Reklama

Dyrektor Guldan sprowadził swojego następcę. Daleko nie szukał

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

16 stycznia 2021, 19:43 • 5 min czytania 14 komentarzy

Lubomir Guldan w ubiegłym tygodniu dość niespodziewanie ogłosił zakończenie piłkarskiej kariery i rozpoczął w Zagłębiu Lubin nowy rozdział – jako dyrektor sportowy. Momentalnie stało się jasne, że jednym z jego pierwszych zadań będzie znalezienie następcy dla samego siebie. I ten następca już się znalazł, całkiem niedaleko. Jest nim Djordje Crnomarković z Lecha Poznań.

Dyrektor Guldan sprowadził swojego następcę. Daleko nie szukał

Serb został wypożyczony do końca sezonu z opcją transferu definitywnego. W umowie między klubami znalazł się zapis zakazujący mu występu przeciwko „Kolejorzowi”. Oznacza to, że Martin Sevela musi sobie poradzić bez niego już w drugiej wiosennej kolejce, bo właśnie wtedy obie drużyny się zmierzą.

Sprowadzenie nowego stopera było w Lubinie potrzebą chwili. Guldan zawiesił buty na kołku po solidnej rundzie w swoim wykonaniu, nadal będąc kapitanem zespołu. Jego przejście na drugą stronę rzeki to spore osłabienie. Ponadto skrócone zostało wypożyczenie z FC Midtjylland Sorena Reese, który od razu znalazł zatrudnienie w AC Horsens. Duńczyk nawet nie zdążył się przedstawić, nie doczekał debiutu w pierwszym zespole (trzy razy zagrał w rezerwach). No i nie zapominajmy, że Lorenco Simić przed świętami przeszedł zabieg kontuzjowanej łękotki i w najlepszym razie wróci na boisko pod koniec lutego.

ZAGŁĘBIE WYGRA Z WISŁĄ PŁOCK? KURS 2.08 W EWINNER!

W efekcie na początku przygotowań Sevela miał do dyspozycji zaledwie trzech nominalnych środkowych obrońców.

  • Dominika Jończego
  • Kamila Kruka
  • trochę już zapomnianego Damiana Oko

Jończy zaczął sezon w podstawowym składzie, ale po przyjściu Simicia wylądował na ławce. Dopiero pod koniec rundy znów zaczął otrzymywać więcej szans i trzeba przyznać, że ogólnie prezentował się bardzo korzystnie. Dopóki nie wróci Simić, wydaje się pewniakiem do wyjściowej jedenastki. 20-letni Kruk został bohaterem derbów ze Śląskiem Wrocław – wszedł na chwilę i zdążył strzelić zwycięskiego gola. Dla tego chłopaka był to jednak jedyny jesienny występ, a całe jego ekstraklasowe doświadczenie zamyka się w trzech meczach. Pokładanie wielkich nadziei w tym, że zaliczy szybki skok jakościowy, byłoby mimo wszystko wysoce ryzykowne.

Reklama

Damian Oko ma za sobą stracony rok. Zagrał tylko raz w Ekstraklasie i to dawno temu – 21 lutego z Piastem Gliwice. Później zaczęły się jego problemy zdrowotne, które na dobre wyeliminował dopiero w ostatnim czasie. Nic dziwnego, że w sierpniu nie przeszedł testów medycznych w Widzewie Łódź. Za nim 11 miesięcy bez jakiegokolwiek oficjalnego meczu. Jego dyspozycja to olbrzymia niewiadoma, zwłaszcza że już przed kontuzją znacznie spuścił z tonu i stracił miejsce w składzie.

ZAGŁĘBIE WYGRA PUCHAR POLSKI? KURS 20.00 W TOTOLOTKU!

W pierwszym tegorocznym sparingu (1:2 z Jagiellonią) Sevela wykorzystał całą trójkę. Grano 3 × 30 minut. Zaczął duet Jończy – Kruk, na drugą tercję za Kruka wszedł Oko, a na trzecią obaj znów się zamienili. W tej sytuacji Crnomarković z miejsca może zostać liderem formacji, zwłaszcza w pierwszych tygodniach, gdy dochodzić do siebie będzie Simić.

