VfL Wolfsburg naprawdę spadnie z Bundesligi. A przynajmniej jest na najlepszej drodze, by się z nią pożegnać. Dziś ekipa Kamila Grabary znów przegrała, tym razem ulegając Eintrachtowi Frankfurt 1:2 i jest blisko dna tabeli. Do Ligi Mistrzów przybliżył się za to Bayer Leverkusen, pokonując 1:0 Borussię Dortmund.
Dwanaście meczów bez wygranej i dziesięć porażek w tym czasie. Tylko jedna wygrana w piętnastu meczach. W tym czasie osiem bramek straconych w meczu z Bayernem, sześć z Leverkusen, cztery z Freiburgiem i Stuttgartem, trzy z Augsburgiem i Mainz.
Wolfsburgowi strzela ostatnio każdy. Skorzystał z tego gracze Eintracht Frankfurt, bez większych problemów pokonując zakopujące się w strefie spadkowej Wilki i oba gole strzelając jeszcze przed przerwą.
VfL Wolfsburg przegrał z Eintrachtem
Choć fraza, że Wolfsburg znów stracił kilka bramek, ale najmniej można winić za to Grabarę staje się już memem – to tak było właśnie kolejny raz. Pierwszy gol? 21. minuta, Oscar Hojlund ma masę miejsca przed polem karnym Wolfsburga. Nieatakowany przez nikogo strzela celnie, mocno, piłka leci poza zasięgiem Grabary, odbija się jeszcze od słupka, po czym wpada do bramki.
Polski bramkarz mógł tylko przypatrywać się torze lotu piłki, a później tradycyjnie opierniczyć swoich obrońców. Piłkarze Wolfsburga aż zebrali się w kółku, przez kilka chwil dyskutując, co należy poprawić i wymieniając pomysły – to obrazek rzadko spotykany, przypominający siatkarską drużynę po zakończonym punkcie. Z ich narady nic jednak nie wyniknęło.
Zaledwie dziesięć minut później Eintracht miał rzut wolny około 35 metrów od bramki Wolfsburga. Obrońcy gospodarzy spodziewali się dośrodkowania i nie brali pod uwagę żadnej innej możliwości. Dlatego też wystarczyło jedno prostopadłe podanie, żeby zaskoczyć ich wszystkich i wyprowadzić Jonathana Burkardta na sytuację sam na sam.
Grabara wyszedł z bramki, obronił uderzenie napastnika, ale Arnaud Kalimuendo dobijał już do pustej bramki. Absolutna katastrofa gry defensywnej – i to w chwili, gdy praktycznie cała drużyna Wilków zgromadzona była w polu karnym.
Gracze Heckinga odpowiedzieli w tym spotkaniu dopiero w siódmej minucie doliczonego czasu drugiej połowy, gdy gola głową zdobył Dzenan Pejcinović. Starcie zakończyło się ich porażką 1:2.
W teorii sytuacja Wolfsburga w tabeli nie jest jeszcze bez wyjścia, choć powodów do uśmiechu oczywiście nie ma. Drużyna Dietera Heckinga jest przedostatnia, z największą liczbą straconych bramek. Dwie drużyny bezpośrednio nad nią mają rozegrany jeden mecz mniej:
- St. Pauli ma nad nimi cztery punkty przewagi, ale dziś gra z Bayernem, więc raczej jej nie powiększy,
- FC Koeln ma sześć oczek więcej i w niedzielę mierzy się z Werderem. Tu szansę na trzy punkty są akurat spore.
Na domiar złego do Wolfsburga zbliżyło się ostatnie w tabeli Heidenheim, wygrywając z Unionem Berlin aż 3:1. Już blisko, by zapukać w dno Bundesligi. Przewaga wynosi ledwie dwa punkty.
Das war allerdings die letzte Aktion. Wir verlieren mit 1:2.#VfLWolfsburg #WOBSGE pic.twitter.com/UwhBAAzyJF
— VfL Wolfsburg (@VfL_Wolfsburg) April 11, 2026
Trzecia porażka Borussii Dortmund w sezonie
W nieszczególnie dobrych nastrojach kończą sobotę też kibice w Dortmundzie, gdzie Borussia przegrała właśnie dopiero trzeci mecz w tym sezonie Bundesligi. Wcześniej dwukrotnie pokonał ją Bayern Monachium, teraz lepszy okazał się też Bayer Leverkusen.
Aptekarze w tym spotkaniu przyjęli taktykę, którą od dłuższego czasu z powodzeniem stosuje Borussia Dortmund Niko Kovaca – czasem można po prostu oddać piłkę przeciwnikowi i sprawić, by to on się martwił, co z nią zrobić. Tak tym razem zrobili podopieczni Kaspera Hjulmanda, ograniczając się głównie do kontrataków.
Prowadząca grę Borussia może nie dominowała rywala całkowicie, ale była przez dłuższy czas bliżej wyjścia na prowadzenie. Najbliżej wówczas, gdy z prawej strony dośrodkował Marcel Sabitzer, a zamykający dośrodkowanie Daniel Svensson słabszą nogą strzelił niemal idealnie w okienko bramki Marka Flekkena. Grę świetnie przeczytał jednak Loic Bade, asekurując holenderskiego bramkarza i wybijając piłkę niemal z linii bramkowej.
Gola tuż przed przerwą strzelił Bayer, i był to typowy gol z niczego. Robert Andrich na połowie rywala przeciął zbyt krótkie podanie Ramy’ego Bensebainiego do Fabio Silvy i że nie bardzo miał co z piłką zrobić, zdecydował się na strzał z dystansu. Uderzenie nie wydawało się ani specjalnie mocne, ani widowiskowe – a tymczasem do bramki wpadło w taki sposób, że Gregor Kobel nie zdążył nawet dobrze się na piłkę rzucić.
𝐑𝐨𝐛𝐞𝐫𝐭 𝐀𝐧𝐝𝐫𝐢𝐜𝐡! 🎯
Nie masz co zrobić z piłką? Uderz! ⚽ W myśl tej zasady Bayer 04 wychodzi na prowadzenie w Dortmundzie! 🔥 #BundesTAK 🇩🇪 pic.twitter.com/DIkrtggjqL
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) April 11, 2026
W drugiej połowie Borussia goniła za wyrównaniem, ale bez przesadnego efektu. Dogodna sytuacja przydarzyła się dopiero w końcówce spotkania, gdy strzał Serhou Guirassy’ego zatrzymał się na poprzeczce.
Spotkanie zakończyło się zresztą w ciszy, bez dopingu kibiców, po tym jak jedna z osób będących na stadionie musiała zostać reanimowana, a później opuściła Signal Iduna Park w karetce.
Przegrana nie zmienia wiele w sytuacji Borussii, która dalej jest wiceliderem z dużą stratą do Bayernu i bezpieczną przewagą nad RB Lipsk (osiem punktów), ale za to dla Bayeru może być na wagę złota. Piłkarze Hjulmanda wyprzedzili dziś Hoffenheim i awansowali na piąte miejsce w tabeli. Wciąż walczą o miejsce premiowaną grą w Lidze Mistrzów – do czwartego VfB Stuttgart tracą punkt, ale mają rozegrany mecz więcej.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Młody Polak bryluje w Niemczech. Jest w europejskiej czołówce
- Wszystkie przypały Victora Boniface’a
- Piłkarz BVB przedłużył kontrakt. Był łączony z Realem
Fot. Newspix.pl