W Radomiu nawet zmarznąć nie można – napisał prześmiewczo anonimowy kibic. Miał rację, bo problem niskich temperatur rozwiązał się sam. I to w taki sposób, który nikomu nie był na rękę, bo spotkanie odwołano przez awarię oświetlenia. Co właściwie wydarzyło się przed meczem Radomiaka z Arką Gdynia? Czy w tej sytuacji Arka może liczyć na wygraną walkowerem? Odsłaniamy kulisy odwołanego „Super Piątku” na inaugurację wiosny w Ekstraklasie.
Pół Polski martwiło się, czy pierwsza seria gier w Ekstraklasie – omyłkowo tylko nazywana rundą wiosenną, bo z wiosną wiele wspólnego to nie ma – odbędzie się zgodnie z planem, czy też pogoda pokrzyżuje komuś szyki. O przełożeniu całej kolejki nie było mowy. Pojedyncze spotkania stały jednak pod znakiem zapytania. Gdy władze ligi kontaktowały się z poszczególnymi klubami, każdy deklarował nie tylko chęć, ale też determinację, żeby grać w terminie.
To nie znaczy, że nie było obaw. Temperatury lecą na łeb, na szyję. Trenerzy zwracali uwagę na zwiększone ryzyko kontuzji. Działacze na to, że kilkanaście tysięcy osób na trybunach przemarznie do kości. Wszyscy jednak ruszyli na stadion. W przypadku Radomia na trybunach stawiło się ponad dziesięć tysięcy fanów gospodarzy i siedmiuset gości z Gdyni. Gości wyjątkowych, bo pierwszych od wielu lat, którzy wreszcie mogli wypełnić sektor znajdujący się w narożniku boiska.
Wypełnili. Po to, żeby po trzydziestu minutach dowiedzieć się, że meczu piłkarskiego dziś nie zobaczą. W ogóle niewiele zobaczą, bo na stadionie wysiadło oświetlenie.
Mecz Radomiak – Arka odwołany! Przyczyną awaria oświetlenia
Spis treści
- Ekstraklasa. Mecz Radomiak - Arka nie odbył się z powodu awarii oświetlenia. Co się stało?
- Dlaczego doszło do awarii oświetlenia na stadionie Radomiaka? Są teorie i poszlaki, trwa szukanie przyczyn
- Radomiak zwrócił pieniądze za bilety kibicom Arki Gdynia. Na organizacji meczu stracił setki tysięcy złotych
- Ekstraklasa. Dlaczego mecz Radomiak - Arka nie odbył się następnego dnia i czy Radomiakowi grozi walkower?
- WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:
Ekstraklasa. Mecz Radomiak – Arka nie odbył się z powodu awarii oświetlenia. Co się stało?
Najpierw było zabawnie, ironicznie, bo przecież nikt nie spodziewał się, że to coś więcej niż chwilowy problem. Ogłoszono przesunięcie pierwszego gwizdka, zaczęły krążyć pierwsze, szczątkowe informacje. Bardziej teorie niż fakty, w każdym razie na Weszło na bieżąco przekazywaliśmy to, czego się dowiedzieliśmy. Pierwsze wieści mówiły o tym, że do awarii doszło poza stadionem. Sprawdzano więc, gdzie konkretnie pojawił się problem.
W kuluarach usłyszeliśmy wtedy, że prawdopodobnie chodzi o czujniki przeciwpożarowe. Faktycznie, pojawiły się komunikaty, że z powodu zadymienia w toalecie automatycznie uruchomił się system antypożarowy. Tu miał pojawić się błąd systemu, który spowodował odcięcie prądu na całym obiekcie.
🚨 Awaria światła w Radomiu, mecz Radomiak – Arka będzie opóźniony.
Jak wynika z moich informacji awaria prądu ma miejsce poza stadionem. Obiekt odcięło od zasilania, trwają prace. pic.twitter.com/pegz13LKrV
— Szymon Janczyk (@sz_janczyk) January 30, 2026
Po czasie okazało się, że podejrzenia były błędne. Awaria miała miejsce w systemie wewnętrznym obiektu, czyli na stadionie. Sekwencja zdarzeń była taka, że gdy prąd wysiadł, podjęto logiczną i oczywistą reakcję. Włączono zasilanie awaryjne, w które wyposażony jest każdy obiekt – to zresztą wymogi PZPN. Problem w tym, że oświetlenie udało się przywrócić na trzy minuty, w dodatku nie w całości. Po tym okresie system zdechł na dobre.
– System wszedł w tryb awaria. Nie da się go podnieść – mówili zabiegani ludzie, którzy próbowali zorientować się, co tak naprawdę się dzieje. Bo to, że prądu nie ma, to jedno. To, dlaczego go nie ma, wciąż stanowi tajemnicę. Druga awaria sprawiła, że nie dało się zrobić kompletnie nic. Ani przestawić, ani zresetować, ani „włączyć i wyłączyć”. Wysiadły też wszystkie zastępcze źródła zasilania.
Wiadomo było tylko, że prawdopodobnie doszło do zwarcia w jednej ze skrzynek. Skrzynek mamy pięćdziesiąt cztery. Samo namierzenie tej, w której doszło do awarii, zajęłoby zbyt dużo czasu, żeby przełożenie spotkania na późniejszą porę miało sens. Mecz został odwołany, ale prace nadal trwały.
Dlaczego doszło do awarii oświetlenia na stadionie Radomiaka? Są teorie i poszlaki, trwa szukanie przyczyn
Po dwóch godzinach na stadionie rozbłysnęły reflektory. Parę osób zdążyło nawet pstryknąć zdjęcia z różnych miejsc na mapie Radomia, które sugerowały, że „patrzcie, działa!”. Niestety – nie do końca. Oświetlenie zostało włączone, bo przywrócono ok. 20-30 procent mocy potrzebnej do zasilenia całego obiektu podczas meczu. Mówiąc wprost: gdyby nawet wszyscy wytrzymali dwie godziny w szatni i na trybunach, to rozegranie spotkania i tak byłoby niemożliwe. System nie udźwignąłby ponownego włączenia każdej pierdółki i każdej istotnej rzeczy, którą trzeba podpiąć, żeby obiekt działał tak, jak powinien działać w dniu meczowym.
Mimo że przeprowadzono udaną próbę zapalenia masztów oświetleniowych, wiele więc się nie zmieniło. Wciąż nieznane było źródło awarii. Gdy opuszczałem obiekt około północy, można było co najwyżej przypuszczać, że połączenie mrozu z włączeniem pełnej mocy na stadionie i we wszystkim, co do niego przylega, sprawiło, że doszło do przeciążenia systemu, które z kolei doprowadziło do zwarcia. Trzeba pamiętać, że to dopiero drugi domowy mecz Radomiaka na pełnym obiekcie, w tym pierwszy z kolejnym otwartym sektorem. Nigdy dotąd nie było więc sytuacji, w której w takich warunkach atmosferycznych potrzebna była taka energia.

Godz. 22.30 – światłą się palą, ale system działa tylko częściowo
Musimy jednak zaznaczyć, że to nie pierwszy taki przypadek w ostatnim czasie w Radomiu. Nie tak dawno, gdy na stadionie przy ul. Narutowicza 9 włączono podgrzewanie murawy, też doszło do awarii prądu na obiekcie. Również wtedy doszło do przeciążenia sieci, Radomiak sprowadził dwa tiry sprzętu i wydał kilkadziesiąt tysięcy złotych, żeby przy pomocy agregatu włączyć podgrzewanie murawy w normalnym trybie. Ten wbudowany, MOSiR-owski, pozwalał na grzanie na – mniej więcej – 30% mocy.
MOSiR (czy bardziej RCS, jego odnoga zarządzająca obiektem przy ul. Struga 63) stawał na głowie, żeby zlikwidować awarię, do której doszło przed piątkowym meczem Ekstraklasy. Tego odmówić nikomu nie można. Na koniec jednak problem trafia na konto miejskiej spółki, nie klubu. Przynajmniej formalnie, bo opinia publiczna na Radomiaku i mieście Radom suchej nitki nie zostawi. Ciężko się zresztą dziwić – liczba fakapów jest zatrważająca, więc choć teorie o tym, że do awarii doszło umyślnie, są absurdalne, to szydera i szpileczki nie zaskakują.
Radomiak zwrócił pieniądze za bilety kibicom Arki Gdynia. Na organizacji meczu stracił setki tysięcy złotych
Sytuacja, która wydarzyła się w Radomiu, nikomu nie była na rękę. Najbardziej Arce Gdynia, która po powrocie z Turcji ulokowała się na Lubelszczyźnie na minizgrupowanie, żeby nie krążyć bez sensu po Polsce. Trener Dawid Szwarga świeżo po tym, jak usłyszał, że meczu nie będzie, był wściekły. Złapaliśmy go na chwilę przed tym, jak zespół zapakował się do autokaru i ruszył do Trójmiasta. Wciąż nie krył rozgoryczenia całą sytuacją.
– Jesteśmy właściwie od 24 dni na zgrupowaniu. Od momentu wyjazdu do Turcji, teraz do tego meczu przygotowywaliśmy się w Lublinie. Straciliśmy po prostu czas, byliśmy poza domem rodzinnym. Chłopaki pracowali bardzo dobrze. Byliśmy optymalnie przygotowani do tego meczu, a teraz musimy kombinować. Teraz wracamy do Gdyni, na miejscu będziemy pewnie około drugiej-trzeciej w nocy. Jutro musimy zagrać jakiś mecz, a nie wiem, czy w ogóle będziemy mieli do tego boisko – tłumaczył.
Nawet w gorszej sytuacji byli kibice Arki, którzy poświęcili cały dzień roboczy na to, żeby dotrzeć do Radomia na wyczekiwany mecz. Wedle regulaminu Radomiak będzie musiał pokryć koszty noclegu drużyny gości, ale o fanach nie ma w nim mowy.
Klub z Radomia przekazał nam jednak, że nie pobrał/zwrócił opłatę za bilety od kibiców Arki. Zawsze coś, choć miłym gestem byłoby pewnie wpuszczenie ich na powtórzony mecz za darmo – w końcu znów będą musieli ponieść koszty organizacji takiego wypadu, które też są niemałe.
Kibice Radomiaka odpalili race, więc coś się jednak świeci.
Mecz Radomiak – Arka przełożony z powodu awarii oświetlenia poza stadionem. Nie udało się przywrócić zasilania.
W Radomiu 700 kibiców Arki, którzy przyjechali z Gdyni… pic.twitter.com/ZwK3Q1F4l8
— Szymon Janczyk (@sz_janczyk) January 30, 2026
Teorie o tym, że Radomiak zyskał na braku meczu, też są nietrafione. Piłkarze, sztab – wszyscy byli załamani. Trener Goncalo Feio przed spotkaniem żartował, że mógłby grać pod balonem, ale Ekstraklasa się nie zgodzi. Po meczu nie było mu jednak do śmiechu, w końcu też układał cały mikrocykl pod mocną inaugurację ligi. Ratuje go nieco fakt, że Stal Rzeszów przystała na to, żeby wcześniej ustalony sparing rozegrać w formule trzy razy 45 minut, co pozwoli zaliczyć jednostkę meczową każdemu piłkarzowi Radomiaka.
Klub rozmyśla natomiast nad finansowymi konsekwencjami braku gry. Według informacji Weszło na organizacji meczu, który się nie odbył, Radomiak straci ok. 300 tysięcy złotych. W ostatnim czasie fortunę pochłonęło też podgrzewanie murawy i dołożenie mocy grzewczej na stadionie przy ul. Narutowicza 9, gdzie ostatecznie radomianie odbyli… jeden trening. I więcej się tam nie pojawią. Plus koszt, który trzeba będzie ponieść w związku z ponownym przyjazdem Arki i… można założyć, że jednego wieczora, gdy zgasło światło, Radomiak stracił pół miliona złotych.
Gdyby zapłacił tyle za piłkarza, byłby to jeden z trzech najdroższych zakupów klubu w historii.

Ekstraklasa. Dlaczego mecz Radomiak – Arka nie odbył się następnego dnia i czy Radomiakowi grozi walkower?
