W Łodzi też będzie dobra murawa. Ale tylko dzięki Dobrzyckiemu

Aleksander Rachwał

19 marca 2026, 16:27 • 5 min czytania 6

Reklama
W Łodzi też będzie dobra murawa. Ale tylko dzięki Dobrzyckiemu

Kto nigdy nie naprawił w domu zepsutej rzeczy taśmą klejącą lub trytytkami, niech pierwszy rzuci kamieniem. Tak to już jest – wiemy, że przedmiot jest do wyrzucenia i czas już na nowy, ale jednak to koszty i czas, więc stawiamy na prowizorkę i trzymamy kciuki, by wysłużony sprzęt posłużył jeszcze trochę. I to okej, jeśli chodzi o wieszak na ubrania albo lampkę na biurko. Gorzej, jeśli mówimy o murawie na stadionie jednego z największych klubów piłkarskich w kraju.

Zima nie oszczędziła traw na ekstraklasowych boiskach. Na jednych poradzono sobie z tym dobrze, na innych średnio, dla innych atak mrozów okazał się właściwie śmiertelny. Tam, gdzie było najgorzej, podjęto decyzję o wymianie nawierzchni. Ale nie wszędzie. W Łodzi, gdzie stadionem zarządza miejska spółka MAKiS, wręczyli bowiem groundsmanom te metaforyczne trytytki i taśmę i stwierdzono: do końca sezonu ma oblecieć.

Fatalne murawy znikają z Ekstraklasy. Widzew też się doczeka

Jest to mimo wszystko zaskakujące, bo murawa na Widzewie należy obecnie do najgorszych w Ekstraklasie. Podczas ostatniego domowego meczu łodzian z Lechem Poznań prezentowała się dramatycznie. I nie chodzi tu oczywiście o to, że oczekujemy, by wyglądała jak wyjęta z ogrodu w Wersalu, tylko żeby spełniała swoją rolę, to znaczy: gdy piłkarz kopnie piłkę, to tocząca się po ziemi futbolówka nie powinna podskakiwać, nieoczekiwanie się odbijać, ogólnie rzecz biorąc: zachowywać nie tak, jak powinna, gdyby stan murawy był należyty.

I Widzew ma tego świadomość. Z mediów (informację podawały Meczyki) wiemy, że klub negocjował z miastem, by murawę jak najszybciej wymienić. Trudne negocjacje zakończyły się wydaniem przez Miejską Arenę Kultury i Sportu komunikatu: dobrze, ale nie teraz.

Reklama

Kompleksowa wymiana muraw nastąpi po zakończeniu sezonu. Przyjęty harmonogram wynika z konieczności przeprowadzenia prac w optymalnym oknie technologicznym, tak aby nowe murawy mogły zachować wysoką jakość i trwałość przez możliwie najdłuższy czas. Wówczas Holding Łódź przeprowadzi cały proces zgodnie z obowiązującymi procedurami i wymaganiami formalnymi – czytamy na portalu łódź.pl

Brzmi to więc, jakby w innym terminie niż latem zwyczajnie nie dało się tego dobrze zrobić. Co brzmi dość dziwnie, gdy spojrzymy, ile klubów zdecydowało się na to w trakcie sezonu.

No bo tak: na stadionie Piasta Gliwice murawa od lat błagała o wymianę i zrobiono to w przerwie zimowej. Legia Warszawa też wymieniła murawę tuż przed pierwszym meczem rundy wiosennej. Lech Poznań, który poprzednio wymieniał murawę w listopadzie, zrobił to ponownie w marcu, bo trawa po mrozach była nie do odratowania.

Oczywiście, Legia i Lech to akurat przykłady klubów, które same zarządzają swoimi obiektami i nie muszą o nic prosić miejskich spółek. A zależność od samorządu rzeczywiście bywa w tej kwestii kłopotliwa, o czym przekonały się Radomiak i Arka. Oba te kluby po zimie zostały z boiskami w opłakanym stanie i same niewiele mogły z tym zrobić. Ale i w Gdyni i w Radomiu ostatecznie podjęto jednak decyzję, że z wymianą nawierzchni nie ma co czekać.

Reklama

W innych miastach się dało

I jasne, w obu przypadkach miejscy zarządcy początkowo byli niechętni. Prezes Radomiaka tłumaczył, że to kwestia „przepisów, przetargów”, które spowalniają cały proces. Akurat w przypadku Radomiaka na korzyść klubu w pewnym stopniu zadziałała presja związana z organizacją w Radomiu meczu reprezentacji Polski do lat 21. O ile Ekstraklasa wydaje się akceptować dziadowskie warunki, tak PZPN był stanem radomskiej murawy załamany i zależało mu na tym, by podjąć konkretne działania. Choć naczelnym argumentem i tak miała być świadomość, że dalsza reanimacja nie ma sensu, bo sytuację uratuje tylko wymiana nawierzchni.

W Gdyni natomiast i bez meczu kadry stwierdzili, że dalsza zwłoka nie ma sensu.

Szereg wymienionych czynników, a także konieczność zapewnienia bezpieczeństwa rozgrywek i zdrowia zawodników, zdecydowały o pilnej wymianie murawy. Obecna krótka przerwa w meczach domowych trwająca do 7 kwietnia jest jedynym realnym i możliwym terminem przeprowadzenia tego typu działania – czytamy na stronie Gdyńskiego Centrum Sportu.

No a w Łodzi urzędnicy smacznie spali. Zrobimy po sezonie i dajcie nam spokój.

Reklama

Widzew znalazł się więc w nieciekawym położeniu. Gdyby to od niego zależało, to murawę by wymienił (i według najnowszych doniesień to zrobi, o czym za chwilę), bo skoro stać go na wydanie pięciu milionów euro na skrzydłowego, który kopie się po czole, to stać go też na kilkaset rolek trawy. Absurdu sytuacji dodaje fakt, że Łódź też wydaje się miastem o większych możliwościach niż Gdynia czy Radom. Fakt, tamtejszy MAKiS zarządza też obiektem ŁKS-u, na którym murawa także wymaga niezwłocznej wymiany, ale budżet Łodzi też jest kilkukrotnie większy niż we wspominanych ośrodkach.

Wiadomo, samorząd może mieć potrzebniejsze wydatki niż wymiana trawy na stadionie piłkarskim, znacie zresztą nasze zdanie na temat fundowania piłkarskiego biznesu przez samorządy. Ale skoro już zadaniem miejskiej spółki jest zapewnienie odpowiednich warunków na obiekcie, to musi się z tego zadania wywiązać. Nie robi tego zresztą za darmo, Widzew przecież płaci miastu za korzystanie ze stadionu. Poza tym, współpraca klubów piłkarskich z samorządami najczęściej opiera się na tym, że kluby mają być wizytówkami miast, promować je. Co w takim razie promuje Łódź zostawiając Widzew z taką murawą? Chce się wyróżnić najgorszym boiskiem w Polsce? Ładna promocja.

Nie przesądzamy, że wraz z nadejściem wiosny warunki na Widzewie by się poprawiły, tak jak zapowiadał tamtejszy greenkeeper. Osoby zajmujące się utrzymaniem boiska na pewno wykonałyby tytaniczny wysiłek, żeby doprowadzić trawę do takiego stanu, który pozwoliłby jej jakoś dotrwać do końca sezonu. Te wysiłki zresztą już od pewnego czasu trwały, bo odpowiadający za widzewską murawę Andrzej Trojan mówi tak (za portalem Łódzki Sport):

Na Widzewie widoczna poprawa powinna być pod koniec kwietnia, bo wsialiśmy już 450 kg trawy. Dużo więcej niż w minionych latach, gdy średnio zużywa się ok. 120 kg.

Reklama

Pozostaje jednak pytanie: czy warto w takim razie ładować środki i pracę w coś, o czym wiadomo, że i tak zostanie zaraz wymienione?

Robert Dobrzyki najwyraźniej uznał, że nie warto – ani trwonić energii, ani czekać. Jak czytamy na portalu Łódzki Sport (to informacja, która pojawiła się dosłownie w momencie, gdy powstawał ten tekst), właściciel Widzewa zdecydował, że sam sfinansuje wymianę murawy (koszt ma wynieść 1,5 mln zł), aby mogło to nastąpić już po najbliższym meczu z Górnikiem Zabrze.

Wychodzi więc na to, że rzeczywiście w kwietniu stan murawy się poprawi. Tylko w trochę innych okolicznościach, niż wykombinowało to sobie miasto.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O TRAWIE:

6 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Polecane

Była menedżerka Świątek zabrała głos. „To nie przystoi”

Jakub Radomski
2
Była menedżerka Świątek zabrała głos. „To nie przystoi”

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Co z przyszłością Iviego Lopeza? Hiszpan zabrał głos

Jan Broda
23
Co z przyszłością Iviego Lopeza? Hiszpan zabrał głos
Ekstraklasa

Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji

Paweł Paczul
30
Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji
Ekstraklasa

Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?

Mikołaj Duda
39
Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?