Maciej Maciusiak na stanowisku trenera polskiej kadry A jest od wiosny. Miał całe lato na przygotowanie swoich skoczków do Pucharu Świata. I jak mu to wyszło? Tak, że tyłki naszej kadrze ratuje 18-latek, którego akurat on nie trenował. Z kolei faworytami do wyjazdu na igrzyska są aktualnie Kamil Stoch (ma swój sztab) i Maciej Kot (do niedawna w kadrze B). Panie trenerze, może najwyższy czas powiedzieć, że coś się tu jednak popsuło?
Kadra A szoruje po dnie. A Maciej Maciusiak rozdaje plusiki
Zdecydowanie lepsze skoki. Na 30. miejsce
Jest u naszych trenerów tendencja do szukania pozytywów. Za wszelką cenę, choćby kosztem ośmieszenia się, będą wskazywać na to, co jest w porządku. Wiecie, to tak jakbyście wpadli w kupę gnoju, ale znaleźli w niej pięć złotych i postanowili przez to zignorować całe to g…, jakie się do was przyczepiło.
A do polskiej kadry A przyczepiło się go całkiem sporo.
Wiadomo, smród ciągnie się właściwie od zwolnienia Thomasa Thurnbichlera i wypowiedzi Aleksandra Zniszczoła oraz Dawida Kubackiego, którzy Austriaka krytykowali i cieszyli się – zwłaszcza ten pierwszy – na zatrudnienie Macieja Maciusiaka. Oczywistym było, że jeśli nie wyskaczą swojego w tym sezonie, będzie im to wypominane wielokrotnie i… sami to już kilka razy zrobiliśmy.
CZYTAJ TEŻ: ZNISZCZOŁ ZAPRASZA NA SKOCZNIĘ? MY ZAPRASZAMY DO DRUGIEJ SERII
Ale nie sposób nie wspomnieć o tym jeszcze raz, gdy Zniszczoł aktualnie próbuje się odbudować w Pucharze Kontynentalnym, a Kubacki też zdążył zaliczyć tam pobyt. Dwaj skoczkowie, którzy sądzili, ze teraz powrócą do najlepszej formy, są od niej tak daleko, jak Marcin Najman od pasa mistrzowskiego UFC. Co więcej: wszyscy to widzą. Nie ma w tej chwili kibica, który powiedziałby: no, Olek i Dawid nie skaczą wcale tak źle.
Bo skaczą. A potem, w Innsbrucku, trener Maciusiak wychodzi do mediów i mówi tak:
– Duży postęp i 30. miejsce Dawida Kubackiego. Wykonał dobrą robotę. Widzieliśmy sobotnie skoki, nie radził sobie w treningach, a w niedzielę oddał dwa zdecydowanie lepsze skoki, w serii próbnej i pierwszej rundzie. Trzeci skok, w finale, był gorszy. Dało to dziś punkt, więc malutki plusik przy Dawidzie.
Po pierwsze, Kubacki był 30. Jeśli mamy cieszyć się z jednego punktu, to zrobimy to, ale wtedy, gdy zdobędzie go debiutujący w stawce nastolatek, nie były mistrz świata i zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni. Po drugie, jeden z tych „zdecydowanie lepszych skoków”, ten z pierwszej serii… dał Kubackiemu 29. miejsce. Wielka radość, takimi skokami na pewno podbijemy tę i kolejną zimę. Jestem o tym przekonany.
Nie chcę się tu nawet przesadnie znęcać nad skoczkami, choć pewnie by można. Ale jeśli trener wychodzi po takim konkursie – gdzie punktował tylko Kubacki i Tomasiak – i próbuje przekonywać, że jest w porządeczku, to myślę tylko o tym, czy śmiać się, czy może jednak załamywać ręce.
I o ile na początku sezonu się śmiałem, to teraz coraz bliżej mi do drugiego.
„Nie powinniśmy tego tak przeliczać”. Ale trudno inaczej
Pojawiły się już głosy nawołujące do zwolnienia Macieja Maciusiaka. Nie wiem, czy jestem ich fanem, zmiana trenera w środku sezonu w skokach to coś, co zdarza się bardzo, ale to bardzo rzadko i trudno przewidzieć efekty. Choć przyznam szczerze, że intrygująco brzmi pomysł wysłania na igrzyska Wojciecha Topora, który prowadził w lato Kacpra Tomasiaka, a przez część zimy Macieja Kota.
Aktualnie dwóch z trzech naszych najlepszych skoczków.
Trzecim z tego grona jest Kamil Stoch. Czyli gość, który już od początku zeszłego sezonu ma własny sztab, z Michalem Dolezalem w roli trenera. Nie dziwią więc podsumowania dokonań podopiecznych Macieja Maciusiaka z podopiecznymi innych trenerów.
Trzech z tych pierwszych zdążyło już przecież od początku sezonu zlecieć do Pucharu Kontynentalnego (Olek Zniszczoł, Dawid Kubacki i Piotr Żyła); Kuba Wolny miał nieco problemów zdrowotnych, ale aktualnie skacze w FIS Cupie, w trzeciej lidze; a Kacper Juroszek dopiero co przegrał w Zakopanem z gośćmi, którzy skaczą półamatorsko.
Zmiana rankingu Elo podopiecznych Macieja Maciusiaka za jego kadencji w roli trenera kadry A:#Kubacki -2,99#Żyła -91,62#Juroszek -269,99#Zniszczoł -294,79#Wolny -347,8#Wąsek -377,38
W sumie:
MINUS 1384,57 punktów (średnio -230,76)Kurtyna#skijumpingfamily
— Paweł Borkowski (@borek99) January 6, 2026
Oczywiście, wchodzą też w grę zmiany sprzętowe, nie wszystkim przypadły do gustu, bo kombinezon stał się nagle ciaśniejszy, zmieniła się optymalna technika skoku (choć najlepsi skoczkowie dalej są w czołówce). Sporo stracił na tym Paweł Wąsek, jednak nie wydaje się, żeby Maciusiak był w stanie do niego dotrzeć, bo kryzys Polaka trwa od lata i nic się nie zmienia. Naprawdę więc jesteśmy w tej dziwnej sytuacji, w której za wyniki Tomasiaka czy Stocha w rozmowach twarzą świeci właśnie on… ale nie mamy pojęcia, na ile to jego zasługa.
Co prawda sam Maciusiak mówił nam przed Pucharem Świata w Wiśle:
– My startujemy jako drużyna, cały czas trenujemy razem. Sztaby szkoleniowe są poukładane tak, żeby pomóc na treningach i zgrupowaniach, żeby było w to zaangażowanych więcej osób. Ale trenujemy razem, nie można tego dzielić. Kamil Stoch przecież cały czas trenuje z nami. Po prostu nie powinniśmy tego tak przeliczać.
Sam jednak pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że tak to przeliczane jest i będzie.
Nie bez powodu.
O stabilizacji nie słyszeli
W tej samej rozmowie Maciusiak zresztą też pokazywał sporo z tego „dobrego przekazu”. Mówił, że Paweł Wąsek wykonał wielki postęp, choć zdobył w pięciu konkursach tylko siedem punktów. Opowiadał, że jest przekonany, że Wisła przyniesie w końcu miejsce w TOP 10 – przyniosła, trzeba mu to oddać – nawet jeśli nie było, by o tym myśleć, zbyt wielu podstaw. Zapewniał, że w Pucharze Świata są małe różnice i wystarczy drobny postęp, by przeskoczyć o kilka pozycji.
I może tak. Tyle że polscy skoczkowie absolutnie tego postępu nie robią. Ba, kręcą się w kółko, bo weźmy ostatnich sześć konkursów (Engelberg przed świętami i Turniej Czterech Skoczni). Pogrubiamy tych zawodników, którzy trenowali z Maciejem Maciusiakiem od lata:
- Kacper Tomasiak punktował we wszystkich (trzy razy w TOP 10!).
- Kamil Stoch przepadł jedynie w pierwszej serii Innsbrucku, po skoku obciążonym błędami. Poza tym pięć razy w punktach.
- Maciej Kot trzy razy odpadł w I serii, trzy razy punktował. Był 27., 23. i 17.
- Dawid Kubacki wystąpił w czterech konkursach (ominął Oberstdorf i Ga-Pa), zapunktował raz. To wspomniane już 30. miejsce w Innsbrucku, które było efektem „zdecydowanie lepszych skoków”.
- Piotr Żyła został odwołany po niemieckiej części TCS, zapunktował w tym okresie raz – w Engelbergu. Był wtedy 17., a potem 42., 36. i odpadł w kwalifikacjach.
- Paweł Wąsek punktował dwukrotnie. W jednym z konkursów Engelbergu niespodziewanie był 13., do tego 28. w Oberstdorfie. Poza tym raz odpadł w kwalifikacjach, dwa razy nie przeszedł pierwszej serii i raz został zdyskwalifikowany za smar na nartach. Trener mówił, że jego skoki nie wyglądają źle.
Czyli tak: na ostatnich sześć konkursów podopieczni Maciusiaka punktowali cztery razy na 14 potencjalnych zdobyczy (na marginesie: w Turnieju Czterech Skoczni wywalczyli całe 4 punkty do klasyfikacji PŚ). Pozostała trójka – Tomasiak, Stoch i Kot – 14 razy na 18. To jest nokaut, drodzy państwo. Jeśli gdzieś widać stabilizację – to nie u członków kadry A z lata. Ba, przed Turniejem Czterech Skoczni doszło nawet do tego, że niektórzy eksperci chcieli powołania Klemensa Joniaka, by ten obył się z Pucharem Świata. I to mimo tego że Joniak nie skakał nawet przesadnie dobrze w Pucharze Kontynentalnym.
Po prostu chcieli, żeby spróbować czegoś innego.
I patrząc na wyniki Żyły i Kubackiego, to jestem w stanie założyć, że Joniak też wykręciłby ten punkt. A to byłby akurat punkt, z którego moglibyśmy się nawet – my, kibice – ucieszyć. A tak? Tak jest marazm, a polskie skoki spoczywają głównie na barkach niespełna 19-letniego debiutanta, który jakimś cudem się pod tym ciężarem nie ugina, oraz kończącego karierę weterana.
A trener Maciusiak daje dobry przekaz.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix