Czwarta rocznica pełnoskalowej inwazji na Ukrainę

AbsurDB

Autor:AbsurDB

24 lutego 2026, 15:51 • 7 min czytania 48

Czwarta rocznica pełnoskalowej inwazji na Ukrainę

Dziś mija czwarta rocznica pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Rosja nie zyskała nic, a straciła ćwierć miliona żołnierzy, resztki szacunku cywilizowanych ludzi i miejsce w rozgrywkach w prawie wszystkich sportach. Ukraina obroniła swoje istnienie, ale też bezpieczeństwo swoich zachodnich sąsiadów, w tym nasze. Sportowo Rosja pozostaje wykluczona z pełnego udziału w prawie wszystkich zawodach. Ukraina ma dziś na głowie sprawy znacznie ważniejsze i w wielu dyscyplinach przechodzi poważny kryzys. 

Reklama

 

Czwarta rocznica pełnoskalowej inwazji na Ukrainę

Weszło nie jest miejscem, w którym będziemy zajmować się taktyką wojskową i analizą militarną. Prawda jest jednak taka, że po początkowych sukcesach i zwiększenia obszaru kontrolowanego na Ukrainie z 42 do 163 tysięcy kilometrów, dziś agresor okupuje około 120 tysięcy kilometrów.

Reklama

Krótko mówiąc, wojnę Rosja zaczęła od kontrolowania terytorium wielkości podkarpackiego i lubelskiego. Następnie zajęła mniej więcej połowę Polski, a dziś jej zwiększony stan posiadania ogranicza się do małopolskiego, świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego i podlaskiego.

Średnio przez całą inwazję Rosja zajmowała 50 kilometrów kwadratowych Ukrainy dziennie. Jednak w ostatnich dwóch latach wskaźnik ten spadł do kilkunastu kilometrów kwadratowych na dobę. Tak sobie, jak na rzekomo jedną z najsilniejszych armii świata przeciwko podobno państwu upadłemu, niezdolnemu do obrony. Dla porównania Niemcy w czasie operacji Barbarossa na tym samym terenie potrafili zajmować średnio… 9 tysięcy kilometrów kwadratowych dziennie, czyli tyle ile Rosja dziś zajmuje w mniej więcej dwa lata. W dodatku w ostatnich dniach w okolicach Hulajpola, Ukraińcy odbili całkiem duży teren.

Filip Starościński naniósł na mapę zmiany linii frontu w ostatnich czterech latach. Na fioletowo zaznaczony jest stan we wrześniu 2022 roku, a na bordowo obecny. Rosja przez trzy i pół roku nie ugrała praktycznie nic.

Donbass Arena wciąż w zasięgu ukraińskich dział

Rosja formalnie anektowała nie tylko Krym, ale także aż cztery obwody: doniecki, ługański, chersoński i zaporoski. W sumie właśnie fakt, że dołączyła te tereny, a właściwie, że tamtejsze kluby do swoich rozgrywek piłkarskich, był ważnym powodem wykluczenia jej z wielu sportowych organizacji międzynarodowych. Problem w tym, że nie zrealizowała nawet planu absolutnego minimum militarnego, czyli zajęcia terenu tych czterech obwodów. Mało tego, nie zajmuje obecnie w całości obszaru żadnego z nich. W przypadku dwóch ostatnich nawet ich stolice są dziś w pełni kontrolowane przez Ukrainę. Największą kompromitacją jest jednak Donbas.

Linia frontu na najbardziej kluczowym fragmencie między Gorłówką a Konstantynówką przesunęła się przez cztery lata o… piętnaście kilometrów. Na najważniejszym dla siebie prestiżowo odcinku koło Doniecka wszechpotężna kacapska banda ze wsparciem Kałmuków, północnych Koreańczyków i Czeczenów przesuwa się o dziesięć metrów dziennie. W tym tempie osiągną oni polską granicę już za 324 lata. Ukraińcy dysponując niezłą lornetką albo pierwszym z brzegu dronem wciąż mogą ze swojego terenu dojrzeć Donbass Arenę – stadion w Doniecku, na którym Szachtar do 2014 roku rozgrywał swoje domowe mecze.

Odbyło się to wszystko kosztem ćwierć miliona zabitych agresorów i ponad miliona rannych, ale przede wszystkim około stu tysięcy poległych ukraińskich żołnierzy i kilkunastu tysięcy zabitych cywili, wśród których są także Polacy. Czy było warto?

Wśród ofiar jest też 650 ukraińskich sportowców i trenerów.

Dekada bez Rosjan pod własną flagą na igrzyskach

Świat sportowy odpowiedział na rosyjską agresję niemal całkowitym wykluczeniem Rosjan, ale także wspierających ich Białorusinów. Mija już dziesięć lat odkąd Rosja pod własną flagą ostatni raz wystąpiła na igrzyskach. Najpierw przez doping, a potem przez wspieranie nielegalnej agresji nie mogła być w pełni reprezentowana na pięciu imprezach z rzędu.

W Cortinie i Mediolanie pozwolono wystąpić niektórym sportowcom pod flagą neutralną. Pojechało ich zaledwie dwadzieścioro. Jedyny medal zdobył Nikita Filippow w narciarstwie wysokogórskim. Trudno powiedzieć, by przeciętny Rosjanin mógł się cieszyć, że jego sąsiad z okolicy stał na podium we Włoszech, bo Nikita jest z Pietropawłowska Kamczackiego, gdzie psy dupami szczekają (nawet jak na Rosję).

Młodzi sportowcy z tego kraju zaczynają zdawać sobie sprawę, że żadna przyszłość ich w ojczyźnie nie czeka i wybierają karierę za granicą. W Mediolanie urodzony w Moskwie Łuka Bieruława wraz z Rosjanką Anastasiją Mietiołkiną zdobyli srebro w parach sportowych. Był to pierwszy zimowy medal tego kraju w historii. W tej samej konkurencji na niższym stopniu podium stanął reprezentujący Niemcy Nikita Wołodin.

Polski Władek

Przede wszystkim jest jednak nasz Władimir Siemirunnij. I to on chyba boli naszych sąsiadów najbardziej, bo jak pisał Sebastian Warzecha: „Władek” po prostu jest już Polakiem:

Uważam jednak, że jeśli o Siemirunnija chodzi, to… akceptować powinien go właściwie każdy. Z lewa, prawa, centrum, góry, dołu – nieważne. Władek jest idealnym przykładem asymilacji. I to w niezwykle krótkim czasie. Gość trafił do Polski, owszem, z powodów sportowych. Gdyby nie był utalentowanym łyżwiarzem, to zapewne by się tu nie znalazł. Związki z krajem? Wcześniej żadne. Kogoś może więc oburzać, że przyjmujemy do siebie takiego gościa, żeby nas reprezentował. Okej, rozumiem to podejście (dopóki obywa się bez personalnych ataków).

Mnie jednak nie oburza. W moim odczuciu ostatecznie liczy się to, co sam Siemirunnij robi i mówi. A po srebrze olimpijskim powiedział (na antenie Eurosportu) wprost:

– Jestem Polakiem, mam paszport, mogę reprezentować Polskę i zdobywać dla niej medale, co próbuję robić na każdych zawodach. Ja się w Polsce bardzo dobrze czuję, tu jest mój dom.

 

 

W większości sportów rosyjscy zawodnicy nie mają wstępu na międzynarodowe zawody. Jednak przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na sytuację ofiary agresji. Ukraina odczuwa skutki inwazji przede wszystkim w codziennym funkcjonowaniu, ale także w sporcie. W Cortinie nie wywalczyła żadnego medalu. W dodatku jej skeletonista nie mógł wystartować w kasku upamiętniającym ofiary wojny.

Piłka nożna na Ukrainie schodzi na drugi plan

Także w piłce nożnej Ukraina radzi sobie coraz gorzej. Tuż po pełnoskalowej inwazji przegrała baraże o mundial w Katarze. Na Euro 2024 dostała się mając dość łatwych rywali w play-offach (Bośnię i Islandię), ale w finałach pechowo nie wyszła z grupy mimo czterech punktów. W Lidze Narodów nie udaje jej się wydostać z Dywizji B. W kwalifikacjach do amerykańskiego mundialu wyjątkowo nie będziemy jej życzyli wygrania finału, bo trafiła do tej samej ścieżki, co Polska.

Jeszcze gorzej jest w futbolu klubowym. Jeszcze w 2020 roku tamtejsza liga była siódma w rankingu UEFA, a po wybuchu wojny mieściła się w czołowej dziesiątce. Dziś runęła na 25. miejsce w Europie.

Szachtar jeszcze rok temu grał w Lidze Mistrzów, ale teraz nie dostał się nawet do Ligi Europy. Dynamo od czasu inwazji zaliczyło:

  • W 2022 roku ostatnie miejsce w grupie Ligi Europy
  • W 2023 roku brak awansu nawet do Ligi Konferencji
  • W 2024 roku 34. miejsce w fazie ligowej Ligi Europy
  • W 2025 roku 27. miejsce w fazie ligowej Ligi Konferencji

O formie pozostałych ukraińskich klubów szkoda gadać, bo w ostatnich dwóch sezonach zanotowały łącznie w Europie dwa wygrane mecze, z czego jeden z rywalem z Andory. W dodatku w lidze obecnie na prowadzeniu jest mało znany klub ŁNZ Czerkasy, który pewnie będzie reprezentował kraj w rozgrywkach UEFA w przyszłym sezonie.

Tym, co się dzieje w rosyjskiej lidze nie zamierzam się interesować. Czy FK Muchosrańsk wskoczył do pierwszej piątki? To niech sobie sprawdza Maciej Rybus. Absurdalne zasady europejskiej federacji powodują, że Rosji co sezon przyznawane jest 4,333 punktu w rankingu UEFA. Są przez to niewiele za plecami Ukrainy – na 28. miejscu.

Jak długo jeszcze?

Oczywiście wyniki sportowe są w kontekście wojny mało ważne. Rosja nie pokonała jednak naszego wschodniego sąsiada. Ani nie zdołała zająć wymarzonych terenów militarnie, ani nie stłamsiła ducha narodu ukraińskiego, który już nigdy nie spojrzy życzliwie na swojego wschodniego sąsiada, ani nie wyhodowała skutecznej piątej kolumny w Europie, która wymusiłaby koniec wsparcia dla Ukrainy mimo usilnych starań nielicznych ruskich onuc.

Wojna się jednak nie kończy. Ludzie giną za swój kraj, ale także za nasze bezpieczeństwo każdego dnia. Niestety nie widać żadnych perspektyw do osiągnięcia nie tylko pokoju, ale choćby zawieszenia broni. Wierzę jednak, że za rok będziemy piątą rocznicę ataku na Kijów wspominać jako echo zakończonej już wojny.

CZYTAJ WIĘCEJ O UKRAINIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

48 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty

Tekst czytelnika: 48 godzin na igrzyskach. Reportaż kibicowski

redakcja
1
Tekst czytelnika: 48 godzin na igrzyskach. Reportaż kibicowski
Polecane

Minister: Budujemy tor za 120 milionów. „Jak szaleć, to szaleć”

Jakub Radomski
14
Minister: Budujemy tor za 120 milionów. „Jak szaleć, to szaleć”
Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama