Reklama

Wdowiak: W Rakowie otworzyli mi oczy na zupełnie inne postrzeganie futbolu

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

06 marca 2022, 09:44 • 9 min czytania 3 komentarze

Rok temu wybrał ofertę częstochowskiego klubu, kosztem tej od Lecha Poznań. Dziś Mateusz Wdowiak nie żałuje takiej decyzji i powoli staje się jednym z liderów wicemistrzów Polski.  Pod Jasną Górą zmienił pozycję. Obecnie jest ofensywnym pomocnikiem, a był też próbowany na wahadle. Musiałem się tego wszystkiego nauczyć, szczególnie percepcji i szybszego podejmowania decyzji, na co nasi trenerzy kładą duży nacisk – mówi Wdowiak w rozmowie z nami.

Wdowiak: W Rakowie otworzyli mi oczy na zupełnie inne postrzeganie futbolu

Ile jest prawdy w tym, że przed przejściem do Rakowa mogłeś też trafić do Lecha Poznań, z którym zagracie już w niedzielę? Przypomnę, że do częstochowskiego klubu przeniosłeś się w lutym 2021 roku, kiedy rozstałeś się z Cracovią.

Nie ma co ukrywać, że było zainteresowanie. Wtedy miałem mniej niż pół roku do końca kontraktu z Cracovią. Kilka chętnych klubów było. W tej grupie znalazł się Lech. Ostatecznie wybrałem Raków i dziś jestem z tego bardzo zadowolony. Minął rok, więc na moje przejście i pobyt w Częstochowie mogę już spojrzeć z pewnej perspektywy. Bardzo się cieszę z tego wyboru i z tego jak do tej pory rozwijam się w Rakowie.

Mówisz, że były też propozycje z innych klubów. Ktoś był jeszcze tak konkretny jak Raków?

Reklama

Przede wszystkim właśnie Lech. O innych klubach nie chcę mówić. Wolę zostawić nazwy dla siebie, bo to już dość odległa przeszłość.

W Rakowie nie od razu zacząłeś grać w wyjściowym składzie. Nowi piłkarze częstochowskiego klubu często podkreślają, że muszą przestawić się taktycznie, grając w ustawieniu i filozofii trenera Marka Papszuna. Z tobą było podobnie?

To jest chyba tutaj naturalne. Trzeba też pamiętać, że przed przyjściem do Rakowa prawie przez pół roku byłem w rezerwach Cracovii (Wdowiak nie chciał przedłużyć umowy, za co został przesunięty do drugiego zespołu – przyp. red.). Starałem się trzymać formę i pracowałem indywidualnie. To nie są jednak treningi z całą drużyną w Ekstraklasie. Brakowało mi też grania na wysokim poziomie. W Rakowie po przyjściu zderzyłem się ze zdecydowanie większą intensywnością pracy i grania. Do tego jest tutaj bardzo duża rywalizacja. Muszę przyznać, że na początku ta intensywność była dla mnie wysoka. Krok po kroku dochodziłem do optymalnej formy. Osobna kwestia to sprawy taktyczne. Trener Papszun stosuje zupełnie inne ustawienie niż te, z którymi spotykałem się wcześniej. Widział mnie też początkowo jako wahadłowego. Była to dla mnie swego rodzaju nowość, mimo że na początku mojej gry w Ekstraklasie, jak wchodziłem do pierwszej drużyny Cracovii, trener Robert Podoliński kilka razy wystawił mnie na wahadle (wiosną 2015 roku – przyp. red.). To było zaledwie kilka meczów. Jeżeli chodzi jednak o sprawy taktyczne, to trener Papszun i pozostali członkowie sztabu Rakowa otworzyli mi oczy na zupełnie inne postrzeganie futbolu. Musiałem się przystosować i przede wszystkim nauczyć pewnych zachowań i zasad poruszania się na boisku. Sporo do nadrobienia miałem w sprawach defensywnych. Wcześniej z takimi zadaniami nie miałem zbytnio styczności, bo grałem głównie na skrzydle i koncentrowałem się na ofensywie.

Dobrze kojarzę, że zdarzało się, że pojawiałeś się na lewym wahadle?

Tak, były takie mecze. Z reguły wychodziłem jednak na prawej stronie. W poprzednim sezonie były też krótkie epizody, kiedy przechodziłem na pozycję ofensywnego pomocnika. To były roszady w trakcie meczów. Takie moje początki w środku pola.

Teraz już jesteś regularnie ustawiany, jako jedna z „dziesiątek”. Taka zmiana pozycji trochę na nowo zdefiniowała cię jako piłkarza?

Reklama

Miałem kilka rozmów z trenerem Papszunem, jeszcze przed moim transferem. Już wtedy mówił mi, że widzi dla mnie miejsce w drużynie zarówno w roli ofensywnego pomocnika, jak i wahadłowego. Na początku byłem przygotowywany do występów na boku. Z biegiem czasu na treningach częściej zacząłem ćwiczyć jako ofensywny pomocnik. Trener chciał, żebym poczuł specyfikę gry na tej pozycji. Wcześniej, w seniorskiej piłce nikt mnie tak nie ustawiał, więc to była dla mnie kompletna nowość. Grając jako „dziesiątka” masz przestrzeń otwartą ze wszystkich stron. Oczy trzeba mieć dookoła głowy. Musiałem się tego wszystkiego nauczyć, szczególnie percepcji i szybszego podejmowania decyzji, na co nasi trenerzy kładą duży nacisk, zresztą cały czas się uczę, ale już czuję, że się mocno rozwinąłem. Pod koniec rundy jesiennej trener zaczął mnie wystawiać tak od pierwszych minut i całkiem nieźle to wszystko wyglądało. Mam poczucie, że robię cały czas progres.

igor-sapala-marek-papszun-mateusz-wdowiak-marcin-cebula

Zwróciłem uwagę, że w poprzednim meczu z Wisłą Płock (2:0) w pierwszej połowie podałeś prostopadle do Vladislavsa Gutkovkisa w taki sposób jaki pewnie sam chciałbyś dostawać piłki na dobieg. Wcześniej w Cracovii zazwyczaj robiłeś taki ruch jak on, żeby dostać podobne zagranie. Sytuacja się trochę odwróciła…

Dokładnie. W Cracovii jako skrzydłowy miałem głównie szukać przestrzeni za plecami obrońców, więc to ja byłem adresatem takich podań. W Rakowie, na pozycji „numer dziesięć” również mam szukać takich ruchów. Przy mojej szybkości i niezłym timingu, to zawsze był mój atut. Oprócz tego odpowiadam także za kreowanie sytuacji kolegom. Czasami muszę przyspieszyć rozegranie, szukać zrobienia przewagi prowadzeniem czy podaniem, a innym razem zwolnić akcje. Uczę się też lepszych zachowań w polu karnym, bo jestem tam często. Momentami muszę zachowywać się jak napastnik. Dla mnie jest to świetne wyzwanie, bo uczę się zupełnie nowych elementów gry. Cieszę się, bo wiele razy w trakcie spotkania jestem blisko bramki przeciwnika.

Jeszcze w barwach Cracovii dużo osób, kibiców czy ekspertów zarzucało ci sporą nieskuteczność. W tym sezonie we wszystkich rozgrywkach strzeliłeś już dziewięć goli w 33 meczach. Zmiana pozycji wpłynęła na lepsze wykańczanie akcji?

Jest to rezultat sporej pracy nad lepszą finalizacją akcji. Robię dużo ćwiczeń pod tym kątem w trakcie treningów, ale też pracowałem mentalnie nad tym, żeby mieć większy spokój przy dogodnych okazjach. Jako „dyszka” mam też więcej niezłych sytuacji, bo jestem bliżej pola karnego rywali. Jako Raków kreujemy sporo sytuacji bramkowych. Wszystkie te czynniki mają wpływ na moją lepszą skuteczność.

Przytoczę liczby. W Rakowie: 43 mecze, 9 goli i asysta, a w Cracovii: 152 mecze, 13 bramek i 23 asysty. Więcej trafień, ale mniej ostatnich dograń. Dlaczego?

Statystyki są wymierne i często łatwo dzięki nim coś wytłumaczyć. Przez ich pryzmat można kogoś prosto ocenić, natomiast według mnie dobra gra nie zawsze wiąże się z dobrymi liczbami. Jako „numer dziesięć” chcę kreować sytuacje, strzelać gole i mieć asysty. Te ostatnie pewnie się i tak w końcu pojawią. Grając w Rakowie z przodu będziesz mieć liczby, ale trzeba pamiętać, że u nas rozkłada się to głównie na trzech najbardziej wysuniętych zawodników – dwóch ofensywnych pomocników i napastnika.

mateusz-wdowiak

Byłeś w drużynie już w poprzednim sezonie, więc masz jakieś odniesienie do tego, jak obecnie gracie. Raków jest mocniejszy niż przed rokiem?

Ciekawe pytanie. Raków jest świetnie zorganizowaną drużyną, która po poprzednim sezonie, najlepszym w historii klubu (wicemistrzostwo i zdobycie Pucharu Polski – przyp. red.), cały czas robi kolejne kroki do przodu. Kontynuujemy to co robiliśmy przed rokiem. W Polsce często jest tak, że po mniejszym lub większym sukcesie najlepsi gracze drużyny są wyprzedawani i rozjeżdżają się po świecie. Zdarza się wtedy, że kolejny sezon jest gorszy albo po prostu słaby. W Częstochowie czegoś takiego nie ma. Tutaj cały czas dochodzę nowi ludzie, którzy uczą się taktyki, mentalności i zachowań zespołu. Transfery są przemyślane, żeby później wszystko odpowiednio funkcjonowało. Nawet jak odchodzili od nas ważni zawodnicy, tacy jak – Kamil Piątkowski (do RB Salzburg) czy David Tijanić (Göztepe Izmir – przy. red.), to przychodzili w ich miejsce gracze, którzy potrafili ich zastąpić. Nowi mają jednak czas na wdrożenie się. Jakość zespołu nie spada, a cały czas rośnie. Raków od strony organizacyjnej jest dobrze funkcjonującym mechanizmem. Klub ma stabilność i pomysł, który jest systematycznie realizowany. To wielka siła tej drużyny. Nie ma w tym przypadku. Wszystkie ruchy są przemyślane. Spora w tym zasługa właściciela, zarządu, dyrektorów klubu, ale również trenera, sztabu i piłkarzy, bo też chcą tu coś osiągnąć.

Na co was stać w tym sezonie? Już jest półfinał Pucharu Polski i macie trzy punkty straty do Lecha Poznań. Uważasz, że do końca będziecie bić się o najwyższe cele?

Możliwości do tego jak najbardziej są. Bardzo ciekawy mecz przed nami. Mógłbym teraz powiedzieć dużo rzeczy, ale wszystko zweryfikuje boisko. Siłę trzeba będzie pokazać w Poznaniu, a nie wywiadach.

Ale ten najbliższy mecz z Kolejorzem też będzie dla was weryfikacją waszego obecnego poziomu? Wybieracie się przecież na obiekt lidera. To będzie też jakiś punkt odniesienie?

Lech jest bardzo mocny w tym sezonie. W ich grze widać jakość i polot. To będzie dobry sprawdzian. Uważam, że jesteśmy świetnie przygotowani mamy bardzo dobrą formę.

Według ciebie sprawa mistrzostwa rozstrzygnie się między Rakowem, Lechem i Pogonią?

Osobiście myślę, że wszystko wyjaśni się w tym gronie, ale rywalizacja może potrwać nawet do ostatniej kolejki. Lech i Pogoń mają bardzo silne i wyrównane kadry. Oba zespoły są już doświadczone i poukładane.

W Rakowie macie sporą rywalizację o miejsce w składzie na twojej pozycji – ofensywnego pomocnika. Co prawda Marcin Cebula obecnie leczy uraz, ale są jeszcze: Ivi Lopez, Fabio Sturgeon czy Deian Sorescu. Teoretycznie na tej pozycji mogą grać jeszcze Walerian Gwilia, Ben Lederman czy Szymon Czyż. Spora konkurencja i nie dla każdego jest miejsce w składzie.

Rywalizacja jest potrzebna. Napędza do rozwoju. Musisz próbować i szukać nowych rzeczy, żeby się rozwijać. Konkurencja w Rakowie jest bardzo duża. Na każdym treningu musisz potwierdzać swoją wartość, nie tylko w meczach. Trener Papszun ma szerokie pole manewru. Wszyscy na tym zyskują, jeżeli chcą pracować.

deian-sorescu-mateusz-wdowiak

Zawracasz sobie głowę tematami transferowymi? Zimą jakieś zainteresowanie się pojawiało?

Zupełnie odpuściłem takie tematy. Skoncentrowałem się w pełni na przygotowaniach do rundy wiosennej. Bardzo solidnie popracowałem, podobnie jak cała drużyna.

Indywidualnie jakie masz plany do końca obecnego sezonu? 10 goli w lidze, to jakieś minimum? Obecnie masz siedem bramek.

Zupełnie na to nie będę patrzył. Każdy mecz to będzie osobny rozdział. Dla mnie kluczowe jest odpowiednie podejście taktyczne i mentalne do każdego przeciwnika. Chcę wychodzić na boisko, cieszyć się grą i robić swoją robotę. Jak będą za tym szły gole i asysty – fajnie. Ważniejsze jest jednak, żebyśmy wygrywali. Z drugiej strony gdy będę dokładał liczby to prawdopodobieństwo wygranej w każdym meczu zwiększa się. To wszystko jest ze sobą powiązane. Jak piłkarsko, taktycznie i mentalnie będę odpowiednio przygotowany, to efekty przyjdą same.

ROZMAWIAŁ MACIEJ WĄSOWSKI

 

WIĘCEJ O RAKOWIE:

Fot. Newspix, 400mm.pl

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

3 komentarze

Loading...