Gdy jedna z najlepszych tenisistek świata szuka trenera, oczywistym jest, że będzie towarzyszyć temu przywoływane we wszystkich miejscach szerokie grono kandydatur. Przeanalizujmy więc nazwiska, które do tej pory się pojawiły, dodajmy nie (bo czemu by nie) oraz odrzućmy kilka, po które sięgać nie warto. Po kogo powinna więc sięgnąć Iga Świątek? Kto wydaje się najlepiej stworzony do roli jej trenera? Czy wygra opcja polska, czy zagraniczna?
Iga Świątek szuka szkoleniowca. Kogo zatrudni?
Trzech. Tylu trenerów miała do tej pory Iga Świątek od momentu przejścia na stałe do seniorskiego touru, czyli 2019 roku. Piotr Sierzputowski prowadził ją przez trzy sezony, doprowadzając do pierwszych wielkich sukcesów, na czele z wygraną w Roland Garros 2020. Tomasz Wiktorowski pracował minimalnie krócej, ale to z nim Iga wygrywała najwięcej, w tym cztery Wielkie Szlemy – trzykrotnie Roland Garros i raz US Open.
Wima Fissette’a, z którym dopiero co się pożegnała, polscy fani nie będą zapewne wspominać najlepiej, ale faktem pozostanie na zawsze, że to właśnie Belg umożliwił Idze spełnienie jednego z największych tenisowych marzeń. Z Fissettem w boksie wygrała bowiem Wimbledon, pod jego ręką stała się zawodniczką zdolną triumfować i na trawie, na której wcześniej sobie nie radziła. Do tego doszły wygrane w Cincinnati (WTA 1000) i Seulu (WTA 500).
Ale i sporo rozczarowań i meczów, w których Iga grała słabo, nie tyle nie na miarę swoich możliwości, co o lata świetlne od nich.
CZYTAJ TEŻ: W POSZUKIWANIU UTRACONEJ KLASY. I KILKU INNYCH RZECZY
Fissette więc z posady wyleciał. I pojawiła się zagadka: z kim Iga będzie teraz trenować? Kto podejmie się misji przywrócenia polskiej tenisistki na szczyty sportu i sprawienia, że ta znów będzie rywalizować o najwyższe cele regularnie, a nie od święta? Opcji na papierze jest kilka, a my chcemy się im przyjrzeć na dwóch poziomach.
Po pierwsze, jakie atuty ma dany trener i po kogo warto by w teorii sięgnąć. Po drugie: kogo (i dlaczego) Iga najpewniej ostatecznie zatrudni.
Podzielmy zresztą ten tekst na kilka segmentów. Zaczynając od tego, który wydaje się najpewniejszy.
Zapewne w nim właśnie trzeba szukać nowego szkoleniowca dla Świątek.
Opcja 1. Zagranica, czyli Rafa Nadal poleca
Są trzy nazwiska, które w spekulacjach medialnych i kibicowskich powtarzają się regularnie. I każde ma sens. Jednym z nich jest Michael Joyce. Kierunek ciekawy, bo to trener ze sporym doświadczeniem, ale i taki, który zna się z… Maciejem Ryszczukiem. Wspólnie pracowali w sztabie Timei Babos. Stąd spekulacje tego rodzaju – które w ruch wprawił Łukasz Jachimiak ze sport.pl – nie dziwiły.
Joyce doświadczenie zbierał zresztą na dużo większej liczbie tenisistek. Najbardziej znany jest z prowadzenia Marii Szarapowej, wspólnie zdobyli trzy tytuły wielkoszlemowe, a Rosjanka została też liderką rankingu WTA. Do tego w CV Joyce’a odnajdziemy też Wiktorię Azarenkę, Jessicę Pegulę, Eugenie Bouchard, Johannę Kontę czy – obecnie – Katie Boulter. Większość z tych zawodniczek zrobiła jakieś postępy pod jego wodzą, ale z ostatnim czasie z wieloma rozstawał się szybko. Dłużej trenował tylko Szarapową i Pegulę, ale z obiema zaczynał współpracować na początkach ich karier.
Jeśli Iga chce myśleć o stabilizacji i trenerze „na dłuższy czas”, to Joyce niekoniecznie nim jest.
