Bodo/Glimt nie przestaje zaskakiwać. Sporting rozbity 3:0

Marcin Ziółkowski

11 marca 2026, 23:31 • 3 min czytania 12

Reklama
Bodo/Glimt nie przestaje zaskakiwać. Sporting rozbity 3:0

Najpierw wydawało się, że Bodo/Glimt zakończy udział w Lidze Mistrzów na fazie ligowej. Następnie Norwegowie dołożyli do dorobku sześć punktów po meczach z Manchesterem City oraz Atletico Madryt i faza pucharowa przywitała ich z otwartymi rękami. O dwumeczu z Interem Mediolan mówiła cała Europa. Piłkarze wicemistrza Norwegii nie przestają jednak zaskakiwać. Po wyeliminowaniu finalisty ostatniej edycji Ligi Mistrzów, są już o krok od ćwierćfinału. Sporting stracił w Norwegii trzy gole, a nie strzelił żadnego.

Aspmyra, czyli twierdza Bodo/Glimt. Gang Knutsena znów postrachem na swoim stadionie

Kjetil Knutsen i jego podopieczni rzadko przegrywają na Aspmyra. Kilkutysięczny stadion jest niczym twierdza i mało kto może o sobie powiedzieć, że po starciu z Norwegami w Bodo wyszedł z niego zwycięsko. Do nielicznych zalicza się choćby warszawska Legia podczas kadencji Czesława Michniewicza. Od tamtego spotkania sporo wody w Wiśle jednak upłynęło.

A Bodo/Glimt rozwinęło się do tego stopnia, że po półfinale Ligi Europy w 2025 roku zmierza po awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Rekordowe w skali klubu przychody to nic przy skoku rozwojowym i sensacyjnym występu Norwegów w tym sezonie. Knutsen w piątym meczu w europejskich pucharach w 2026 roku wystawił po raz piąty ten sam zestaw piłkarzy.

Reklama

Ciekawym zbiegiem okoliczności jest też fakt, że pierwszego gola w domowym spotkaniu, tak jak z Interem, strzelił Sondre Fet. Tym razem pomocnik uderzył celnie z 11 metrów, wykorzystując rzut karny. Przed przerwą Norwegowie ponownie pokonali Rui Silvę. Po kilku asystach w ostatnich meczach w Europie na listę strzelców wpisał się Ole Blomberg. Skrzydłowy wykorzystał zamieszanie w polu karnym.

Piłkarze ze Skandynawii po raz kolejny w Lidze Mistrzów pokazali, co to znaczy być skutecznym pod bramką rywala. Tą bronią wyeliminowali Inter i prawdopodobnie także – Sporting. Portugalczycy „nie dojechali” na ten mecz i nie stanowili większego zagrożenia dla gospodarzy. Nikita Haikin zanotował jedynie dwie interwencje w spotkaniu w Norwegii. Nie miał za wiele roboty. To był wręcz… spacerek dla Bodo/Glimt.

Akcja z 71. minuty to doskonałe potwierdzenie powyższych tez. Odin Bjortuft fantastycznie przerzucił piłkę na lewe skrzydło do Jensa Pettera Hauge, a ten dograł w pole karne do Kaspera Hogha. Duńczyk, mimo obecności jednego z obrońców mistrza Portugalii obok siebie, trafił do siatki z najbliższej odległości. Było po meczu (a może i po dwumeczu?).

Reklama

Bodo/Glimt stało się pierwszym zespołem spoza lig TOP 5, który wygrał w Lidze Mistrzów pięć meczów z rzędu. Było to także premierowe czyste konto w tej edycji dla Norwegów.

Rewanż na Estadio Jose Alvalade odbędzie się we wtorek 17 marca. Zwycięzca tej pary zmierzy się z wygranym z duetu Bayer Leverkusen – Arsenal. Zawodnicy Bodo/Glimt na pewno będą już powoli rozmyślać o potencjalnej rywalizacji z Arsenalem.

Reklama

FK Bodo/Glimt – Sporting CP 3:0 (2:0)

  • 1:0 – Sondre Fet – 32′ (karny)
  • 2:0 – Ole Blomberg – 45+1′
  • 3:0 – Kasper Hogh – 71′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

12 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Mistrzów