Na koniec jednak trzeba się jeszcze zmierzyć ze słusznymi skądinąd pytaniami. Na przykład o to, dlaczego w zasadzie mecz nie odbył się następnego dnia w godzinach porannych? Wszyscy byli przecież na miejscu. Nawet jeśli gościom trochę się spieszyło – o czym wspomniał nam trener Dawid Szwarga…
– Niektórzy piłkarze w porozumieniu ze mną ustawili sobie już loty z Gdyni, z Gdańska do swoich rodzin. Dawno nie widzieli swoich bliskich. Nie mogę im tego teraz zrobić i zatrzymać ich tutaj, żeby dopiero jutro wracać do Gdyni, co wydłuży znowu czas przerwy zawodnikom i zaburzy ich życie prywatne.
To nie na tej podstawie podjęto decyzję o tym, czy grać, czy nie grać. Gra w ten sam weekend nie była możliwa z kilku istotnych powodów formalnych:
- zgoda na organizację imprezy masowej wydawana jest na konkretny dzień, potrzeba zgody służb na wydanie lub aktualizację decyzji – bez tego mecz obejrzałoby 999 osób (tego dnia na hali przy stadionie odbywają się targi Expo);
- wóz transmisyjny z Radomia ruszył na mecz do Poznania, więc nie byłoby transmisji meczu;
- najnowsze przepisy zakładają, że termin musi zostać wyznaczony we współpracy z telewizją, która decyduje o tym, kiedy ma wolne miejsce w ramówce;
- mecze „dzień po” wyznaczane są tylko w sytuacji, gdy jest to jedyny wolny termin – np. na koniec rozgrywek.

Fragment regulaminu Ekstraklasy
Inna sprawa, że eksperci i technicy będą pracowali nad rozwiązaniem problemu z energią na stadionie w przyszłym tygodniu. W Radomiu mają stawić się w środę, więc w zasadzie obiekt nadal nie ma pełnego, sprawnego systemu zasilania.
W takiej sytuacji Radomiakowi nie grozi jednak walkower, o co pytała – czy czego domagała się – część kibiców. Przepisy traktują sytuację awarii prądu jako rzecz niezależną od organizatora rozgrywek. Tak zwaną „siłę wyższą”. Gdyby udowodniono, że awaria prądu była celowym działaniem, sprawa byłaby prosta. Gospodarz zostałby ukarany walkowerem. W przypadku, gdy stało się to samoistnie, nie ma o tym mowy. Lidze oraz klubom zależy na tym, żeby rozegrać pełną liczbę spotkań.
Kiedy? W najbliższym możliwym terminie. Prawdopodobnie wtedy, gdy rozgrywany będzie Puchar Polski. Dokładna data zostanie jednak zatwierdzona po całej serii gier – trzeba zobaczyć, czy przypadkiem przełożonych spotkań nie będzie więcej.
Konsekwencje dla Radomiaka skończą się więc na kwestiach finansowych oraz wizerunkowych. Bo nie ma co ukrywać – niesmak pozostanie, memy się poniosą. Zwłaszcza że doszło do zabawnego zbiegu okoliczności: kibice planowali przed meczem oprawę, przy której mieli wykorzystać latarki w telefonie. Klub opublikował nawet apel o ich włączenie, co z późniejszej perspektywy tylko dopełniło absurdu.
Ważny komunikat dla Kibiców udających się na piątkowy mecz z Arką Gdynia!
Drodzy Kibice, prosimy o punktualne przybycie na stadion. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią planujemy przygotować wyjątkową oprawę, którą chcemy wykonać z… Waszą pomocą! 💚
Przy wszystkich wejściach na… pic.twitter.com/6UpgJl7wU5
— Radomiak Radom (@Radomiak_Radom) January 29, 2026
Zresztą – nie tylko to. Otwieranie radomskiego obiektu to prawdziwe perpetuum mobile. Otwierano go, gdy Radomiak wrócił na swój stadion, potem, gdy skończono budowę dwóch kolejnych trybun. Mecz z Arką byłby otwarciem numer trzy – tym razem w komplecie, z kibicami gości. Nie był, więc historia trwa. Strach pytać, ilu jeszcze otwarć doczekamy…
SZYMON JANCZYK
fot. własne