Zbigniew Boniek jako selekcjoner nie jest raczej wspominany pozytywnie, a symbolem jego kadencji stała się przegrana 0:1 u siebie z Łotwą. Były prezes PZPN prowadził reprezentację w pięciu spotkaniach w 2002 roku. W dwóch z nich w bramce Polaków stał Wojciech Kowalewski, który w rozmowie na Weszło TV chwali selekcjonera-Bońka. – Kupiłem to i myślę, że wielu ówczesnych reprezentantów też – mówi Kowalewski w programie „Face2Face”.
Kowalewski stał w bramce reprezentacji Polski w dwóch pierwszych spotkaniach za kadencji Bońka – towarzyskim z Belgią (1:1), w którym zmienił Radosława Majdana, a także w meczu eliminacji do mistrzostw Europy przeciwko San Marino (2:0). Później miało miejsce feralne spotkanie z Łotwą. W nim Kowalewski nie wystąpił, bo dochodził do siebie po kontuzji.
Wojciech Kowalewski o selekcjonerze Zbigniewie Bońku: „Był pierwszym takim trenerem”
– Z perspektywy zawodnika imponowało mi to, że był pierwszym trenerem, z którym zderzyłem się w reprezentacji Polski, którego interesowało, kim jest jego zawodnik. Jakim człowiekiem jest każdy piłkarz. Rozmawiałem z nim indywidualnie, nie tylko o piłce. Chciał wiedzieć, jak funkcjonuję w klubie, jak się tam czuję, itd. Trener Boniek zaznaczał nam, jaką rolę masz teraz odgrywać, na co on liczy i gdzie by chciał cię widzieć za jakiś czas. Dla mnie to było jasne i klarowne wyznaczenie celu. Jestem zadaniowcem. Kupiłem to i myślę, że wielu ówczesnych reprezentantów Polski również – mówi Kowalewski w rozmowie z Kubą Radomskim.
A później opowiada, w jaki sposób Boniek – trener kadry rozmawiał z zawodnikami.
– Przygoda selekcjonerska trenera Bońka nie była długa. Przed powoływaniami na mecz z Łotwą dzwonił do mnie. Zapytał, jak zdrowie i mówił, żebym jak najszybciej wracał do dyspozycji. Powiedział, że mogę oczekiwać kolejnych powołań, gdy wrócę do pełni formy. Wiedziałem, na czym stoję, to było w porządku. Miałem poczucie, że ktoś widzi okoliczności, w jakich się znalazłem, ale mówi: „Wiem, że to jest przejściowe, ja o tobie pamiętam”. To daje ci motywację do pracy, a nie, jak czasami bywało, że byłeś, później cię nie ma, nikt nie pyta, nie zadzwoni, nie powie nic. Byli też zawodnicy, którzy dowiadywali się o wyjeździe na dużą imprezę na konferencji prasowej. Tak się nie da niczego zbudować. Trener Boniek to doskonale rozumiał – tłumaczy Kowalewski.
Fot. Newspix.pl