Ojrzyński o Bogu i pielgrzymkach: Wiem, że jest drugie życie

Jakub Radomski

05 kwietnia 2026, 14:34 • 2 min czytania 21

Reklama
Ojrzyński o Bogu i pielgrzymkach: Wiem, że jest drugie życie

W ubiegłym sezonie udało mu się utrzymać Zagłębie Lubin w Ekstraklasie, a teraz jego zespół jest rewelacją rozgrywek. Piłkarze Leszka Ojrzyńskiego, mimo że zostali zimą poważnie osłabieni, zajmują czwarte miejsce w tabeli. Jeżeli we wtorek pokonają Arkę, będą wiceliderem, tylko z punktem straty do Lecha Poznań. Szkoleniowiec udzielił wywiadu portalowi Sport.pl. To ważna rozmowa, bo Ojrzyński mówi w niej nie tylko o piłce nożnej, ale również o Bogu, pielgrzymkach i stracie najbliższych osób. 

Reklama

Ojrzyński opowiada dziennikarzom Sport.pl o pielgrzymce z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej, kiedy w ciągu jednej nocy pokonał ponad 42 km. Ale zdarzały mu się też dużo dłuższe dystanse. Kiedyś w sześć dni przeszedł 223 km do hiszpańskiego Santiago de Compostela. To słynna droga św. Jakuba.

Leszek Ojrzyński o drodze do Santiago de Compostela: Miałem trzęsawkę, gorączkowałem

Codziennie szedłem, dopóki miałem siłę. Codziennie szukałem jakiegoś noclegu. To był kolejny element udręki. Ale tak chciałem. Powiedziałem też sobie, że nie używam żadnych leków i medykamentów. Jak ludzie widzieli, w jakim stanie mam stopy, to mówili, że z tego będzie tężec. Jakieś zastrzały, nie zastrzały. Niczego na to nie brałem, musiałem przetrzymać. Raz tylko miałem w nocy taką trzęsawkę, gorączkowałem. Spałem akurat w jakimś pensjonacie i dostałem tabletkę przeciwbólową. Przyjąłem. Ale poza tym przeszedłem bez niczego – tak Ojrzyński opowiada o drodze do Santiago de Compostela.

Trener Zagłębia odnosi się też do najtrudniejszych życiowych sytuacji, takich jak śmierć ojca oraz żony. Mówi, jak bardzo pomagała mu wtedy wiara w Boga. – Pracowałem wtedy w Koronie i zostaliśmy liderem. Rano ojciec zadzwonił do mnie z gratulacjami, a dwie godziny później zadzwonił wujek – bo mama nie była w stanie – żeby powiedzieć, że ojciec nie żyje. Co jest? Żart jakiś? Dowcip? Tak się przecież nie żartuje. Pakujesz się, bierzesz wolne w klubie, organizujesz pogrzeb, w trzy dni wszystko załatwiasz i musisz dać sobie radę. Żyjesz też dla innych. Jest mama, są dzieci. Połykasz takie tragedie. Ale łatwo nie jest – opisuje jedną z tych sytuacji.

I dodaje: – Wiem, że jest drugie życie. W to wierzę. I tak musi być. Ci, którzy odeszli, mają tam lepiej, jeśli sobie na to zapracowali. A ci, którzy zostali, muszą się z tym pogodzić.

Reklama

Fot. Newspix.pl 

WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:

21 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego

Jakub Radomski
4
Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego

Ekstraklasa

Reklama