Pierwsze koty za płoty. Lewandowski zadebiutował, ale nie błysnął

Patryk Idasiak

23 lipca 2026, 08:31 • 3 min czytania 15

Reklama
Pierwsze koty za płoty. Lewandowski zadebiutował, ale nie błysnął

Trzeba się powoli przyzwyczajać do tego, że będziemy do śniadania czytali o poczynaniach Roberta Lewandowskiego w MLS. Polak właśnie zadebiutował w zespole Chicago Fire i… nie zachwycił, wypadł raczej kiepsko. Oddał raptem jeden strzał i miał cztery kontakty w polu karnym. Trochę nie potrafił się jeszcze zrozumieć z kolegami. Znacznie bardziej błyszczał po drugiej stronie Luis Suarez, który zapewnił Interowi Miami wygraną 3:2. 

Reklama

Wszystko zaczęło się od kuriozalnego trafienia samobójczego. Rocco Novo Rios, a więc nominalnie rezerwowy bramkarz Interu Miami otrzymał podanie od obrońcy i… po prostu nie trafił w piłkę, no więc na starcie „Lewy” mógł sobie pomyśleć, że czekają go tu niezłe jaja. Rios dał zdecydowanie argumenty tym, którzy mówią, że w MLS na bramce wiszą ręczniki.

Ale potem było już trochę więcej „piłki w piłce”. Pod nieobecność Lionela Messiego ciężar na swoje barki musiał wziąć Luis Suarez i zdecydowanie to zrobił. Najpierw wyrównał z rzutu karnego, a później przeprowadził znakomitą dwójkową akcję z  Germanem Berterame. Meksykanin odegrał z piętki, a Urugwajczyk dał prowadzenie w 51. minucie. Wcześniej Inter Miami dość mocno zdominował przeciwnika, bo już sam Berterame był bliski trafienia z główki, ale jeszcze wtedy Chicago uratował jakimś cudem Chris Brady.

Reklama

Bezbarwny występ Roberta Lewandowskiego, który był odcinany od podań zakończył się w 61. minucie. Co tak naprawdę zdziałał Polak? Ano oddał strzał z pola karnego, w którym – rzeczywiście – ładnie minął obrońcę, jednak został on zablokowany przez kolejnego, który stanął na linii uderzenia i zakończyło się na rzucie rożnym. Była to jedna z pierwszych akcji Chicago Fire. No i na tym działania w ofensywie polskiego napastnika się skończyły.

Ale Chicago Fire – już bez „Lewego” na boisku – potrafiło odpowiedzieć trafieniem na remis. Rezerwowy Puso Dithejane miał trochę szczęścia, bo piłka wybita przez obrońcę odbiła się jeszcze od Marena Haile-Selassie i wyszła mu z tego asysta. Ostatnie słowo należało jednak do Suareza i jego kolegów z drużyny. Dla młodego Prestona Plambecka był to bardzo ważny moment, bo strzelił pierwszego gola dla Interu Miami.

Reklama

Tak więc Robert Lewandowski przegrał w debiucie. Jego Chicago Fire plasuje się mimo to na wysokim, trzecim miejscu w Konferencji Wschodniej. Na pewno pozycja tego klubu jest lepsza niż krytykowane przez wszystkich przywitanie polskiego napastnika w nowym klubie. Inter Miami jest za to oczko wyżej. Żeby dostać się do play-offów potrzebne jest utrzymanie miejsca w TOP 7. Pozycje 8-9 zmierzą się w dodatkowym barażu, podobnie jak ma to miejsce w NBA.

Cały skrót meczu możecie obejrzeć tutaj:

Fot. Newspix

Reklama
15 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama