Dziwny to był mecz. Manchester United nie zrobił wiele, by wygrać, a jednak wystarczyła jedna dobra akcja i podopieczni Michaela Carricka wywieźli ze Stamford Bridge trzy punkty. Zgromadzili tym samym dopiero drugi w erze Premier league komplet zwycięstw nad Chelsea w pojedynczym sezonie. Co do The Blues, zanotowali czwartą z rzędu porażkę w Premier League bez strzelonego gola.
Podopieczni Liama Roseniora nie potrafili w tym sezonie wygrać z drużyną zajmującą miejsce w TOP 3 Premier League. W sobotni wieczór na Stamford Bridge przedłużyli swoją serią i jeszcze bardziej zmniejszyli swoje szanse na udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Ligi Mistrzów, do której najprawdopodobniej wróci Manchester United.
Manchester uśpił i zadał decydujący cios
Piłkarze Chelsea regularnie zagrażali bramce Senne Lammensa. Rozpoczął Estevao, po którego strzale piłka otarła się o słupek. Miało to miejsce w pierwszym kwadransie i było to jednocześnie jedno z ostatnich zagrań Brazylijczyka. W kolejnej akcji doznał bowiem kontuzji i w jego miejsce na placu gry pojawił się Alejandro Garnacho, którego w ostatnim czasie naszła refleksja o tym, że jeszcze podczas pobytu w United powinien pewne rzeczy zrobić lepiej. I mowa nie tylko o boisku.
Równie dobrą okazję na otwarcie wyniku miał Enzo Fernandez, jednak podobnie jak wcześniej Estevao, uderzył tuż obok słupka. Później był jeszcze zaskoczony, że piłka dotarła do niego na piąty metr przed bramką rywali i nie złożył się nawet do strzału. Kilka minut przed przerwą Chelsea prawie dopięła swego i piłkę do bramki wepchnął Liam Delap. Dlaczego prawie? Gol nie został uznany, bo podający mu Palmer był na spalonym.
Drugi mecz z rzędu Manchester United wyglądał słabo w pierwszych 45 minutach. Tym razem nie stracił jednak bramki, w przeciwieństwie do starcia z Leeds. Mało tego, to Czerwone Diabły objęły prowadzenie, kiedy w 43. minucie podanie Bruno Fernandesa, który łatwo poradził sobie z Garnacho, wykorzystał Matheus Cunha. To była już 18. asysta Bruno w tym sezonie Premier League. Podopieczni Carricka uśpili rywali i ukąsili ich tuż przed przerwą.
Pierwsza połowa nie stała pod znakiem Manchesteru United, ale to właśnie oni prowadzą na Stamford Bridge! 💪
Matheus Cunha znów trafia! 🏄
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/S44mcBqprK
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
Bardzo podobnie to spotkanie wyglądało po zmianie stron. Manchester wyczekiwał na kontrataki, choć w międzyczasie mógł się na tym naciąć. W 56. minucie o mało co nie wyrównał Liam Delap, po którego uderzeniu głową piłka odbiła się od poprzeczki. Jak pech to pech – kilka chwil później w bliźniaczej sytuacji w to samo miejsce powędrował strzał Wesleya Fofany. Choć w tym przypadku nawet gdyby piłka wpadła do bramki, gol nie zostałby uznany, bo Francuz uderzał ręką.
Widać było, że brakowało podstawowych stoperów Czerwonych Diabłów, ale widać było też ostatnią dyspozycję zawodników Chelsea, którzy nie potrafili zamienić swoich sytuacji na bramki. Stwierdzenie, że podopieczni Roseniora bili głową w mur, mijałoby się jednak z prawdą. Mieli swoje okazje, powinni co najmniej jedną z nich wykorzystać, ale po prostu nie potrafili tego zrobić, głównie z uwagi na swoją nieudolność. Wiedzieli o tym kibice, którzy zaczęli opuszczać swoje miejsca jeszcze przed upływem 90 minut, jakby wiedzieli, że i tak nic dobrego nie zobaczą. I mieli rację, bo Manchester dowiózł prowadzenie do końca.
Chelsea – Manchester United 0:1 (0:1)
- 0:1 – Matheus Cunha 43′
WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:
- Cole Palmer: Nie zamierzam odchodzić z Chelsea
- Arteta: Nie spędzę ani sekundy, rozmawiając o remisie
- Bernardo Silva dochodzi z Manchesteru City! Piłkarz ogłosił decyzję
Fot. Newspix.pl