów nad drugim Hoerlem. Już teraz tylko kataklizm mógłby zabrać mu triumf w całym Turnieju Czterech Skoczni.
Domen po prostu nie ma teraz rywala. I tyle.
Polacy po staremu. Czyli średnio
Kacper Tomasiak na starcie 2026 roku jest iskierką nadziei polskich skoków tak, jak był przez ostatnich kilka miesięcy roku 2025. I dobrze wiedzieć, że akurat to się nie zmienia. Dziś Tomasiak oddał dwa bardzo dobre skoki i po raz kolejny skończył zawody w TOP 10 – na ósmym miejscu. Wyprzedził przy tym skoczków takich jak Daniel Tschofenig (9.), Anze Lanisek (12.) czy Stefan Kraft. Aczkolwiek ten ostatni zanotował typowy dla siebie konkurs w Ga-Pa i skończył na 26. miejscu.
Co do Tomasiaka – dla niego to już trzecie w tym sezonie miejsce w dyszce. I pewnie nie ostatnie, patrząc na to, jak regularny ostatnio się stał.
Wytrzymał. Wytrzymał presję!
Kacper Tomasiak kończy kolejny konkurs w sezonie w czołowej dziesiątce 🤞#skijumpingfamily #TCS #GaPa pic.twitter.com/vyMp3o4EMX
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) January 1, 2026
Regularni są też w miarę Kamil Stoch i Maciej Kot, choć ten drugi dziś odbił sobie Oberstdorf, bo tam nie zapunktował. W Ga-Pa się udało, ale szału mimo wszystko nie było – skończył 23. Trzy pozycje wyżej konkurs zakończył z kolei Stoch, który wczoraj rozbudził nasze nadzieje, bo w kwalifikacjach był 9., po świetnym skoku. Dzisiaj nie było już takiej „petardy”, ale próby Kamila były na tyle dobre, by dopisać do swojego dorobku kolejne w tym roku punkty.
I wydaje się, że na ten moment to ta trójka jest na pole position w walce o wyjazd na igrzyska (wyślemy tam trzech skoczków). Złośliwi internauci zauważyli więc od razu, że to… trzech skoczków, którzy nie trenowali w tym sezonie zbyt dużo pod Maciejem Maciusiakiem, szkoleniowcem kadry A. Bo Tomasiak do zimy był członkiem kadry B, Stoch ma swój sztab, a Kot wskoczył do PŚ po tym, jak dobrze pokazywał się na zapleczu, czyli w naszej drugiej reprezentacji.
Z kolei stali członkowie pierwszej kadry radzą sobie gorzej. Piotr Żyła nie przeszedł wczoraj kwalifikacji i już wiadomo, że nie poskacze w austriackiej części turnieju (zastąpi go Dawid Kubacki, wcześniej „zesłany” do Pucharu Kontynentalnego), a Paweł Wąsek nie awansował dziś do drugiej serii.
Cóż, może to czysty przypadek. A może Innsbruck potwierdzi tę tendencję. Przekonamy się w kolejnych dniach.
Fot. Newspix