Avia Świdnik odpada z podniesioną głową. Raków miał kłopoty

Patryk Idasiak

05 marca 2026, 16:28 • 5 min czytania 17

Reklama
Avia Świdnik odpada z podniesioną głową. Raków miał kłopoty

Avia Świdnik napisała piękną historię w Pucharze Polski. Ograła występujące o dwa poziomy wyżej kluby – Ruch Chorzów i Polonię Bytom. Ćwierćfinał dla tak małego zespołu to ogromny sukces. Długo zapowiadało się, że – skromnie, bo skromnie – ale przegra z Rakowem Częstochowa 0:1, ale doprowadziła sensacyjnie do dogrywki, gdzie jednak trochę brakło jej już sił. Raków strasznie to wymęczył, ale po 120 minutach wygrał 2:1 i ma półfinał.

Więcej o tym pięknym locie Avii Świdnik możecie przeczytać poniżej.

Avia leci, bo chce. Trzecioligowiec ma swoje marzenia [REPORTAŻ]

Reklama

I Damian Zbozień, były ekstraklasowy wyjadacz, a obecnie piłkarz Avii miał całkowitą rację. Raków musiał bardzo mocno powalczyć i wyszarpać ten awans do półfinału Pucharu Polski. W Świdniku będą gola Dominika Zawadzkiego wspominać latami.

Raków myślał, że skromne 1:0 wystarczy

Przez 20 pierwszych minut Raków wypracował kilka dogodnych sytuacji. Już w piątej minucie Jonatan Braut Brunes mógł dać szybkie prowadzenie, ale strzelił prosto w bramkarza Avii Świdnik, który popełnił błąd po strzale Iviego Lopeza w środek bramki i wypuścił piłkę. Błyskawicznie jednak zareagował, skrócił kąt Norwegowi i ten miał mało czasu na zastanowienie się. Kopnął prosto w Andrzeja Sobieszczyka.

Potem z ostrego kąta próbował Marko Bulat i też był blisko. Sobieszczyk jednak dobrze się ustawił i znów miał trochę szczęścia, bo piłka po jego ręce trafiła w słupek.

Avia atakowała rzadziej, ale „weszła” w mecz po 20 minutach i zaczęła grać trochę odważniej. Z każdym stałym fragmentem, próbą kontry od razu publiczność zaczynała gorąco wiwatować, a najgłośniej była chyba w 39. minucie, kiedy ładną wystawkę z lewej strony dostał Michal Zuber i uderzył dość mocno z 18 metrów, ale jego strzał został zablokowany.

Reklama

W 40. minucie szczęście uśmiechnęło się do Avii, bo jeden z obrońców prawie wpakował sobie samobója po kiksie. Trafił jednak… swojego bramkarza prosto w twarz. I kiedy wydawało się, że trzecioligowa Avia przetrwa i będzie się mogła pochwalić, że utrzymała remis do przerwy, to tym razem szczęście już nie dopisało. Piłka gdzieś tam zaplątała się pod nogami Brunesa, wykonał on dość przypadkowy drybling, ale akurat wystawił sobie idealnie na lewą nogę. To był tzw. gol do szatni.

Mecz był przy tym dość ostry, bo sędzia pokazał aż cztery żółte kartki w pierwszej połowie, po dwie dla każdej z drużyn. Avia nie miała zamiaru się poddawać.

Reklama

Avia sprawiła psikusa

Na początku drugiej połowy – ta sama historia, znów Raków dość mocno przycisnął, przyatakował, ale akcja Amorima, który zastąpił w pierwszej połowie kontuzjowanego Jeana Carlosa oraz strzał Iviego Lopeza nie mogły zaskoczyć defensywy gospodarzy.

No i tak sobie zmierzaliśmy do końca. Chyba już większość zdążyła zaakceptować, że 1:0 Rakowowi tutaj wystarczy. Ale… Avia po okresie nudy miała piłkę meczową w 80. minucie. Jak oni tego nie trafili?!?! Trelowski obronił najpierw strzał z daleka, szybko pozbierał się do dobitki, a na koniec jeszcze jeden z graczy Avii nie trafił, bo dostał podanie za plecy. Trzy strzały w jednej akcji.

Zdaje się jednak, że przy tym drugim była pozycja spalona i gol byłby niezaliczony. Niemniej istotne było coś innego – Avia pokazała, że za darmo niczego nie odda. Raków chciał jak najmniejszym nakładem sił dojechać do końca.

No i się przejechał. Avia zrobiła mu ogromnego psikusa w 93. minucie! Praktycznie przed samym końcem Damian Zbozień popisał się asystą, a Dominik Zawadzki precyzyjnym, technicznym strzałem pokonał Trelowskiego. Kibice na trybunach po prostu oszaleli! Raków ruszył, ale czasu było za mało. Musiała być dogrywka.

Reklama

Raków zdenerwował się w dogrywce

Widać było, że podopiecznych Łukasza Tomczyka ten gol mocno zdenerwował, bo znów aktywnie ruszyli do ataków. I to naprawdę konkretnie, tworząc w pięć minut kilka dogodnych szans. Już dwie minuty po wznowieniu Ariel Mosór najlepiej odnalazł się w zamieszaniu na polu karnym i trafił na 2:1. Wcześniej była też dobra okazja Bulata.

Potem Bogdan Mircetić przyładował w poprzeczkę. Bulat raz jeszcze spróbował, lecz Sobieszczyk był na posterunku. Trwał napór. Raków nie chciał pozostawić tu wyniku 2:1, bojąc się, że znowu spotka go coś nieprzyjemnego, ale potem trochę wyhamował, widząc, że Avia nie ma już z czego atakować.

Reklama

Opadła z sił, nie była w stanie przeprowadzić żadnej dogodnej kontry. Liczyła ewentualnie na jakąś długą piłkę, dośrodkowanie. Piłkarzy w drugiej połowie dogrywki dopadały już skurcze, ale mimo to trzecioligowiec w ostatnich pięciu minutach próbował, jak tylko mógł i umiał. Głównie starał się posyłać wrzutki. W defensywie czujny był jednak Bogdan Racovitan i on te piłki wybijał.

Wielkie brawa należą się Avii za tę walkę. Być może w przyszłym sezonie będziemy tytułować ją drugoligowcem, bo w swojej lidze jest ona liderem. Awans jest jej celem.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O PUCHARZE POLSKI NA WESZŁO:

Fot. Newspix

17 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna