Milan z pierwszą wyjazdową porażką w lidze. Jeden gol w Rzymie

Marcin Ziółkowski

15 marca 2026, 23:14 • 5 min czytania 1

Reklama
Milan z pierwszą wyjazdową porażką w lidze. Jeden gol w Rzymie

Każda seria ma swój koniec. W niedzielny wieczór przyszła pora na Milan – Rossoneri po raz pierwszy w tym sezonie przegrali mecz ligowy na wyjeździe. Ich katem było Lazio, które po długim czasie zagrało mecz z dużą grupą kibiców na stadionie. Wypełnione po brzegi Stadio Olimpico poniosło gospodarzy i po bramce Gustava Isaksena Rzymianie wygrali 1:0. Milan pozostał wiceliderem tabeli, ale ma osiem punktów straty do pierwszego miejsca na dziewięć kolejek do końca. Inter Mediolan może powoli witać się z gąską – 21. tytułem mistrza Włoch.

Okoliczności meczu

Zespoły, które miały do rozegrania spotkanie na Stadio Olimpico, w trakcie sezonu przeżywają odmienne emocje. Lazio ostatnią nadzieję na grę w Europie ma tylko z uwagi na Coppa Italia, bowiem w lidze radzi sobie przeciętnie. Milan natomiast mógł sobie wyrobić 10 punktów przewagi nad miejscem dającym Ligę Europy. Rossoneri po remisie Interu z Atalantą mieli okazję zbliżyć się na pięć oczek do finalisty ostatniej edycji Ligi Mistrzów.

Reklama

Kibice Lazio specjalnie na mecz z Milanem przerwali protest, który trwa od dłuższego czasu. To wyjątek, wobec którego nie planują zmian w meczach ligowych aż do końca rozgrywek. Spotkania Coppa Italia też objęte są protestem, a to jeszcze bardziej uderza w kieszeń właściciela Claudio Lotito.

Jeśli chodzi zaś o skład – między słupkami Lazio ponownie stanął młodziutki Eduardo Motta. Ivan Provedel wypadł bowiem do końca sezonu. Na pozycji numer sześć Maurizio Sarri wystawił z koniecznosci Patrica Gabarrona, który jest nominalnym stoperem. To z uwagi na uraz Danilo Cataldiego. Na środku ataku przeciwko klubowi swojego serca zagrał Daniel Maldini, syn Paolo i wnuk Cesare, dwóch legend Rossonerich.

W Milanie na kolejną szansę od pierwszej minuty zapracował Pervis Estupinan, bohater ostatnich derbów Mediolanu. Podczas nieobecności Adriena Rabiota Allegri posłał do boju Ardona Jashariego, a z przodu oczekiwano na owoce współpracy duetu Leao – Pulisic.

Lazio dynamiczne i finalnie skuteczne. Milanowi brakowało w zasadzie wszystkiego

Na Stadio Olimpico obydwie drużyny zaczęły raczej niemrawo. To nie tak, że sytuacji bramkowych nie było w ogóle, ale brakowało jakości po obu stronach. Gospodarze bronili się na tyle dobrze, że Milanowi pozostały głównie dośrodkowania w pole karne.

Reklama

W 23. minucie (w końcu) byliśmy blisko gola. Dośrodkowanie z prawego sektora boiska powędrowało w pole karne, a tam Gustav Isaksen przysnął pod własną bramką. Blisko wykorzystania tego do maksimum był Pervis Estupinan. Ekwadorczyk zaskoczył Duńczyka, wyskoczył mu zza pleców. Były piłkarz Brighton jednak minimalnie chybił.

Podobnie było z Kennethem Taylorem. Holender z ostrego kąta uderzył w poprzeczkę kilkadziesiąt sekund później. Lazio się rozkręcało, a dobrym podsumowaniem ich gry było powiedzenie „co się odwlecze, to nie uciecze”. Tym razem to Estupinan się nie popisał, bo stracił równowagę, a Isaksen był tym sprytniejszym. Duńczyk zdecydował się pójść do końca i po kilkunastometrowym sprincie pokonał Mike’a Maignana. Bramkarz reprezentacji Francji był bliski obrony, bowiem piłka poszła po jego rękawicy.

Reklama

Brakowało w grze Rafaela Leao. Próby Rossonerich były nieskuteczne, w decydującej fazie ataków wiecznie coś zawodziło. Po drugiej stronie, ich były zawodnik, Maldini, otrzymał podanie w środku pola, gdzie wokół niego był jedynie Koni De Winter. Wychowanek klubu z Mediolanu zmierzył się wkrótce z belgijskim stoperem i wygrał pojedynek biegowy. Maignana jednak nie pokonał.

Podsumowując, piłkarze Lazio zagrali bardzo dobrą połowę, w której widać było z ich strony sporo energii. Dynamika ta była dobrym sposobem na rywala. Milan grał raczej jednostajnie – niby próbował, ale bez przekonania.

Milan próbował, ale drugi raz w tym sezonie przegrał z Lazio

Milan licząc na odwrócenie wyniku musiał być lepszy pod bramką rywala. No i w końcu oddał strzał, w dodatku celny. Christian Pulisic przetestował umiejętności Eduardo Motty, który do niedawna był jeszcze bramkarzem w drugoligowym średniaku – Reggianie. Kilkadziesiąt sekund później Motta ponownie wykazał się spokojem, tym razem po główce Fofany.

W pierwszym kwadransie po przerwie coraz gorzej grał Estupinan. Najpierw był blisko gola samobójczego, a po chwili otrzymał żółtą kartkę. Davide Bartesaghi mógł się więc rozgrzewać, bo jego kolega z lewej obrony stracił derbową magię. Allegri doskonale to widział i przed 60. minutą Ekwadorczyk zasiadł na ławce rezerwowych. Takim występem notowań sobie nie poprawił.

Reklama

W zespole Lazio świetnie wypadł zaś Mario Gila. Hiszpan, łączony od kilku miesięcy z przenosinami do Mediolanu, robił spore wrażenie w destrukcji. Sfrustrowany był z kolei Leao, który po około dwudziestu minutach drugiej połowy zszedł z boiska. Portugalczykowi trudno było tego dnia ugotować coś z niczego. Po przeprowadzeniu czterech zmian, na kwadrans przed końcem, Milan wreszcie trafił do siatki – uczynił to konkretnie Zachary Athekame – ale sędzia Marco Guida odgwizdał rękę w ataku.

Lazio powoli opadało z sił, ale Milan ciągle nie był skuteczny. Ponownie sprawdzono umiejętności Motty i niedoświadczony golkiper obronił strzał innego z jokerów – Christophera Nkunku. Gdy piłka trafiła pod nogi Luki Modricia, przypałętał mu się sędzia Guida. Chorwat minimalnie chybił, ale był zniesmaczony tym, jak potoczyły się ostatnie sekundy.

Reklama

Milan walczył do samego końca. Zza pola karnego spróbował szczęścia Ardon Jashari. Debiutanckiego gola dla Rossonerich z tego nie było. W samej końcówce sędzia Guida wyrzucił jeszcze z boiska Maurizio Sarriego, który miał pretensje do arbitra.

Lazio dowiozło wynik i po raz drugi w tym sezonie pokonało Rossonerich. Wcześniej Rzymianie wyeliminowali Milan w Coppa Italia. Stołeczna ekipa w tabeli Serie A awansowała na miejsce dziewiąte, Mediolańczycy, dla których była to dopiero trzecia porażka, pozostali zaś na pozycji wicelidera.

SS Lazio – AC Milan 1:0 (1:0)

  • 1:0 – Gustav Isaksen 26′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna