Od sezonu 2023/2024 i szarży Rakowa Częstochowa, nie mieliśmy ani jednego polskiego zespołu w Lidze Europy. Teraz mamy dwa, Lecha Poznań i Jagiellonię Białystok. I o ile można przyznać, że to już jest sukces sam w sobie, to na pewno nie taki, którego nie dałoby się podrasować. Mamy prawo oczekiwać co najmniej jednej polskiej drużyny w fazie pucharowej zaplecza Champions League.
„Bez co najmniej jednego zespołu w Lidze Europy, nie ma mowy o rozwoju Ekstraklasy” – mówili podczas eliminacji jedni, zgadzali się lub nie drudzy. Ale trudno było się oprzeć wrażeniu, że Liga Konferencji – choć przyniosła mnóstwo pięknych momentów, a przede wszystkim punktów do rankingu – po prostu nam się już przejadła.
Nie dlatego, że przestaliśmy doceniać wyniki polskich zespołów w pucharze trzeciej kategorii, ale poprzez świadomość, że trzeba iść do przodu. Nabijanie punktów w LK było zbawienne dla rankingu, już teraz ma swoje benefity, a jeszcze większe może przynieść w przyszłości, ale miarę rozwoju stanowi także możliwość mierzenia się z coraz lepszymi rywalami.
To właśnie dostaliśmy w Lidze Europy. I w przypadku Lecha Poznań, i w przypadku Jagiellonii Białystok możemy powiedzieć właściwie tak samo. Czy będzie trudniej niż w Lidze Konferencji? Oczywiście. Czy ogólnie będzie trudno? Zdecydowanie. Ale czy to wyzwania nie do przejścia? Na pewno nie.
Szybki rzut oka w zestaw wylosowanych rywali.
Domowe mecze Lecha Poznań: Bayer Leverkusen, Ferencvaros, Sunderland, Torreense.
Wyjazdowe mecze Lecha Poznań: Benfica, Union Saint-Gilloise, Crystal Palace, OFI Kreta.
Od 16 września do 28 stycznia czeka nas dużo europejskiego grania ✨ Poznajcie naszych rywali w fazie ligowej @EuropaLeague ⚔️ pic.twitter.com/fFBMATnRK2
— Lech Poznań ⭐️ (@LechPoznan) August 28, 2026
Domowe mecze Jagiellonii Białystok: Olympique Lyon, Anderlecht, Crystal Palace, Ararat-Armenia.
Wyjazdowe mecze Jagiellonii Białystok: Olympiakos, Viktoria Pilzno, Sunderland, Lewski Sofia.
Tak wygląda jagiellońska faza ligowa w sezonie 26/27 #UEL ⤵️. Zadowoleni z losowania? pic.twitter.com/NI3s0B1HGg
— Jagiellonia Białystok (@Jagiellonia1920) August 28, 2026
W zasadzie w każdej z tych czterech linijek rysuje się ten sam model.
Przeciwnik numer jeden – na papierze poza zasięgiem i każdy wywalczony punkt będzie po prostu miłym dodatkiem.
Przeciwnicy numer dwa i numer trzy – może i silniejsi na papierze od polskich zespołów, ale na pewno nie są to już drużyny z kategorii tych, z którymi nie można powalczyć. Przy odpowiedniej formie zapowiadają się spotkania, w których na pewno będzie można coś uszczknąć – tu może punkcik, tam może trzy.
Przeciwnicy numer cztery – zarówno od Lecha, jak i Jagiellonii, musimy wymagać poradzenia sobie z tymi rywalami. Ani portugalski drugoligowiec, ani Grecy z Krety, ani ekipy z Armenii czy Bułgarii nie są zespołami, do meczu z którymi Kolejorz i Jaga mieliby przystąpić bez zdecydowanego celowania w zwycięstwo.
A skoro tak, to już maluje nam się ciekawa perspektywa. W dwóch poprzednich sezon, a więc tych, w których funkcjonował już system ligowy, do najlepszej dwudziestki czwórki i miejsca w play-off wystarczało 9-10 punktów.
Zakładając zatem, że dwóch zwycięstw możemy od polskich zespołów zdecydowanie wymagać i niższy dorobek stanowiłby rozczarowanie, pozostaje kwestia uzbierania trzech, czterech, może pięciu punktów w pozostałych sześciu spotkaniach.
Niewykonalne? Pomijając trudne spotkania z przeciwnikami z pierwszego koszyka, zdecydowanie nie jeśli spojrzymy na rywali z drugiego i trzeciego. Polskie zespoły z pewnością nie mogą powiedzieć, że nic się tu nie da zrobić – walka o awans do samego końca to obowiązek.
✅ Home and away opponents for Pot 3 teams 🏠✈️#UELdraw pic.twitter.com/I3UPfYJKTm
— UEFA Europa League (@EuropaLeague) August 28, 2026
W prognozowanej tabeli końcowej, Lech znajduje się na miejscu dającym przepustkę awans do fazy pucharowej, Jagiellonii natomiast trochę do tej granicy brakuje. Nie zmienia to faktu, że zarówno w Poznaniu. jak i Białymstoku, nie powinni zadowalać się samą obecnością w Lidze Europy – nawet jeśli jest to sukces i oddajemy należne honory już teraz – a zdać sobie sprawę, że miejsce w TOP24 jest w ich zasięgu.
Doceniamy postawienie kolejnego kroku przez polski futbol, jakim jest wprowadzenie dwóch zespołów do LE. Teraz oczekujemy kolejnego – przynajmniej jednego przedstawiciela Ekstraklasy w kolejnej fazie europejskiego pucharu B.
To chyba nie aż tak wiele, a zwłaszcza, że ostatnie lata przyzwyczaiły nas do wiosennego śledzenia czwartkowych podbojów polskich drużyn.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix