Żabka, rady od ojca i szok w 4. lidze. Marcel Łubik opowiada o życiu

Szymon Janczyk

09 kwietnia 2026, 10:40 • 24 min czytania 3

Reklama
Żabka, rady od ojca i szok w 4. lidze. Marcel Łubik opowiada o życiu

Marcel Łubik to postać barwna, ciekawa. Młody bramkarz ma charakter lidera i ambicję, żeby za dwa lata grać w Bundeslidze. Prowadzi go do tego skrupulatnie zaplanowana kariera, w której mocno wspiera go ojciec. Jak dobrym był piłkarzem i jakie rady od niego otrzymał? Kto najbardziej imponuje mu w szatni Górnika Zabrze? Dlaczego wiele zawdzięcza Rafałowi Gikiewiczowi? Skąd opinia, że największy przeskok w karierze przeżył w czwartej lidze niemieckiej? I wreszcie – czy zostanie ambasadorem Żabki w Polsce? Zapraszamy na długą, wielowątkową rozmowę z młodzieżowym reprezentantem Polski.

Reklama

Marcel Łubik opowiada swoją historię. Dlaczego trafił do Polski? „Chciałem wyjść ze strefy komfortu”

Co sobie pomyślałeś, gdy pierwszoligowiec z Polski zadzwonił i spytał, czy nie chciałbyś przyjść pobronić?

Wiedziałem, że to moja szansa. W Niemczech grałem w rezerwach, więc pierwszoligowa opcja w Polsce to krok do przodu w karierze. Byłem świadomy, że to będzie intensywna liga, wiedziałem, co będzie na mnie czekać.

I co to było, co miało na ciebie czekać?

Reklama

Pierwszy etap profesjonalnej piłki nożnej. Chłopaki grają, zarabiają pieniądze, to ich praca. Przez tydzień przygotowujesz się do meczu, nie masz studiów, szkoły, innego zajęcia. Tylko piłka nożna. Wiedziałem, że muszę być skupiony przez cały dzień, przez cały rok.

W rezerwach Augsburga tego nie było?

Nie, treningi były wieczorami, bo wcześniej miałeś szkołę czy studia. Starsi zawodnicy rano chodzili do pracy.

Miałeś obawę, że jeśli nie wyrwiesz się z tych rezerw, zostaniesz tam na dłużej? Wielu chłopaków z młodzieżówek zakopywało się na takim poziomie.

Reklama

Nie, bo mogłem wybrać, czy chcę iść do Polski, czy np. do trzeciej ligi w Niemczech. Miałem stamtąd oferty, więc nie zostałbym w rezerwach.

Nie kusiło, żeby zostać w Niemczech?

Trochę kusiło, ale po rozmowach z trenerem, prezesem w Tychach, bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że to dobre miejsce dla mnie. Chciałem wyjść ze strefy komfortu, nauczyć się czegoś nowego. Nie jako bramkarz, jako człowiek. Bez rodziny, sam, musiałem dbać o siebie, o wszystko.

W Niemczech nadal byłoby zbyt wygodnie, nawet w trzeciej lidze?

Reklama

Inaczej jest, gdy wiesz, że nikt z rodziny nie przyjedzie za piętnaście minut, żeby z czymś pomóc. Tak to ktoś przyjechałby na mecz, na wyjazd, odwiedził. W Polsce jesteś tylko ty i albo sobie poradzisz, albo nie.

Czym tak szybko przekonali cię w Tychach?

Najważniejsze, że miałem opcję gry. Było ustalone, że przyjdę jako „jedynka”. Oczywiście nie mogłem robić, co chcę, wpuszczać na treningach, co leci w bramkę, ale ja taki nie jestem. Czy miałbym bardzo dobrą dwójkę, czy słabą – nie miałoby to znaczenia, bo robię wszystko, żeby osiągać wyznaczane sobie cele. I to mi najbardziej pomaga.

Słyszałem dobre opinie o trenerze bramkarzy GKS Tychy, co też miało cię przekonać. Potwierdzasz?

Reklama

Bartek Kowalczyk jest młodym trenerem, a już na bardzo wysokim poziomie. Powiedział mi, że ten rok ze mną też mu pomógł w rozwoju, bo pierwszy raz miał tak, że czasami zostawiał przestrzeń na decyzję bramkarzowi. Mamy podobny charakter, mówimy, co myślimy. Czasami usłyszałem od niego bolesną prawdę, ale mogłem mu powiedzieć to samo. To mi się podobało, był otwarty w rozmowie, co ułatwiało współpracę. Nie musiałem się chować. On jest fachowiec, bez dwóch zdań.

Jak ocenić, że trener bramkarzy jest fachowcem?

Detale. Są różni trenerzy bramkarzy, trener Bartek był nowoczesny. Mieliśmy dużo treningów bramkarskich, w których ćwiczyliśmy meczowe sytuacje, nie tylko bronienie. Miałeś postaci, które robiły ci jakieś tunele, musiałeś wybierać, co zrobisz. Ustawianie się, przedpole, gra ofensywna. Możesz sobie ustawić proste ćwiczenia, możesz też takie, żeby umysł trochę bardziej popracował.

Dyrektor GKS dobrze zna rynek niemiecki. To też pomogło?

Reklama

Na początku ułatwiało trochę rozmowy, bo język był dla mnie… trochę trudny! Po polsku gadałem tylko z babcią, czasami z mamą. Teraz robię to na co dzień. Trochę się jeszcze poprawiłem, bo jak posłuchasz moich wywiadów rok temu, to sam się z tego śmieję. Dużo słów mi wtedy brakowało!

Schwaebe, Ortega i Łubik. „Największy przeskok przeżyłem w 4. lidze niemieckiej. Gość bułka, piwko, fajki i strzela ci dwa gole”

Zaciekawiła mnie twoja agencja menedżerska. Jest w niej wielu trenerów bramkarzy i bramkarzy. Nieprzypadkowo?

Wybraliśmy agencję, gdy miałem piętnaście lat. Mocno skupiają się na bramkarzach, to specyficzna pozycja, więc potrzeba specyficznego podejścia. Nie chciałem być gdzieś, gdzie byłbym jednym z setek zawodników. Jak ci nie wyjdzie, to skupią się na kimś innym i tyle. Tu na pewno skupiają się na mnie, na bramkarzach. Jest Marvin Schwaebe, który broni w FC Koeln, jest Stefan Ortega z Nottingham Forest, czyli bramkarze z najwyższego poziomu.

Reklama

Agencja pomogła ci zaplanować karierę?

Od początku mówili: Marcel, musisz regularnie grać, najważniejsze jest, żeby grać i powoli iść do przodu. Nie wariować, że byłeś tak dobry w U-19 Augsburga, że już zasługujesz na Bundesligę. Tak nie jest, karierę budujesz krok po kroku, żeby w wieku 23-24 lat mieć fundament, że zagrałeś ileś meczów. Dla drużyny najważniejsze jest to, żeby bramkarz miał doświadczenie. Doświadczenie budujesz meczami. Takie podejście pomogło mi mieć spokojną głowę.

Póki co idzie świetnie, zbierasz te mecze.

Zbieram, zbieram. Nawet nie wiem ile, ale był pełny sezon w czwartej lidze niemieckiej, pierwszej lidze, teraz Ekstraklasa. I czuję, że doświadczenie faktycznie rośnie, co w moim wieku jest kluczowe.

Reklama

Jak wiele brakuje polskiej piłce do piłki niemieckiej?

Jakość to wszystko. Jakość zawodników w Niemczech – to są piłkarze, którzy grali w wielu ligach, mocnych ligach. Są po prostu dobrzy. Do Polski trafiają coraz lepsi zawodnicy, liga się rozwija, ale spora część ligowców zna głównie tylko ten region czy poziom. Nawet, gdy mają wiele meczów, to w Ekstraklasie. Liga niemiecka jest topowa, więc tam są goście, którzy grali wszędzie, na wysokim poziomie.

Ale taki Augsburg szkoli piłkarzy na poziomie wybitnym?

Nie, są inne kluby, które mają topowe szkolenie. Augsburg to ciężkie miejsce dla młodych piłkarzy, bo to klub, który zawsze walczy o utrzymanie. Nie wrzuca się tam młodego zawodnika tak po prostu, w trakcie sezonu, bo tam liczy się doświadczenie. Musisz mieć wiele osób, które wiedzą, jak się walczy o życie w lidze, czego wtedy potrzeba.

Reklama

Spotkałeś tam jakichś topowych piłkarzy?

Mert Komur ma już wiele meczów w Bundeslidze. I Noakhai Banks, młody stoper. To są dwa wybitne talenty. Ale jak miałem szesnaście lat, to widziałem takich zawodników, że myślałem – jak on nie będzie niesamowity, to nie wierzę w piłkę. A oni np. dwa lata temu przestali grać w piłkę, każdy poszedł w swoją stronę.

Mert Komur

Mert Komur

Reklama

Z czego to wynika?

Jak jesteś młody, to myślisz, że jesteś najlepszy i osiągniesz wszystko. Największy przeskok w karierze przeżyłem nie w Tychach, ale wchodząc do czwartej ligi niemieckiej. Liga U-19 jest na topowym poziomie technicznym, taktycznym, ale wchodzisz do czwartej ligi i gość, który waży 100 kilogramów, pali papierosy przed meczem, ładuje ci dwa gole głową.

Był taki?

Był. To było niesamowite, że my trenujemy sześć razy w tygodniu, oni sobie palą, po meczu po dwa piwka i z nimi przegrywasz. My przychodzimy, każdy profesjonalnie się przygotowuje do meczu, a oni bułka, papierosik i pyk. Dla mnie to był szok, to było niesamowite. To już nie jest piłka juniorska, masz stały fragment, czterech dwumetrowych gości ładuje się w ciebie, to trochę wiesz… Przeskok.

Reklama

I serio był on większy niż na poziom 1. ligi w Polsce?

Tak, bo w Tychach byłem już tego świadomy i byłem na to gotowy. Wtedy sobie tego nie wyobrażałem. Wiesz, sam jestem wysoki, ale nagle stanęli przed tobą mężczyźni. Trzydzieści lat, rodzina na karku, każdy kawał chłopa. Od wtedy sam przybrałem masy mięśniowej, budowałem ciało i do tej pory to robię, bo żeby radzić sobie na takim poziomie, musisz być gotowy fizycznie.

Marcel Łubik i rady ojca. „Nie chciałby doprowadzić do tego, żebym po karierze powiedział, że mogłem zrobić więcej”

Mówiłeś kiedyś, że twój tata też grał w Augsburgu. Szukałem po nim śladów, ale nie trafiłem na nie.

Tata i jego starszy brat, tak. Tyle że jemu się nie udało, przez brak dyscypliny. Tata mówił mi, że był bardzo dobry w zespole U-19. On osiadł na swoim talencie. Był napastnikiem i opowiadał, że był wtedy inny napastnik, który zawsze chciał więcej – więcej trenował, zostawał, strzelał. Tato twierdził, że i tak jest lepszy i kosztowało go to całą karierę.

Reklama

Przestał grać w piłkę?

Nie było wtedy rezerw, pierwszy zespół Augsburga grał w trzeciej lidze. On miał ofertę z Turcji, z drugiej ligi, ale to były inne czasy. Dziadek – jego tata – nie pozwolił mu wyjechać z Niemiec, bo musiał pomóc mu w prowadzeniu sklepu. Przez to wszystko powiedział, że nie chciałby doprowadzić do tego, żebym po karierze powiedział, że mogłem zrobić coś więcej, być w innym miejscu. Zawsze daje mi to kopa, żeby być zaangażowanym, pracowitym.

Musiał mieć talent, skoro zgłaszała się nawet druga liga turecka.

Był bardzo dobrym tureckim zawodnikiem w tym regionie Niemiec, bardzo znanym. Dużo się o nim mówiło. Został w Augsburgu, grał dla Schwaben. To drugi największy klub w mieście, zawsze było tak, że ci, którzy nie radzili sobie w FC Augsburg, szli do Schwaben. I odwrotnie, jak ktoś sobie radzi – idzie ze Schwaben do Augsburga. To wciąż był wysoki poziom, grał tam, ale z czasem, gdy stał się starszy, robił to już tylko dla przyjemności.

Reklama

Zostało mu coś z instynktu napastnika? Testowałeś go na bramce?

Pamiętam, że jak miałem 12-13 lat, to robił ze mną treningi bramkarskie. Bo nie miałem takich do momentu, gdy zacząłem trenować w Augsburgu. Ciało miał już mało piłkarskie, ale nogę miał ułożoną! Bardziej precyzja niż moc.

To gdzie grałeś przed dołączeniem do Augsburga?

W polu, raczej gdzieś z przodu. Miałem to takie uderzenie z lewej nogi, do dzisiaj mi to zostało. Mogłem uderzyć z każdej pozycji. Fizycznie też byłem mocniejszy. Tylko potem, gdy zaczęliśmy grać mecze, tata mówił mi, że w polu ruszam się trochę nie tak, jakby chciał…

Reklama

Szybko ocenił!

Zna mnie, wie, jaki jestem. Wiedział może, że do biegania to bym się nie nadawał… Dzięki tacie jestem, kim jestem.

Nie czułeś rozczarowania? Większość chce strzelać, nie bronić.

Chciałem być jak mój idol, Cristiano Ronaldo, ale powiedział, że niestety muszę sobie poszukać idola wśród bramkarzy!

Reklama

Kogo wybrałeś?

Real Madryt to była moja ukochana drużyna, więc Iker Casillas. Ale oczywiście trzeba też docenić Manuela Neuera. Żyłem w Niemczech, widziałem go wiele razy na żywo i zrobił na mnie mega wrażenie.

W Niemczech nikt nie wątpi, że Neuer to najlepszy bramkarz wszech czasów.

Ktoś, kto gra przez taki czas, na takim poziomie… Oczywiście też popełnia błędy, nawet na takim poziomie, z takim doświadczeniem, ale to taka pozycja. Neuer zazwyczaj miał momenty wybitne i to każdy w Niemczech pamięta.

Reklama

Każdy pamięta też, że zrewolucjonizował grę na pozycji bramkarza.

Świetnie grał na przedpolu, ofensywnie, asekurował linię obrony. To było ważne, ale trochę też pogubiło bramkarzy, bo każdy chciał być jak Neuer. Każdy ma jakąś swoją cechę, moc i możesz uczyć się od najlepszych, ale nie zmienisz samego siebie.

Ale ciebie nie zgubiło?

Nie, na pewno. Kochałem oglądać różnych bramkarzy, od każdego coś podglądać. Miałem trenera w Augsburgu, który powiedział mi: ty musisz zawsze myśleć tak, żeby za dziesięć lat ktoś powiedział, że chce być jak Marcel Łubik. Taki musisz być.

Reklama

Marcel Łubik o Augsburgu: Myślałem, że dobrze gram nogami. Na pierwszym treningu zobaczyłem, że każdy potrafi lepiej

Gra nogami, o której się w twoim przypadku mówi, to jest efekt tego, że kiedyś trenowałeś w polu, czy to jakiś mit?

Pomogło mi to, bo wiele razy byłem w środku pola, to daje inne spojrzenie na sytuację na boisku, bo bramkarz widzi tylko to, co z przodu. Ale raczej powiedziałbym, że to głównie efekt treningów w Augsburgu. I bramkarskich, i z drużyną. Były bardzo wymagające. Musiałeś grać dobrze nogami, bo każdy zawsze musi podać w punkt, na dobrą nogę, w tempo. Oni to oceniali, to była sztuczna murawa, więc nie było żadnych wymówek, że boisko ci przeszkodziło. Od razu widzieli, czy umiesz, czy nie.

Jak nie, to co?

Brałeś piłkę i kopałeś o ścianę, bo ściana nie kłamie. Kopiesz, przyjmujesz, grasz. Robiłem to nawet sam z siebie. Niektórzy się z tego śmieją, ale spróbuj pokopać pół godziny o ścianę, podawać. Dopiero wtedy widzisz, ile masz do poprawy. Jak w Górniku rozgrzewamy się przed treningiem, to z Lukasem Ambrosem kopiemy o ścianę, dajemy sobie nieprzyjemne piłki. To jest prawdziwa rozgrzewka!

Reklama

Kto sobie radzi lepiej?

Nie no, on. Ja czasami nie wierzę, jakie on mi piłki daje. Czasami dam nieprzyjemną, ale to jest inna technika. Lukas to bardzo kompletny zawodnik. Nie ma czegoś, czego mu bardzo brakuje. Technicznie mega, strzał ma super, jest szybki, silny, chce mu się walczyć. To taki zawodnik, że niedługo poradzi sobie w Bundeslidze, na pewno.

Marcel Łubik i Lukas Ambros.

W Augsburgu za niecelne podania były pretensje do bramkarzy?

Reklama

Od razu. Trening zatrzymany i pytają: co z tobą jest? Jak nie potrafisz tego robić, wymienią cię od razu.

Był jakiś margines błędu, że możesz dwa razy niecelnie kopnąć?

Zależy jakie byłyby błędy. Jak nie umiesz podać komuś na pięć metrów, to nie mogą stracić na poziomie i wymienią cię na kogoś innego. Takie wymagania były już w akademii. Ja wtedy myślałem, że dobrze gram nogami, ale po pierwszych treningach w pierwszym zespole zobaczyłem, że tam każdy potrafi lepiej. Nagle już nie jesteś taki wybitny, bo są inne wymagania, bo musi być jeszcze mocniej, jeszcze lepiej. W Bundeslidze pracujesz nad najmniejszymi detalami.

Czyli zobaczyłeś Rafała Gikiewicza i stwierdziłeś, że on gra nogami lepiej.

Dzisiaj nie! Ale wtedy na pewno. Patrzyłem na niego i na to, z jakim spokojem, pewnością zagrywa każde podanie i to było coś „wow”. Jak miałem szesnaście lat, to zastanawiałem przed każdym podaniem. Mówiłem sobie: muszę, muszę. Wydaje mi się, że jakbym obudził Gikiego o trzeciej w nocy, to zagrałby tak samo. Trochę się od niego tego spokoju, pewności, wiary w to, jak zagrasz, nauczyłem. Bo wiesz, to jest tak, że jak sobie powiesz, że trafisz w poprzeczkę, to na dziesięć razy trafisz częściej niż jak będziesz się zastanawiał, czy trafisz. To kwestia mentalna, 80% rzeczy zaczyna się w głowie. Zwłaszcza u piłkarza, bo musisz szybko myśleć i zdecydować, a potem nie możesz się zastanawiać, bo zaraz będzie kolejna akcja.

Mówiłeś, że wujek też grał w piłkę. Czyli ogólnie piłkarska rodzina.

Wujek był bardziej dziesiątką, ale z nim nie trenowałem, raczej z tatą. Wujek był też trenerem w amatorskiej lidze. Od tureckiej strony rodzina jest trochę piłkarska. Mój starszy o trzy lata brat też grał w piłkę. On miał nawet trochę więcej talentu, do końca grał w polu. Był szybszy, miał lepszy strzał, drybling. Tyle że on postawił na przyjaciół, grę z nimi. Ja wiedziałem, że skoro idę do Augsburga, to wszystko na bok i skupiam się na piłce.

Jak oni trafili do Niemiec?

Mam sporą rodzinę w Turcji, ale mój tata urodził się już w Niemczech. Pracuje w dyspozytorni lawet, wsparcia wysyłanego na autostrady. Dziadek przyjechał do pracy i został. Nie pamiętam, czym dokładnie zajmował się dziadek, ale miał turecki sklep, z lokalnymi rzeczami. Mieszkają w najbardziej tureckim mieście w Niemczech.

Za dzieciaka bardziej zajadałeś się baklavą czy polskimi przysmakami?

Polskimi. Urodziłem się w Polsce, wyjechaliśmy do Niemiec, gdy miałem cztery lata, ale potem mieszkaliśmy trochę dalej od tureckiej rodziny.

„Lepiej żyje mi się w Polsce”. Marcel Łubik o różnicach między Polakami i Niemcami oraz… Żabce

Brakowało ci trochę Polski czy nie miałeś kiedy tego poczuć?

Nie brakowało, bo każde wakacje czy ferie spędzałem w Polsce. Jechaliśmy do rodziny, zawsze się na to cieszyłem. Zawsze wspominam, że jak już byłem w Tychach przez pierwsze miesiące, to czułem: kurde, to jest po prostu Polska, tu jest jak w domu.

Co ci się najbardziej spodobało po powrocie?

Żabka!

Jak to Żabka?

Bo w Niemczech nie mamy takiej Żabki. Wychodziłem z mieszkania, schodziłem do Żabki i co potrzebowałem, to miałem. Kto mieszkał w Niemczech, ten wie, że czegoś takiego nie ma. Żabka to jest „wow”! Ona nie jest co dwa kilometry, co sto metrów masz Żabkę.

Nie doceniam, bo dla mnie to normalne! Lepiej ci się żyje w Polsce niż w Niemczech?

Tak, czuję się tu bardziej jak w domu, bardziej komfortowo. Lepiej dogaduję się z ludźmi. No, lepiej mi się żyje w Polsce.

Jaka jest różnica pomiędzy Polakami i Niemcami?

W Niemczech wszystko jest bardzo sztywne. Każdy się trzyma tego, tego i tego. W Polsce jest trochę więcej luzu, chociaż ludzie szybciej się obrażają, gdy mówisz im coś wprost. Niemcom możesz powiedzieć, co ci nie pasuje, w Polsce musiałem się trochę nauczyć innego sposobu przekazu. Bo nie zmieniłem tego, że mówię to, co myślę, ale może nie tak ostro, stanowczo. Miłe jest to, że w Polsce, gdy wychodzę z domu, to z każdym się witam, żegnam. W Niemczech nie, każdy żyje trochę w swoim świecie.

To kto się na ciebie obraził?

Nie obraził, ale w Tychach byli w szoku. Pamiętam sytuację z Bartoszem Śpiączką, gdzieś na boisku, przed sezonem. Mieliśmy stałe fragmenty. Dośrodkowanie, on krzyknął: bramkarz! Potem znowu coś krzyknął, miałem piłkę w rękach i mówię mu: Śpiona, skup się na swojej robocie, ja ci nie mówię, jak masz strzelać bramki. Patrzył na mnie i mówił: ten młody nie będzie mi mówił, co mam robić. Drużyna też była w szoku. Takimi rzeczami budujesz szacunek, bo w tej robocie albo jesteś gotowy, albo nie. Nie ma różnicy, czy masz 16, 20 czy 30 lat. Jak nie jesteś gotowy, to zostań w domu.

Marcel Łubik

Pewnie początkowo patrzyli na ciebie jak na młodego. Potem pokazałeś, co potrafisz i podejście się trochę zmieniło.

Tyle że w szatni nie byłem „młody”. Gadałem z każdym, czy z Niemcem, z Austriakami, czy z Polakami. Po angielsku, niemiecku, po polsku. Z każdym byłem w kontakcie i czuli, że jestem otwarty. Byłem ambitny, trenowałem więcej, zazwyczaj byłem jednym z pierwszych i zostawałem najdłużej. To są takie małe rzeczy, którymi budujesz szacunek. Widzą, że ci zależy.

Trzeba to jeszcze potwierdzić na boisku.

Myślę, że dałem radę to zrobić.

Czułeś się najlepszym bramkarzem pierwszej ligi?

Tak. Nie od początku, ale jak załapałem polski futbol, wszystkie zasady trenera bramkarzy, to czułem, że mi to pomaga i że jestem najlepszy.

Normalne życie Marcela Łubika – sprzątanie i pies. „Wybrałem jej wyjątkowe imię”

A czułeś się gotowy na Ekstraklasę?

Ciężko powiedzieć, bo w ogóle nie wiedziałem, jaki tam jest poziom. Wiedziałem, że na pewno inny, że to będzie różnica jak dzień i noc. Z takim nastawieniem się szykowałem i dobrze wszedłem w ligę.

Nie chodziłeś na Ekstraklasę, na Górnika?

Widziałem tylko dwa mecze Ekstraklasy. Oba na Górniku i to po tym, jak zaczęliśmy rozmowy. Jak jestem w domu, to próbuję trochę wymazać piłkę z głowy. Skupić się na swoim życiu, prywatnym, żeby mieć chęć na piłkę wtedy, gdy muszę. Jakbym cały dzień o niej myślał, to bym się zamulił. Zawsze mam tak, że wstaję o siódmej i nie mogę się doczekać treningu, mam dobry balans.

To czym jest to twoje życie poza piłką?

Normalne rzeczy. Posprzątać mieszkanie, gotować, budować relacje. Z chłopakami z Austrii często chodziliśmy nad jezioro, spędzaliśmy czas razem. W tym sezonie, dzień przed wyjazdem do Zabrza, kupiłem sobie psa, więc teraz doszło jeszcze to.

Mały, duży?

Labrador, ma jedenaście miesięcy. Po treningach zawsze ją szkolę, to mi sprawia dużą przyjemność.

Piłkarz często wyjeżdża, masz dla niej jakąś opiekę?

Pani, która też szkoli psa, zawsze bierze Safirę. Nauczyła się niemieckich komend, pomaga.

Niemieckich?

Wiedziałem, że po tym sezonie muszę wrócić do Augsburga. Tata mówi po niemiecku, mama po niemiecku, więcej osób po prostu mówi po niemiecku, to musiałem zrobić tak, żeby mogli się jakoś z tym psem dogadywać!

Skąd imię Safira, ma jakieś wyjątkowe znaczenie?

Szukałem w Internecie jakiegoś wyjątkowego imienia, bo nie chciałem takiego typowego. Wybrałem Safira, bo jest taki kamień. Rzadko go znajdujesz, jest wyjątkowy i chciałem w ten sposób wyrazić, że ona też jest wyjątkowa.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Marcel (@marcel.lubik)

Czyli nastawiałeś się, że z Safirą będziesz w Niemczech, nie w Polsce?

Nie, nie, wiedziałem, że będę w Polsce jeszcze na rok. Kupiłem Safirę w Monachium, wracałem do domu i agent zadzwonił, że kluby się dogadały i możemy jechać, jak będę gotowy. To powiedziałem, że od jutra jestem. Jechaliśmy do Zabrza dziewięć godzin.

Słyszałem, że Augsburg nie był taki chętny, żeby cię wypuścić.

Wypuścić chciał, ale bez opcji wykupu. Żaden transfer, tylko wypożyczenie. Taki mieli pomysł od początku, że chcą mnie znowu wypożyczyć.

To chyba miłe, oznacza, że w ciebie wierzą.

Można tak myśleć, ale to zawsze wychodzi z czasem.

Jak nakreślono ci w Augsburgu plan na ciebie? Masz być jedynką w przyszłości?

Taki plan mi przedstawiono, ale dużo zależy ode mnie. Każdy może mówić, gdzie mnie widzi, ale to ja muszę na to zasłużyć na boisku. Rok w Tychach był bardzo dobry. W Zabrzu były momenty, które nie były dobre, ale wyszedłem z tego.

Marcel Łubik chce bronić w Bundeslidze. „Za rok, dwa lata, na pewno będę gotowy”

Dużo brakuje ci do bronienia w Bundeslidze?

Czy dużo… Na pewno czegoś jeszcze brakuje, ale myślę, że mógłbym sobie poradzić w Bundeslidze. Za rok, za dwa lata, na pewno będę gotowy.

Spytasz Gikiego o rady?

Do teraz jesteśmy w dobrym kontakcie, więc na pewno pomoże z niektórymi punktami, które ułatwiają życie. Zawsze mówię, że był mega ważnym gościem na początku mojej kariery, że mi pomógł.

Raz pomógł, gdy pochorowałeś się po przylocie na zgrupowanie.

W Hiszpanii. Byłem z nim w pokoju, zachorowałem i musiał zmienić pokój, żeby był zdrowy.

Mogłeś zasnąć, gdy dzieliłeś z nim pokój, czy taka gaduła, że się nie dało?

Dało się, dało. Sam jestem tym, który dużo gada, chociaż on faktycznie trochę więcej! Dogadywaliśmy się, bo myślę, że każdy, kto dobrze go zna, wie, że on chce dla ciebie tylko dobrze. I jak go o coś spytasz, to on ma tyle kontaktów, że może ci załatwić wszystko.

Dobrze mieć takiego opiekuna, gdy wchodzisz do seniorów.

Bardzo dobrze. Mogliśmy rozmawiać po polsku, to nam ułatwiało relację i ją budowało. Rafał wychował mnie mentalnie, przygotował na seniorską piłkę.

Czuł w tobie konkurencję?

Nie, zero procent szans. Byłem młodym bramkarzem, dzieciakiem. Myślę, że może bardziej widział coś we mnie i dlatego chciał mi pomóc.

Marcel Łubik w Augsburgu

Marcel Łubik na treningu Augsburga

Jaką on miał w ogóle pozycję w Bundeslidze?

W swoim pierwszym sezonie był w TOP5 bramkarzy w Niemczech. Bronił naprawdę niesamowicie, ratował Augsburg przed spadkiem trzy lata z rzędu. Miał mega dobre sezony w Bundeslidze.

Lepsze niż teraz ma Kamil Grabara?

Nie oglądam każdego meczu Wolfsburga, ale myślę, że Giki miał lepszy sezon. Tyle że Grabarze jest ciężko, bo cały Wolfsburg nie wygląda dobrze. Ciężko powiedzieć, że to bramkarz jest problemem, bo ma mega interwencje.

Z Robertem Gumnym też się trzymałeś?

Bardziej z Gikim, ale też mieliśmy dobry kontakt. Gdy graliśmy z Lechem, to cieszyliśmy się na spotkanie. Guma był bardziej przyjacielski, bo był młodszy. Giki bardziej opiekuńczy, bo był starszy. Robert był moim zdaniem najlepszym prawym obrońcą w Augsburgu. Bardzo go szanowałem i doceniałem jako zawodnika, ale trener miał inny sposób gry. Sam bardzo lubiłem z nim grać na treningach.

Co ci się w nim podobało?

Był bardzo dobry technicznie, bardzo dobrze też rozumiał grę. Dlatego łatwo się z nim grało, łatwo było się dogadać. To bardzo mądry zawodnik.

Łubik o Podolskim: Zapamiętałem jego lewą bombę. Teraz jestem bardziej świadomy tego, co osiągnął

W Niemczech czułeś legendę Lukasa Podolskiego?

Znałem Poldiego od zawsze, ale teraz, gdy z nim pracuję, jestem jeszcze bardziej świadomy tego, co on osiągnął.

To znaczy?

Że jest legendą. W młodym wieku grał w Bundeslidze, strzelał bramki, został mistrzem świata. Grał w niesamowitych czasach. Czuć od niego taką aurę, że on to przeżył i teraz to przekazuje.

Co zapamiętałeś z Podolskiego jako dzieciak, kibic, który go oglądał?

Lewą bombę. Ten jego strzał.

Czyli coś, co mu zostało do teraz.

I myślę, że będzie miał to do końca życia!

Zdarzało się poprosić, żeby już ci nią nie strzelał?

Nie prosiłem! Przeciwnie – lubię, gdy strzela, bo to najwyższy poziom uderzenia, więc bronienie takich strzałów najbardziej mi pomaga. Są najtrudniejsze, nie oszukujmy się. Mocne, precyzyjne.

Szkoda dla was, że nie jest dziesięć lat młodszy.

Szczerze – gdyby był dziesięć lat młodszy, nie grałby w Górniku. On może nie jest już najszybszy, ale to, jak prowadzi piłkę, jak dokładne ma podania, jak rozumie grę… Widać, że to jest gość. Jakby ktoś nie znał nikogo i przyszedł na trening, powiedziałby od razu, że on na pewno grał wyżej.

Dużo od was wymaga?

Tak. I jest bardzo głośny, gdy nie podasz dobrze, gdy coś nie pasuje. Jak źle mu podasz to puszcza ci piłkę i pokazuje, że źle zagrałeś. To jest dobre, bo wiesz, że musisz dać dobrze, skupiasz się na tym jeszcze bardziej. Chce dla nas dobrze, żebyśmy widzieli, jak to jest na najwyższym poziomie i byli na to przygotowani.

Zawsze mówiło się tak o Zlatanie – że chciałby, żeby wszyscy byli na takim poziomie, jak on.

Poldi zawsze zaczyna od siebie. Jak on nie trafi, coś zrobi źle, to wkurza się sam na siebie. Tylko on nie musi już nikomu nic udowadniać.

Nie musi, ale pewnie chce. Bo gdyby nie chciał, to by nie trenował.

To pokazuje jego charakter. On to robi dla siebie, chce się rozwijać nawet w takim wieku. Nie musi mówić niczego głośno, po nim po prostu widać, że gotuje się, jak przegrywa, że we wszystkim chce zawsze wygrać.

Marcel Łubik

Podolski odegrał dużą rolę w twoim transferze do Górnika?

Oczywiście, były rozmowy, był jedną z kluczowych osób. Nikt nie może powiedzieć, że jak dzwoni do ciebie Podolski, to nie mówisz „wow”, nie oszukujmy się. Do mnie zadzwonił z zaskoczenia.

Jak zareagowałeś?

Był lekki szok. Oczywiście to nie jest tak, że od razu się na wszystko zgadzasz. Ale on widział wszystko, on to zna, pomoże ci, nie oszuka cię. To nie są takie typowe rozmowy, tylko szczegóły mówione wprost. I to czuć. Od razu czułem, że chcę do Górnika. Po rozmowach z Łukaszem Milikiem, trenerem bramkarzy, tylko się w tym utwierdziłem, że cały pakiet się zgadza.

Marcel Łubik o Górniku Zabrze: Atmosfera na poziomie topu Bundesligi. Mamy szansę osiągnąć coś dużego

Dlaczego w ogóle Górnik chciał właśnie ciebie?

Przez to, co pokazałem w Tychach, przez to, jak gram nogami, przez to, że mimo wieku nie jestem cichutki, tylko dużo się komunikuję, podpowiadam cały czas na boisku.

I czym, poza rozmowami, cię przekonał?

Tymi dwoma meczami, które obejrzałem. Kibice zrobili na mnie mega wrażenie, że to następny poziom, że poczuję ich presję. Potrzebujesz tego, bo to rozwija i przygotowuje na wielkie granie.

Czujesz tę presję na przestrzeni sezonu?

Czuć wymagania od kibiców, na pewno. Górnik jest historycznie wielkim klubem. To było bardzo dawno temu, ale wymagania kibiców zostają na zawsze. Przez to, że długo utrzymujemy się w czołówce, wymagania są jeszcze większe. Kibice wierzą, że w tym sezonie możemy coś osiągnąć.

Czuć w Zabrzu Bundesligą pod względem atmosfery, otoczki?

Pod względem atmosfery Górnik jest na poziomie topu Bundesligi. Tam co mecz jest naprawdę głośno. Czy wygrywasz, przegrywasz, czy remisujesz, wszyscy śpiewają, jest radość. W Górniku w dniu meczowym też jest taka euforia. Każdy świętuje mecz Górnika i jako zawodnicy to czujemy.

Chyba ciężko piłkarzowi nie związać się z Górnikiem emocjonalnie, gdy w nim gra.

Ciężko. Pomaga w tym szatnia, czujesz się w niej bardzo komfortowo. Ludzie są mega pozytywni. Atmosfera jest bardzo rodzinna, naprawdę czuć, że każdemu na tobie zależy.

Kogo w tej szatni nazwałbyś liderem?

Poldi rządzi, ale w szatni każdy próbuje stanąć w środku, gadać. Ja też próbuję, czasami robię przemowy przed meczem, gdy mam coś, co myślę, że muszę powiedzieć, wypuścić.

Masz kogoś, kto wyjątkowo imponuje ci charakterem, mentalnością?

Paweł Olkowski jest takim gościem. Naprawdę chciałbym w jego wieku mieć tak wytrenowane ciało. Ostatnio mieliśmy dwa dni wolnego, przyjechałem z pieskiem do klubu, na siłownię i on też tam był. Naprawdę mógłby sobie odpuścić, odpocząć w domu, ale idzie na siłownię o 10, w wolny dzień. On to widział, był w Bundeslidze, tak mu zostało, że musi robić więcej, żeby coś osiągnąć. To tylko potwierdza, że musisz być pracowity, żeby osiągnąć sukces.

Jak taka szatnia reaguje na kryzys? Choćby taki, który niedawno wam się zdarzył?

Spokojnie, bo nie przejdziemy przez sezon bez porażki. Z porażki możesz wyciągnąć najwięcej, drużyna nie może po nich wariować, tylko mieć świadomość, że lepszy czas znowu przyjdzie.

Koledzy mieli do ciebie pretensje, gdy popełniałeś błędy?

Tak, sam miałem do siebie pretensje. Znam swoje umiejętności, swój poziom i to, jak mogę zagrać. Szatnia wymaga, bo oni też wiedzą, na co cię stać. Dla mnie to pozytywne, bo gdyby nie wiedzieli, że mogę grać lepiej, to by nie marudzili i nie wymagali.

Marcel Łubik

Robiłeś rachunek sumienia, z czego to się brało?

Na pewno nie z braku koncentracji. Każdy człowiek ma dołki. Nie masz bramkarza, o którym powiesz, że przez całą karierę był dobry i się nie mylił. Mam 21 lat, sporo takich błędów jeszcze mi się przydarzy. To nie brak koncentracji, ciężko to wytłumaczyć. Gdyby wiedział, jak piłka poleci i czemu jej nie złapię, to bym ją złapał. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem i to też mi się przyda. Teraz ci powiem, że na pięćset takich piłek złapię czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć, ale tej jednej zabraknie. Taka pozycja, jak napastnik siedem razy nie trafi, to nikt nie widzi, jak bramkarz się pomyli, widzi każdy.

Nie no, jak napastnik siedem razy nie strzeli, to też każdy widzi.

Ale jak za ósmym strzeli, to zapomną. Jak bramkarz wybroni dziesięć strzałów, ale zrobisz błąd, to każdy wskaże cię palcem i powie, że przegrałeś mecz. To różnica, dla tego bramkarz musi być bardzo mocny mentalnie.

Co może osiągnąć Górnik Zabrze, jeśli nadal będzie się tak rozwijał?

Ciężko mi powiedzieć, bo nie wiem, jaki to był klub pięć lat temu i nie wiem, jak się rozwija. Wiem po prostu, że w tym roku mamy fajną drużynę i sporą szansę, żeby osiągnąć coś dużego. Co będzie za dwa lata… Nie wiem, w jakim stanie będzie klub, kto będzie rządził, kto grał.

Jeśli ci sami ludzie, którzy są teraz, to?

To na pewno są to ludzie bardzo świadomi tego, czego potrzeba do rozwoju. Jeśli będą pracować tak samo, to za trzy, cztery lata Górnik zawsze będzie w TOP3 Ekstraklasy.

Gdzie wtedy będziesz ty?

Jeśli będę zdrowy i będę pracował jak do tej pory, regularnie grał, to za parę lat.. Nie wiem, co jest moim maksem, ale cel jest tak, że za dwa, trzy lata będę grał w Bundeslidze. Na to pracuję.

Reprezentacja Polski?

To inna kwestia. Byłaby potwierdzeniem dobrej, codziennej pracy.

Tylko rywalizacja duża.

Byłem tego świadomy. Widać, jakich mamy bramkarzy, skoro nawet w kadrze U-21 masz trzech bramkarzy z Ekstraklasy i do tego dwóch, którzy bronią w Lidze Konferencji. To pokazuje, że poziom bramkarzy w Polsce jest bardzo wysoki. Zawsze o tym wiedziałem, nawet gdy byłem w Niemczech.

CZYTAJ WIĘCEJ O GÓRNIKU ZABRZE NA WESZŁO:

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

3 komentarze
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Media: Ivi Lopez odejdzie z Rakowa. Hiszpan wraca do ojczyzny

Jan Broda
22
Media: Ivi Lopez odejdzie z Rakowa. Hiszpan wraca do ojczyzny