Nie poznajemy Pogoni Szczecin. Drużyna, która przez lata kojarzyła nam się z rozmachem ofensywnym i dużym bałaganem w tyłach, pod wodzą Oscara Garcii stała się najlepszą defensywą w lidze i nastawioną na konkret maszyną, w której jednostki wciąż potrafią błyszczeć. To sprawia, że Portowcy po cichu, ale coraz śmielej ponownie kręcą się w czołówce Ekstraklasy.
Gdy w Szczecinie zatrudniali Garcię, wielu spodziewało się, że będzie próbował grać pięknie, z długim posiadaniem piłki, jak przystało na Barcelonę Johana Cruyffa, której sam był częścią i która stanowiła dla niego największą inspirację w pracy szkoleniowej. On jednak z czasem ewoluował jako trener. Przełom nastąpił podczas półtorarocznego pobytu w Red Bull Salzburg, do dziś będącego jego najlepszym okresem zawodowym.
Dlaczego Pogoń Szczecin Oscara Garcii spisuje się tak dobrze?
– Przyszedłem tam z filozofią wyniesioną z Barcelony, opierającą się na posiadaniu piłki. W Salzburgu nauczyłem się natomiast dodatkowo pressować, odzyskiwać piłkę – mówił na powitalnej konferencji w Polsce.
Takie podejście rzutowało na kolejne etapy kariery Hiszpana. W Celcie Vigo w pewnym momencie był chwalony za stworzenie najsolidniejszego bloku obronnego w lidze przy jednoczesnym zachowaniu atutów ofensywnych. Z czasem sprawy nie wyglądały już tak dobrze – między innymi przez konflikt z kapitanem drużyny i dyrektorem sportowym klubu – ale widać było, jaka myśl mu przyświeca. W belgijskim Leuven nawet trenerzy rywali chwalili jego przygotowanie taktyczne i świetną reakcję w trakcie meczów.
Garcia potrafił rozwijać piłkarzy indywidualnie, także tych doświadczonych, mających już określone nawyki. W Reims na odchodne w mediach społecznościowych dziękował mu Hugo Ekitike, a w Ajaksie Wout Weghorst.
Jeśli więc znało się te fakty, od początku było wiadomo, że Pogoń Szczecin Oscara Garcii to nie będzie coś na modłę tiki-taki, tylko raczej gegenpressingu ze stajni Red Bulla.

Najlepsza gra obronna w lidze
I już teraz, po dziesięciu kolejkach sezonu, jak na dłoni widać, że właśnie tą drogą poszli Portowcy, szybko przechodząc diametralną przemianę w wielu aspektach. W dalszej części tekstu będę się posiłkował danymi od Hudl StatsBomb, Fotmob, Sofascore oraz oficjalnymi statystykami Ekstraklasy.
Przede wszystkim Pogoń całkowicie zmieniła swój styl gry i podejście do bronienia. W ubiegłym sezonie była najgorszym zespołem w lidze w skokach pressingowych na 90 minut, dziś pod tym kątem ustępuje jedynie Legii Warszawa i Zagłębiu Lubin. Nie przez przypadek odkrycie początku rozgrywek Maciej Wojciechowski prowadzi w Ekstraklasie w kontekście akcji agresywnych i skoków pressingowych na mecz, a tuż za nim w tych zestawieniach znajduje się Paul Mukairu. To tłumaczy, dlaczego Garcia szybko uznał, że na środku pomocy w większym stopniu odpowiada mu wyraźnie odbudowany Jan Biegański niż bardziej piłkarski Kellyn Acosta. Kluczowe dla zespolenia tej formacji było również przyjście Patryka Dziczka, który błyskawicznie został kapitanem. Idealnie wpasował się w oczekiwania swojego trenera.
Ciągłe próby wysokich odbiorów i odciąganie przeciwnika od własnego pola karnego wprost przekładają się na efektywność bronienia. Pogoń aktualnie ma najmniej straconych bramek w Ekstraklasie (6), a w statystyce oczekiwanych goli straconych mniejsze liczby mają jedynie Górnik Zabrze i Lech Poznań. W poprzednim sezonie było na odwrót, szczecińskie xgA było trzecim najwyższym w całej stawce.
To sprawia, że rywalom Pogoni często bardzo trudno dostać się pod bramkę Valentina Cojocaru i są zmuszeni szukać szans z trudnych lub nieprzygotowanych pozycji. Idealnym przykładem było spotkanie z Koroną Kielce z poprzedniej kolejki. Cojocaru po przerwie popisał się fantastyczną interwencją, ale chodziło o strzał Michaela Ameyawa z dwudziestu pięciu metrów.
0,083.
Taką wartość xG ma średnio strzał rywala vs Pogoń.
Najniższy w lidze. Co to znaczy? Że może i przeciwnicy mogą przeciwko Portowcom strzelać, ale z najbardziej niekorzystnych sytuacji w ESA.
Niesamowita robota Oscara Garcii i sztabu. Brawo.
— Mateusz Janiak (@eMJot23) October 11, 2026
Koniec z jałowym posiadaniem piłki
Co do Cojocaru, od początku rozgrywek utrzymuje równą, wysoką formę i jeśli robi różnicę, to tylko na plus. Nie wprowadza nerwowości prostym błędami na przedpolu czy w rozegraniu, a broni znacznie więcej niż tylko standardy. Pod kątem formy to na tę chwilę najlepszy bramkarz ligi (4,8 powstrzymanych goli) obok Otto Hindricha (5,3).
Jednocześnie Pogoń zupełnie inaczej zaczęła podchodzić do atakowania. Jałowe posiadanie piłki już jej nie dotyczy. W tym sezonie ma ją zaledwie przez 43% czasu gry – najmniej w lidze razem z Zagłębiem. W ostatnim sezonie było to 52%, co dawało piąte miejsce wespół z Legią.
Przekłada się to na ostatnie miejsce w zestawieniu liczby podań (wcześniej ósme miejsce) i dośrodkowań. Tu ma być szybko i konkretnie, co widać też po statystykach dotyczących strzałów. Portowcy oddają najmniej uderzeń na bramkę w Ekstraklasie, podczas gdy sezon wcześniej byli szóstym zespołem ligi w tej klasyfikacji. Za to teraz znacznie częściej są to strzały celne – trzecie miejsce w bieżących rozgrywkach do spółki z Wisłą Płock przy ósmym w poprzednich. Pogoń jest także najsłabsza w temacie dotknięć piłki w polu karnym przeciwnika. Mniej, a lepiej. Czwarte najgorsze xG nie przeszkadza w wygrywaniu.

Dużo biegania i dużo fauli
Zawodnicy Garcii znacznie mniej przebierają w środkach niż za czasów poprzedników. W trwającym sezonie, przynajmniej przed piątkowymi meczami 11. kolejki, pozostawali najczęściej faulującą drużyną ligi (w ubiegłym sezonie byli jedenastą). Co ciekawe, jednocześnie piłkarze Pogoni są najrzadziej faulowani w Ekstraklasie.
Takie założenia siłą rzeczy sprawiają, że trzeba się napocić. Pogoń nie przez przypadek jest piątą najwięcej biegającą ekipą Ekstraklasy. Zaskakuje z kolei to, że mimo pressingowych założeń i nastawienia na szybką grę, pod kątem liczby sprintów na mecz ustępują jej tylko Jagiellonia Białystok i Motor Lublin. Najwyraźniej nie zawsze trzeba się tak rozpędzać, żeby odbierać piłkę.
Sumując to wszystko, już chyba nikogo nie dziwi, dlaczego w tak mocną odstawkę u Garcii poszedł Kamil Grosicki. On zwyczajnie nie pasuje do takiego stylu gry, a Hiszpan nie bał się posadzić na ławce znanego nazwiska. W dużej mierze ten sam problem dotyczy Jeana-Pierre’a Nsame, bardziej nadającego się do drużyn dominujących, dłużej przebywających w okolicach pola karnego rywala. Tutaj znacznie lepiej sprawdza się Jordi Sanchez, pomijając już, czy dalej będzie strzelał jak najęty.
Rewelacyjny Mukairu, odbudowany Mendy
Skoro jedni stracili, to inni zyskali. Pięknie rozwija się Paul Mukairu. Już wcześniej na tle kolegów wyróżniał się liczbami, ale każdy regularnie oglądający Pogoń wiedział, jak często piłkarz ten irytował nieporadnością czy wręcz pierdołowatością w określonych sytuacjach. Teraz oglądamy najczęściej dryblującego zawodnika na ekstraklasowych boiskach (53,8% skuteczności), który staje się i efektowny, i efektywny. Wyrasta nam nowa gwiazda ligi, która nie zapomina o pracy na rzecz kolektywu.

O Cojocaru, Wojciechowskim i Biegańskim już było. W końcu odbudowany został Benjamin Mendy – na tyle, że wytrzymuje granie tydzień w tydzień i nie jest hamulcowym zespołu. Jeszcze nie ma się czym zachwycać, ale widać wyraźny postęp. Gdyby się z nim nie udało, po odejściu Leo Borgesa na lewą obronę zostałby w zasadzie tylko nominalny stoper Lukas Willen, a to już wariant jak z Jakubem Kiwiorem na tej pozycji w reprezentacji.
Chwile prawdy przed Pogonią
Wyrosła nam więc Pogoń na małą rewelację sezonu. Mimo meczu zaległego, zajmuje czwarte miejsce w tabeli i pozostaje niepokonana od inauguracyjnego 0:1 z Legią. Trudno się w tym graniu zakochać, lecz nie sposób go nie szanować. Drużyna porzuciła sporą część swoich starych atutów, umiejętnie eksponując nowe, a właśnie z drugim elementem tej układanki problem miał Thomas Thomasberg, również chcący grać inaczej niż Robert Kolendowicz czy Jens Gustafsson.
Chłodzący głową zauważają, że Szczecinianie mieli dotychczas dość dobry terminarz, ale ostatnie wygrane w Gliwicach z rozpędzonym Piastem czy na własnym stadionie z aspirującą Koroną pokazują, że chodzi o coś więcej. Prawdą jest jednak, że najcięższe sprawdziany dopiero przed podopiecznymi Garcii. Dziś będą musieli się postawić GKS-owi Katowice na jego stadionie, co stanowi nie lada wyzwanie. A prawdziwe możliwości tej drużyny poznamy dobitnie na koniec roku, gdy kolejno zmierzy się ona z Lechem w Poznaniu, Górnikiem Zabrze u siebie, w Warszawie z Legią i w Białymstoku z Jagiellonią.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix