Marek Papszun ma problemy z pamięcią

Mikołaj Duda

23 października 2026, 20:10 • 5 min czytania 15

Reklama
Marek Papszun ma problemy z pamięcią

Pamiętacie jeszcze czasy, gdy trenerem Legii był ktoś inny niż Marek Papszun? Jaki Edi Iordanescu, jaki Inaki Astiz, jaka strefa spadkowa? To jakieś czasy całkowicie zamierzchłe. Wszystko było tak dawno temu, że nawet sam Papszun trochę pozapominał.

Reklama

Jest też teoria, że Markowi Papszunowi pewnych rzeczy po prostu pasuje nie pamiętać, by zgadzała się teza. W każdym razie do rzeczy: na konferencji prasowej przed spotkaniem z Lechem trener Wojskowych odniósł się do ostatnich meczów mistrza Polski w Lidze Europy. Przy okazji wspomniał, że… jemu przegrać 0:3 czy 0:4 w pucharach to się nigdy nie zdarzyło.

– Mogę odnieść się do swoich europejskich potyczek, w których nie przypominam sobie, żeby ktoś nas ograł 4:0 czy nawet 3:0. To nie były łatwe mecze dla naszych przeciwników. Oczywiście różna jest skala trudności, ale patrząc też na Legię z wcześniejszych lat, radziła sobie ona w takich spotkaniach. Grała przecież z zespołami z Premier League, takimi jak Aston Villa czy Chelsea, i potrafiła sobie radzić – stwierdził trener Legii.

No cóż, cały misterny plan poszedł… i to wszystko przez mały szczegół. Marek Papszun najwyraźniej zapomina nie tylko meczach swoich drużyn, ale i o tym, że istnieje coś takiego jak serwis Transfermarkt, gdzie zweryfikowanie jego słów to kwestia kilku kliknięć. A w tym przypadku może nawet nie jest on potrzebny…

Marek Papszun nigdy nie przegrał jak Lech? Otóż przegrał i to nie grając z zespołami z TOP 5

Legia radziła sobie z Aston Villą czy Chelsea? To się zgadza, brawa dla Goncalo Feio za te wyniki. Niezbyt elegancko tak podpinać się pod czyjeś osiągnięcia.

Reklama

Wróćmy jednak do sedna wypowiedzi. Jeśli Papszun mówi, że w pucharach nigdy nie przegrał 0:4 czy 0:3, to musimy mu przypomnieć, że się pomylił i przegrał. Dokładnie 26 sierpnia 2021 z KAA Gent, gdy w Gandawie gospodarze wygrali 3:0.

Natomiast istnieje całkiem duża szansa, że takich wyników byłoby więcej, gdyby mierzył się w swojej karierze z ekipami pokroju Crystal Palace czy Bayeru Leverkusen. A poza wspomnianym Gentem, najmocniejsi rywale to praski duet – Sparta oraz Slavia.

Idąc dalej:

Reklama
  • Rubin Kazań
  • Maccabi Hajfa
  • Rapid Wiedeń
  • Sigma Ołomuniec

Dalej są jeszcze ekipy z Rumunii, Litwy czy Bułgarii, więc umówmy się, trudno jakkolwiek to porównać. Odbijając piłeczkę: Niels Frederiksen wygrał 7:0 z Thun czy 7:1 z Breidablikiem, a obecnemu trenerowi Legii taka wygrana nigdy się nie przytrafiła.

Natomiast Papszun miał dwie potencjalne okazje, by się wykazać na tle ekip z tej wyższej europejskiej półki. Za pierwszym razem, gdy po zdobytym mistrzostwie czekały na niego eliminacje Ligi Mistrzów zrobił sobie roczną przerwę, a zamiast fazy pucharowej Ligi Konferencji z Rakowem zdecydował się na odejście do Legii, która to… z tymi rozgrywkami się pożegnała.

Z oczywistych względów w tym sezonie w pucharach nie gra, chociaż wróć… no przecież gra, a właściwie grał. W Pucharze Polski. I odpadł. Po 0:3 z Motorem Lublin.

Papszun dał kolejny dowód, że ma problemy z pamięcią. Tym razem… zapomniał, co mówił kilka dni temu

Złośliwi mogliby powiedzieć, że jako trener Legii Marek Papszun taką wysoką porażkę z zespołem z europejskiego poziomu już poniósł. Konkretnie to w końcówce kwietnia przy Bułgarskiej dostał bęcki 0:4. Teraz został zapytany o ten mecz i akurat nie zapomniał, że taki się odbył, ale stwierdził, że został wypaczony przez sędziów.

Reklama

– To było specyficzne spotkanie ze względu na tę nieuzasadnioną czerwoną kartkę, która później została de facto anulowana. Wynik został wypaczony i ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej. Rzeczywiście Lech miał przewagę w pierwszych minutach i jest to często naturalne w takich dużych meczach rozgrywanych u siebie, gdzie kibice cię napędzają, a energia i ta moc są z reguły po stronie gospodarzy. My już wtedy jednak umieliśmy zarządzać meczem i wychodzić z trudnych sytuacji. Dzisiaj jesteśmy, uważam, na jeszcze wyższym etapie.

No i teraz należałoby powiedzieć, że Marek Papszun ewidentnie kłóci się z Markiem Papszunem. Jak na portalu X zauważył Karol Michalak, po niedawnym starciu z Wisłą Kraków twierdził… zupełnie coś innego.

– To jest normalne w futbolu, że sędziowie się mylą. To są sytuacje, które praktycznie w każdym meczu mają miejsce. To nie sędzia przegrał mecz.

Reklama

Gdyby ktoś nie pamiętał – Legia strzeliła gola po rzucie z autu, który raz, że w ogóle jej się nie należał (ostatni piłkę dotykał Mateusz Szczepaniak), a dwa Rafał Augustyniak przy rzucie przekroczył linię. Ponadto Wisła nie dostała karnego za nadepnięcie w szesnastce Juliusa Ertlthalera przez Bartosza Kapustkę. Obie sytuacje to nawet nie były kontrowersje. Bez żadnych wątpliwości sędzia mocno się pomylił.

Jak to jest? Raz to nie sędzia przegrywa mecz, a innym razem wypacza wynik? Coś się tu nie łączy. A nie, przepraszamy, łączy. W pierwszym przypadku to nie Legia była poszkodowana, więc wtedy pasowało do narracji. Teraz, żeby pasowało, trzeba było powiedzieć coś zupełnie odwrotnego. A swoją drogą, warto odwinąć ten mecz z Lechem i samemu ocenić, czy rzeczywiście to sędzia był głównym winnym takiego lania. Przecież już w momencie czerwonej kartki dla Augustyniaka było tam 1:0 po bramce Gholizadeha.

Jeśli przegrywa ktoś inny, to taka jest piłka, a jak Legia, to wina sędziego, niesprzyjającego układu gwiazd albo zbyt niskiego ciśnienia. Ciekawe jakie wytłumaczenie znajdzie się tym razem, jeśli ta dyscyplina ponownie przegra ze zlepkiem indywidualnych umiejętności… bo tak przecież Marek Papszun określił swojego przeciwnika:

Reklama

– Legia bazuje na organizacji, dyscyplinie i dużej powtarzalności. Lech z kolei stawia na zawodników, indywidualności i jakość tych piłkarzy. 

Jakby same indywidualności były gwarancją sukcesu… Szkoda, że PSG o tym nie wiedziało, gdy mając w składzie Neymara, Kyliana Mbappe i Lionela Messiego nie było w stanie sięgnąć po nic poważnego i notorycznie zawodziło. A może wystarczyło zadzwonić do Nielsa Frederiksena?

Oczywiście żartujemy, bo dwa mistrzostwa Polski zdobyły się umiejętnościami Walemarka, Palmy, Ishaka i innych. Trener oraz masa innych czynników nie miały tu żadnego znaczenia.

W każdym razie przynajmniej podgrzały się emocje przed polskim klasykiem!

Reklama

Fot. Newspix

15 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Ojrzyński po meczu Motor – Zagłębie. „Końcówka była tragiczna”

Adrian Mańko
0
Ojrzyński po meczu Motor – Zagłębie. „Końcówka była tragiczna”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Ojrzyński po meczu Motor – Zagłębie. „Końcówka była tragiczna”

Adrian Mańko
0
Ojrzyński po meczu Motor – Zagłębie. „Końcówka była tragiczna”