Serba na pewno na to stać. Długoterminowo dla Lecha wzmocnieniem się nie okazał, co nie znaczy, że w drużynie stojącej jednak trochę niżej w hierarchii polskiej ligi nie może sobie poradzić. Od początku było wiadomo, że to stoper o raczej topornej charakterystyce, z jasno określonym zestawem zalet i wad. Wejście do ligi miał chwilami wręcz kompromitujące. Nie licząc udanego meczu z Arką, prezentował głównie swoje słabsze strony, czyli niepewność z piłką przy nodze, brak szybkości i tendencję do popełniania głupich błędów, że wspomnimy tylko o czerwonej kartce z Lechią czy zawalonym golu z… Zagłębiem Lubin, po którym na dłużej wylądował na ławce. Dariusz Żuraw zaczął stawiać na duet Satka – Rogne.

Crnomarkoviciowi pozostawało czekać, aż znany z kruchego zdrowia Norweg znów się posypie. Stało się to w lutowym meczu na Jagiellonii i Serb otrzymał drugą szansę. Tym razem jej nie zmarnował. W rundzie rewanżowej oglądaliśmy już obrońcę znacznie pewniejszego i solidniejszego, zwłaszcza po lockdownie. Końcówka ubiegłego sezonu to zdecydowanie najlepszy okres tego piłkarza przy Bułgarskiej. Umieściliśmy go nawet na piątym miejscu w rankingu pozytywnych metamorfoz Ekstraklasy w rundzie wiosennej.

ZAGŁĘBIE LUBIN W TOP 3 SEZONU 20/21? KURS 10.00 W TOTALBET!

Minione półrocze nieco wyrównało jego status. Nie był aż tak dobry jak w czerwcu i lipcu, ale też daleko mu było do parodystycznego poziomu z jesieni 2019. No, poza samą końcówką, gdy dawaliśmy mu po „2” za występy ze Stalą Mielec i z Pogonią Szczecin w zaległym spotkaniu 5. kolejki. Może właśnie bardzo słaby finisz przesądził o jego losach. Wcześniej na krajowym podwórku wyglądał w miarę przyzwoicie, podobnie jak w eliminacjach Ligi Europy, gdzie nawet potrafił wznieść się na ponadprzeciętny poziom. Brutalnie zweryfikowała go natomiast faza grupowa, ostatecznie rozwiewając wszelkie wątpliwości odnośnie tego, czy mówimy o zawodniku, z którym można na poważnie pograć w Europie. Nie mówimy.

Tak podsumowaliśmy postawę Crnomarkovicia w grupie LE: „W każdym z jego trzech występów możemy mu wskazać spore błędy. W starciu z Benfiką ograny jak junior przez Nuneza. W meczu ze Standardem – kretyńska czerwona kartka. Pożegnanie z Rangersami – zamieszany przy dwóch bramkach, rozwinął czerwony dywan przed Ittenem, brakowało tylko kwiatów, chleba i soli. Serb w Ekstraklasie może być solidny, ale Europy z nim w składzie Kolejorz nie podbije”.

Reklama

I to ostatnie zdanie najlepiej oddaje jego poziom. Dla Zagłębia Lubin na tu i teraz to może być fajny nabytek, ale jeśli kiedyś ambicje tego klubu wzrosną i będzie celował w coś więcej niż przejście jednego czy dwóch rywali w pucharowych eliminacjach, to raczej trzeba będzie sięgnąć nieco wyżej. Na razie jednak nie widzimy powodu, żeby uznać ten ruch „Miedziowych” za dyskusyjny. Wszystkie strony mogą na nim skorzystać. Crnomarković po transferach Bartosza Salamona i Antonio Milicia nie miałby większych szans na grę w Poznaniu i tylko traciłby cenny czas.

Fot. Zagłębie Lubin/Accredito

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

14 komentarzy

Loading...