Drugie nazwisko? Carlos Rodriguez, były trener Justine Henin, czyli ostatniej przed Igą aż tak znakomitej „mączkarki”, że tak to nazwiemy. Belgijka była specjalistką od tej nawierzchni, a jej rekordy wyrównywała lub przebijała w ostatnim czasie dopiero Polka. – W kuluarach mówi się o nazwisku człowieka, który nie funkcjonuje od wielu lat jako aktywny trener, ale znam osoby, które dają bardzo duże szanse na objęcie przez niego tej posady. Jest to Carlos Rodriguez – mówił Marek Furjan w programie „Break Point”.

Carlos Rodriguez. Fot. Newspix
Furjan mówił, że Rodriguez ma dobre relacje z menadżerem Igi, to raz. A dwa, że – co ważne – pracował też często nad stroną mentalną swoich zawodniczek. No i ma imponujące CV, mnóstwo doświadczenia w boksie. Prowadził Henin (przez 15 lat!), ale poza tym współpracował też z Li Na, którą ożywił i doprowadził do drugiego triumfu w Szlemie w karierze. Miał też krótkie współprace z kilkoma innymi zawodniczkami – w tym Danielą Hantuchovą i Amandą Anisimovą – ale raczej były to okresy próbne, które po prostu nie przerodziły się w nic więcej.
Rodriguez ma więc sporo atutów, ale przede wszystkim – rozumie mistrzynie, wie jak do nich podejść, świetnie potrafi przygotować grę zawodniczki na mączce, zna się na stronie mentalnej tenisa, a do tego (a może przede wszystkim) współpraca z nim byłaby w założeniu długoterminowa.
A znając podejście Igi do zatrudniania i zwalniania trenerów, to zapewne tego by chciała – szczególnie po najszybszym w karierze seniorskiej rozstaniu z trenerem.
Opcja trzecia i to ta, która – według informacji Przeglądu Sportowego, natomiast mimo wszystko do wszelkich takich plotek dochodzących z obozu Igi należy podchodzić z dystansem – wygrywa, to Francisco Roig. I byłby to wybór zaskakujący, nawet jeśli prawdą jest to, że polecał go Rafa Nadal. Co zresztą jest jak najbardziej możliwe – Roig to Hiszpan, a Iga trenować ma teraz w akademii Rafy, gdzie warunki do przygotowania do gry na mączce są doskonałe.
Wiele się tu zgrywa. Ale możliwe też, że 58-latek po prostu chwilowo Idze pomaga – nie byłoby to nic niezwykłego, jeśli jest na miejscu, może to zrobić – a ostatecznie padnie na kogoś innego. Bo wybór Roiga byłby tyleż ciekawy, co ryzykowny. To trener znany głównie z tego, że był członkiem sztabu Nadala właśnie, w jego boksie siedział przez dobrych 17 lat. Na swoje próbował pójść, trenując Emmę Raducanu, ale Brytyjka trenerów zmienia tak często, jak niektórzy skarpetki. Więc współpraca nie wypaliła.

Francisco Roig i Rafa Nadal. Fot. Newspix
Aktualnie Roig niedawno zaczął trenować utalentowanego Giovanniego Mpetschiego Perricarda, ale to raczej nie przeszkoda nie do przeskoczenia, bo Francuz to kaliber Huberta Hurkacza czy Johna Isnera. Też opiera swoją grę na serwisie, też raczej zabraknie mu innych narzędzi, by dojść na szczyty, ale – i to nawet bardzo prawdopodobne – może swoje w karierze ugrać. Iga to jednak przy nim zupełnie inny poziom, inna szansa dla trenera. A poza tym na razie Hiszpana nie ma nawet wpisanego u Francuza na stronie ATP.
Roig pewnie więc by się skusił, chyba że postawi na lojalność wobec aktualnie prowadzonego zawodnika. Ale czy byłby najlepszą dla Igi opcją? Trudno wyrokować, na pewno ma duże doświadczenie ogółem, małe jednak w roli pierwszego szkoleniowca. Jest za to świetnym teoretykiem, a o Idze regularnie mówi się, że ma w sobie sporo z Rafy Nadala, którego Francisco doskonale zna.
Więc może i jest to jakiś pomysł. Ale na pewno nie jedyny.
