Milan wypunktował Bolognę i nadal nie przegrał w lidze na wyjeździe

Marcin Ziółkowski

03 lutego 2026, 23:06 • 4 min czytania 1

Milan wypunktował Bolognę i nadal nie przegrał w lidze na wyjeździe

Trwa pościg ligowej czołówki za Interem. Po 23 spotkaniach najbliżej nadal jest Milan. Znakomity wyjazdowy mecz Rossonerich w Bolonii pomógł im pozostać w tabeli pięć oczek za sąsiadem z Mediolanu. Po bramkach Loftusa-Cheeka, Nkunku oraz Rabiota, Milan wygrał przekonująco – bo 3:0. Vincenzo Italiano jest więc na gorącym krześle. W ostatnich jedenastu meczach ma on tylko jedną wygraną w Serie A.

Reklama

Pokaz siły gości

Bolończycy w oczekiwaniu na Milan mieli alergię na wygrywanie ligowych spotkań. Wygrali raptem raz przy ostatnich dziesięciu podejściach – taka forma zrzuciła ich na 10. lokatę w Serie A. Lepiej było w Lidze Europy, ale w fazie ligowej także ostatecznie załapali się na dziesiątym miejscu. Czekano więc na przełamanie – a to miało nadejść z Milanem. Niepokonanym od 21 spotkań, bez porażki na wyjeździe w lidze. Misja była nie lada wyzwaniem.

Jeszcze garść wiadomości na start. Łukasz Skorupski pauzował za czerwoną kartkę, którą otrzymał w Genui. W Mediolanie nie udało się podpisać trzeciego już w tym sezonie zawodnika z uwagi na konieczność dodatkowych badań. Marca Pubilla, Victora Boniface’a i Jean-Philippe’a Matetę łączy jedno – wątpliwości ograniczały się do ich kolan. Mediolańczycy więc w ataku musieli radzić sobie z duetem złożonym z Christophera Nkunku i… Rubena Loftusa-Cheeka.

Reklama

Matetę czeka operacja. Może przez to nie zagrać na mundialu

Rossoneri mają już alergię na wieczne problemy innego duetu, bowiem Rafael Leao i Christian Pulisic od początku sezonu mierzą się z dolegliwościami zdrowotnymi. Amerykanin do Bolonii nie przyjechał, cierpiał bowiem na kontuzję torebki stawowej. Z plusów – Milan przedłużył umowę z Mike’em Maignanem do 2031 roku.

Kibice z regionu Emilia Romania na pewno nie chcieli powtórki z lutego 2017. Wtedy to, Rossoneri wygrali 1:0, choć grali w dziewiątkę. Każda passa ma jednak swój koniec i w tym nadziei mogli upatrywać fani Rossoblu.

Milan niczym pięściarz. Doskoczył, przywalił i odskoczył

Gospodarze ruszyli z animuszem, jakby mocno siedziała im w głowie negatywna passa w lidze. Po rzucie rożnym minimalnie chybił Torbjorn Heggem. Defensywa Rossoblu nie popisała się parę minut później. Sporo metrów od bramki znalazł się osamotniony Ruben Loftus-Cheek. Anglik biegł niepilnowany, a gdy należało już ominąć Federico Ravaglię w sytuacji sam na sam to… były pomocnik Chelsea zgłupiał i de facto prawie wpadł w bramkarza.

Po stronie bolończyków pod bramką aktywny był też Jens Odgaard, ale zdecydowanie miał on rozregulowany celownik. Podobnie po drugiej stronie boiska Youssouf Fofana, ale Francuz był bliski powodzenia.

Nie trzeba było długo czekać na kolejną jakościową szansę. Po wrzutce z prawej strony, Nkunku trafił w bramkarza. Ravaglia odbił piłkę wprost na głowę Francuza, zobaczyliśmy typowe „kręgle”, po czym Adrien Rabiot zgrał w okolicy piątego metra do Loftusa-Cheeka, a Anglik trafił do siatki.

Bologna nie mogła przebić się przez dobrze zorganizowany w tyłach Milan. Gospodarze wpadali raz po raz w mediolańskie wnyki.

Nie dość, że nie układało się z przodu, to jeszcze bolończycy nie popisali się z tyłu. Tym razem to Federico Ravaglia – sfaulował Nkunku i Gianluca Manganiello podyktował rzut karny. Sam poszkodowany zamienił jedenastkę na gola, piątego w sezonie ligowym.

Riccardo Orsolini i Santiago Castro nie pomagali swojej drużynie. Argentyńczyk dobił w pierwszej połowie do… 10 kontaktów z piłką. Orsolini zaliczył ich blisko dwa razy tyle. Nic z ich gry nie wynikało.

Jazda na tempomacie do końca spotkania

Gdy wydawało się, że gorzej być nie może – bolończycy zrobili sobie kuku. Po wyrzucie z autu na własnej połowie, piłkę przejął Adrien Rabiot. Francuz wyprzedził jednego z obrońców i podwyższył na 3:0 dla Milanu. To był nokaut.

Vincenzo Italiano w 53. minucie niejako wywiesił białą flagę. Zdjął z boiska zarówno Orsoliniego, jak i Castro. W ich wykonaniu było to fatalne spotkanie. Nie lepiej zachował się Federico Bernardeschi. W dogodnej sytuacji w polu karnym po prostu skiksował. Był to pokaz piłkarstwa bolońskiego w pigułce we wtorkowy wieczór.

Milan mógł rzec kolektywnie „w to mi graj”. Trzybramkowa przewaga, rywal na łopatkach. Można było w pełni kontrolować przebieg meczu. Swoje szanse z ławki otrzymali Ardon Jashari, a także Niclas Fuellkrug. Niemiec w swoim 20 minutowym epizodzie miał dwie dobre okazje.

Najpierw zmarnował sytuację sam na sam, niczym Loftus-Cheek w pierwszej połowie. Ravaglia miał więc jako jedyny z drużyny jakiekolwiek powody do zadowolenia – dwa razy był górą w podbramkowych okazjach Milanu. Następnie bramkarz zespołu z Bolonii musiał wyciągnąć się jak struna po uderzeniu głową piłkarza wypożyczonego z West Hamu.

I to by było na tyle. Bologna była bez szans, a Milan robił to, co tylko chciał. Bardzo możliwe, że Rossoneri zgarnęli najłatwiejsze trzy punkty w sezonie.

Bologna – Milan 0:3 (0:2)

  • 0:1 – Ruben Loftus-Cheek – 20. minuta
  • 0:2 – Christopher Nkunku – 39. minuta (karny)
  • 0:3 – Adrien Rabiot – 48. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
5
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Piłka nożna

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
5
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama
Reklama