Cmentarzysko trenerów w Sosnowcu. Łobodziński kolejną ofiarą

Jan Broda

Autor:Jan Broda

16 marca 2026, 21:46 • 4 min czytania 5

Reklama
Cmentarzysko trenerów w Sosnowcu. Łobodziński kolejną ofiarą

Źle się dzieje w Zagłębiu Sosnowiec. Jeszcze kilka lat temu zespół występował w Ekstraklasie, a lada moment może znaleźć się na czwartym szczeblu rozgrywkowym. Klęskę w ratowaniu klubu poniósł Wojciech Łobodziński, który właśnie przypłacił posadą ostatnią porażkę 1:7 z Olimpią Grudziądz.

Zagłębie przyzwyczaiło nas, że nieprzerwanie od kilku lat towarzyszy mu tendencja spadkowa, jednak obecny sezon w wykonaniu Sosnowiczan to prawdziwa katastrofa. Rozgrywki Betclic 2. Ligi zaczęli z Markiem Gołębiewskim na ławce, ten zaś okazał się zupełną pomyłką na tym stanowisku i w ośmiu meczach zanotował tylko jedno zwycięstwo. Nic zresztą dziwnego, że były trener Legii Warszawa aktualnie zajął się prowadzeniem trzecioligowej Mławianki Mława, gdzie też radzi sobie – delikatnie rzecz ujmując – kiepsko.

W wrześniu 2025 roku Łobodziński przejął rozbity po Gołębiewskim zespół i udało mu się go poukładać. Przynajmniej na krótką metę. W pierwszych czterech meczach pod jego wodzą Zagłębie zaliczyło komplet zwycięstw. Co więcej, Sosnowiczanie błyskawicznie opuścili strefę spadkową i znaleźli się w czołówce tabeli. Nad Brynicą mogli nieśmiało marzyć, że powrócą na zaplecze Ekstraklasy.

Efekt nowej miotły nie trwał jednak długo. Zagłębie nie wygrało żadnego z sześciu spotkań poprzedzających przerwą zimową, a zła passa utrzymała się na wiosnę. Po wznowieniu rozgrywek, podopieczni Łobodzińskiego ograli tylko 1:0 Podhale Nowy Targ, a poza tym – co mecz, to w trąbę. Z Sandecją? 1:2. Z rezerwami Śląska? 1:4. Z Olimpią Grudziądz? 1:7 (!).

Reklama

Cmentarzysko trenerów w Sosnowcu. Łobodziński kolejną ofiarą

To właśnie siódemka przyjęta od Olimpii okazała się gwoździem do trumny Łobodzińskiego. Choć wcale nie musiało tak być, bo do przerwy na tablicy wyników widniał remis i nic nie zapowiadało końcowej tragedii. Kto by jednak przewidział, że w drugiej połowie Zagłębie w obronie będzie odwalało taką manianę, że da sobie wbić sześć goli?

Trudno to jakkolwiek sensownie skomentować, to trzeba po prostu zobaczyć.

Reklama

Słów zabrakło też samemu Łobodzińskiemu, który próbował się tłumaczyć, wskazując na problemy kadrowe. Lista nieobecnych była naprawdę długa, bo z powodu kontuzji pauzowało aż ośmiu piłkarzy: Mateusz Kos, Adrian Gryszkiewicz, Mateusz Matras, Jędrzej Zając, Bartosz Boruń, Kacper Skóra, Linus Rönnberg i Bartosz Snopczyński.

Ciężko dobrać odpowiednie słowa, żeby oddać, to co się wydarzyło. To, że mamy szpital w drużynie, to wiedzieliśmy przed meczem. Ciężko nam było sklecić nawet dziewiętnastkę-dwudziestkę na ten mecz. Tak z ludzkiego punktu widzenia, szkoda mi tych młodych chłopaków, którzy grali w drugiej połowie, bo musieli doświadczyć takiego czegoś. Nie chcę się tłumaczyć absencjami, ale bez Matrasa, Skóry, Zająca, Borunia, Snopczyńskiego, ciężko nam było odwrócić losy tego meczu. Staraliśmy się, jak mogliśmy, ale mocy nam zabrakło – przekonywał załamany po spotkaniu.

Jego tłumaczenia, parafrazując Mariusza Pudzianowskiego, nic nie dały. Następnego dnia Zagłębie poinformowało o „zmianach w sztabie trenerskim pierwszego zespołu”. Pracę stracił nie tylko Łobodziński, ale również jego asystenci – Kamil Makowski oraz Marcin Nawrat.

Reklama

Niedługo potem poznaliśmy następcę, bo w osobnym komunikacie Zagłębie poinformowało o wyborze nowego trenera. Został nim Grzegorz Bąk, który od 2020 roku jest związany z sosnowickim klubem jako trener rezerw. W pewnym momencie był też członkiem sztabu szkoleniowego Artura Skowronka, po czym z powrotem powrócił do drugiego zespołu.

W oświadczeniu czytamy, że Bąk poprowadzi Zagłębie „w najbliższych meczach”, co może sugerować, że jest to rozwiązanie tylko i wyłącznie tymczasowe, do znalezienia szkoleniowca na stałe. Bogiem a prawdą, nie zdziwiłoby nas to, bo Sosnowiczanie wyspecjalizowali się w ciągłych roszadach na trenerskim stołku.

Reklama

Jak słusznie zauważył Bartosz Wieczorek z TVP Sport, Bąk jest już 38. trenerem Zagłębia na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Nie ma sezonu, by w Sosnowcu przynajmniej raz nie zakręciła się trenerska karuzela. Ostatnim szkoleniowcem, który popracował w tym klubie więcej niż dwa lata, był Krzysztof Tochel (2002-2006).

Cmentarzysko trenerów w Sosnowcu ma się dobrze, ale zaraz może zostać pogrzebany cały klub. Zagłębie po 22. meczach Betclic 2. Ligi zajmuje dopiero 14. miejsce i jest poważnie zagrożone spadkiem na czwarty poziom rozgrywkowy. O przełamanie łatwo nie będzie, bo w następnej kolejce Bąk i spółka zmierzą się na wyjeździe z liderującą w tabeli Unią Skierniewice.

CZYTAJ WIĘCEJ O ZAGŁĘBIU NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
5 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Niższe ligi