Opcja 2. Powrót do polskiej szkoły
Prawda jest taka, że… właściwie to jeśli o Polaków chodzi, nie ma wielu kandydatów. Najbardziej uznanego polskiego trenera Iga już odhaczyła, trenując w latach 2022-2024 z Tomaszem Wiktorowskim. Choć i tak, co oczywiste, pojawiły się plotki, że Świątek mogłaby chcieć do tej współpracy wrócić. To naturalne rewelacje, skoro ich niespełna trzy sezony przyniosły Polce 19 wygranych turniejów. Ale temat został szybko ucięty przez samego Wiktorowskiego.
– Pracuję w tej chwili z Naomi Osaką, więc automatycznie nie jestem na rynku dostępnych nazwisk – powiedział Wiktorowski portalowi WP Sportowe Fakty. I takie postawienie sprawy w jego przypadku dziwić nie może. Akurat on zawsze jawił się jako gość, który trzyma się obranej ścieżki i nie rezygnuje z prowadzenia danej zawodniczki, dopóki ona sama nie powie „dość”. A Osaka to uznana marka i pod jego wodzą zdradzała przebłyski lepszej gry.
Podobnie szybko „wypaliła się” kandydatura Piotra Woźniackiego… którą w sumie trudno było zrozumieć. Woźniacki na emeryturze jest od dobrych kilku lat i ani razu nie przebąkiwał, że chciałby wrócić. Jasne, rozsiewacze plotek mogli podkreślać, że trenowanie Świątek to wybitna okazja, ale nic się w tej plotce nie kleiło.
A sam Piotr Woźniacki prędko rozwiał wszelkie wątpliwości w rozmowie ze sport.pl, nie tyle zaprzeczając takim pogłoskom, co je wyśmiewając. Wskazał jednak przy tej okazji inną kandydaturę. Na pytanie przywoływanego już Jachimiaka: „Co by pan doradził Idze i jej tacie?” odpowiedział:
– Żeby nie szukali daleko, bo pod ręką mają najlepszą opcję. Jest nią Dawid Celt. Pewnie zaraz ktoś powie „Co? A kogo on prowadził?”. A to nie ma znaczenia. Ważne, że zna Igę, że umie się z nią komunikować, że oboje myślą po polsku. No i to jest ambitny facet, i naprawdę dobrze rokujący trener. Czuję, że to by wypaliło.
Woźniacki sporo tu ryzykuje i ryzykowałaby też zapewne Iga. Celt był drugim trenerem Agnieszki Radwańskiej i jej sparingpartnerem (a z czasem, prywatnie, stał się i jej mężem), tak. Jest też aktywny w świecie tenisa: jako ekspert, komentator i selekcjoner/kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup, to prawda. Zdarzyło mu się też pomagać na przykład Magdzie Linette, a do tego zna się z Igą.

To wszystko prawda. Równocześnie jednak nie ma wielkiego doświadczenia w prowadzeniu zawodniczek „solowo”, a co dopiero takiej klasy, jak Iga Świątek właśnie. Myśl Woźniackiego da się jednak poprzeć – faktycznie, trener z Polski, który Igę zrozumie pewnie lepiej niż zagraniczny, mógłby być tu rozwiązaniem. Powtórzmy jednak: byłoby to spore ryzyko, ale może Iga jest gotowa je podjąć? Sukcesy odnosiła przecież z Polakami, a opcja zagraniczna okazała się… no, może nie chybionym strzałem, ale na pewno nie takim w „10”.
Co zastanawiające – choć może wynika to z tego, że jest „zajęta” – nikt nie mówi w tym kontekście o kandydaturze Sandry Zaniewskiej, obecnie trenerki Marty Kostiuk. Zaniewska, była tenisistka, w swoim CV trenerskim ma już już też Petrę Martić i Alize Cornet, całkiem uznane zawodniczki. Czy chciałaby Kostiuk opuścić w takim stylu – bo na to w świecie tenisa patrzy się krzywo – to inna sprawa.
Ale zapytać pewnie by nie zaszkodziło.
Opcja 3. Renoma z kortów… a czasem i z boksu
Tę opcję wykorzystać można na dwa sposoby. Chodzi tu mianowicie o zatrudnienie postaci, która była w tym miejscu co Iga. Czyli wygrywała wielkie turnieje, funkcjonowała jako gwiazda światowych kortów, musiała radzić sobie z podobną presją. Część takich postaci przechodzi potem do boksu i radzi sobie w nim całkiem dobrze.
Zresztą nie bez powodu sporo było ostatnio dyskusji o tym, czy Świątek nie powinna zastanowić się nad zatrudnieniem Juana Carlosa Ferrero.
Były triumfator Roland Garros i lider rankingu ATP, w świecie trenerki zaistniał jako człowiek, który zmienił Carlosa Alcaraza w maszynkę do wygrywania i wprowadził go na szczyt. Rozstali się jakiś czas temu, poszło o wewnętrzne – ale nie tenisowe – konflikty. Wiadomo, Alcaraz to praca, tak się wydaje, dość łatwa i przyjemna, biorąc pod uwagę jego możliwości i rozmiar talentu. Ale faktem jest, że Ferrero go budował, znakomicie się z nim rozumiał, stał się jego trenerem, mentorem, ale i przyjacielem.
CZYTAJ: FERRERO I ALCARAZ. JAK BYŁY MISTRZ STWORZYŁ NOWEGO GENIUSZA
A to coś, czego Iga może poszukiwać. Wiadomo też, że Juan potrafił do Carlosa dotrzeć, że jego instrukcje z boksu też regularnie Alcarazowi pomagały. Ferrero to na co dzień siła spokoju, a przy tym świetny trener od taktyki. Ryzyko? Nigdy nie trenował kobiet, a to coś zupełnie innego i mogłoby się okazać, że w świecie WTA się nie odnajdzie. Plusem z kolei byłoby na pewno to, że doskonale – i jako zawodnik, i jako trener – rozumiał grę na mączce. A to właśnie na korty ziemne wybiera się teraz Iga.
Poszukać Świątek mogłaby też wśród byłych zawodniczek. W trenerkę bawiła się kiedyś na przykład Martina Navratilova, ale bardziej w roli doradczyni sztabu… co też mogłoby być dla Igi opcją. Bo, dajmy na to, duet Celt (zostańmy przy nim na potrzeby tych rozważań) plus doświadczona zawodniczka z dawnych lat, mógłby okazać się receptą na medal. Zatrudnienie takiej postaci dodaje instrukcjom trenera (o ile nie kłócą się z tymi dawanymi przez legendę) pewnej wiarygodności, wręcz mocy.
Navratilova to tylko przykład, nie sugestia. Iga raczej – jeśli już – powinna patrzyć na zawodniczki młodsze, które grały jeszcze jakąś dekadę temu. Pewnie znalazłaby chętne na taką pomoc. Ale czy ona sama chciałaby bawić się w ten model współpracy? Trudno powiedzieć.
Możliwe jednak, że znalazłaby też w ten sposób trenerkę na pełny etat. Przecież świetnie w boksie radzi sobie na przykład Conchita Martinez, była mistrzyni Wimbledonu, która najpierw na powrót ożywiła Garbine Muguruzę (została trenerką roku WTA), a teraz wprowadziła Mirrę Andriejewą na salony. I to trenerką Rosjanki pozostaje… choć ta ostatnio zdaje się gubić i kłócić z całym światem, również z Conchitą.

Podpytanie Hiszpanki, czy nie zechciałaby poprowadzić już bardziej ułożonej zawodniczki, mogłoby być ciekawym pomysłem. Tym bardziej, że – co pokazała w pracy z Muguruzą – Martinez potrafi do swoich tenisistek dotrzeć i wydobyć z nich na powrót maksimum możliwości.
Jest też opcja ryzykowna, czyli ktoś, kto do tej pory z trenerką nie miał wiele wspólnego – a ja sam na Twitterze sugerowałem ostatnio, że mógłby o niego podpytać Hubert Hurkacz – ale ma sporo uczucia do kobiecego tenisa, a poza tym rady mógłby czerpać od… swojej matki. To Andy Murray, gość, który zawsze był znakomity taktycznie, czuł właściwie większość nawierzchni i lubi się z Igą, przynajmniej na tyle, na ile mieli do tej pory interakcji.
Wiecie, nikt też nie mówi, że miałby być jej pierwszym trenerem – mógłby być, no właśnie, doradcą, dodanym głosem do tego sztabu, doświadczeniem, wniesioną renomą.
Może tego właśnie Idze trzeba.
Opcja 4. Tego, Iga, nie rób, bo nie warto
Zawarłem tu jeszcze tę jedną „opcję” z tego prostego powodu, że zawsze w takich przypadkach pojawiają się nazwiska znane, ale przy tym kłopotliwe. Z jakiegoś powodu sporo mówi się na przykład o Goranie Ivaniseviciu (powodem może być fatalny serwis Igi), który przez kilka lat współpracował z Novakiem Djokoviciem, a potem próbował łapać się innych posad, ale nigdzie nie zakotwiczył na dłużej.
Znów więc: jako doradca… może, choć nie jestem przekonany. Goran ma swój charakterek, który mógłby sprawić, że szybko Igę opuści, a to ostatnie, czego Świątek teraz potrzeba.
Wydaje się też, że nie ma sensu sięgać po dwa bardzo znane nazwiska – Patricka Mouratoglou i Brada Gilberta. Obaj, owszem, mają imponujące CV, ale często zostawiają po sobie jeśli nie zgliszcza, to zawodniczki lub zawodników, którzy muszą się potem odbudowywać – tak było na przykład ostatnio z Coco Gauff, którą Gilbert doprowadził, owszem, do wygranej w US Open i trudno odmówić mu tego sukcesu.
CZYTAJ: BRAD GILBERT. OD „KŁAPOUCHEGO” DO NAJLEPSZEGO TRENERA W HISTORII
Ale potem Coco zaliczyła gorszy okres, a Amerykanin nie potrafił jej z niego wyprowadzić. Podobnie było w jego karierze w przeszłości. A Mouratoglou… no cóż, nieźle radzi sobie jako trener-koordynator, dobrze prowadzi akademię, ale poza Sereną Williams właściwie nikogo nie doprowadził do sukcesów. A próbował wiele razy. Często zresztą można odnieść przy tym wrażenie, że bardziej zależy mu na tym, by pokazać się przed kamerami.
Innymi słowy: nie rekomendowałbym nikogo z tej trójki, choć to nazwiska, które lubią się w tych rozważaniach przewijać.
Po kogo sięgnie Iga?
Ostateczny wyrok? Nie ma. Bo tak naprawdę trudno określić, jakiego trenera chce teraz Iga Świątek. To znaczy: da się wskazać jego cechy. Na pewno musi to być trener otwarty na współpracę, bo Świątek ma swoje zdanie i lubi dyskutować o metodach treningowych. Na pewno też taki, który będzie w stanie ostatecznie jednak postawić na swoim. Na pewno dobry taktyk, ale i ktoś, kto potrafi odbudowywać zawodniczki. Na pewno też ktoś, kto potrafi do zawodniczki dotrzeć od strony mentalnej.
Jednak czy Iga będzie chciała kogoś z doświadczeniem, czy może trenera, który ma się dopiero sprawdzić? Czy po nieudanej współpracy z Fissettem zechce postawić na kolejnego szkoleniowca z zagranicy czy w trudnej sytuacji postanowi wrócić do polskiej myśli? Czy zatrudni jednego trenera i na tym koniec, czy może postanowi rozszerzyć swój sztab?
Nie da się tego przewidzieć.
Gdyby jednak chcieć zrobić ranking kandydatur, to – biorąc pod uwagę wszystkie zmienne – zacząć trzeba by chyba od Carlosa Rodrigueza, który jest dostępny, ma świetne CV i wiele potrafi, co już udowadniał. Potem? Może Roig, skoro ufa mu Rafa Nadal. A dalej to już w sumie na równi: Celt, Joyce czy opcja z kimś „wielkim” z kortów.
Ale Iga może to wszystko widzieć zupełnie inaczej. Do tej pory z wyborami trenerów – mimo wszystko – trafiała nieźle. Każdy dał jej coś od siebie, każdy zaprowadził do jakiegoś sukcesu.
Może znowu jej się uda.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie na Weszło:
- Ignacik: Abramowicz nie można zabierać tego, co zrobiła z Igą
- Świątek zmieniła trenera. Szło jej gorzej niż z poprzednim
- Musimy porozmawiać o Idze. I o jej sztabie