Takie mecze po prostu trzeba wygrywać

redakcja

Autor:redakcja

27 października 2019, 23:58 • 3 min czytania

Takie mecze po prostu trzeba wygrywać

Są mecze, które po prostu trzeba wygrać. Takie, kiedy przeciwnik jest wyraźnie słabszy, ale okoliczności wyrównują szanse, forma dnia nie jest najlepsza, przytrafi się jeden, drugi błąd i robi się nerwowo. Wtedy trzeba po prostu zachować spokój i zimną krew. Nie podpalać się, nie szukać na siłę złotych rozwiązań, nie oddawać inicjatywy, tylko konsekwentnie realizować się wokół swojego potencjału. I tak w niedzielny wieczór zrobić musieli piłkarze KTS-u, którzy po trudnym spotkaniu pokonali na wyjeździe Koronę Warszawa 4:1. 

Reklama

Sztab szkoleniowy KTS-u na starcie z Koroną oddelegował następujące ustawienie:

Wysocki – Strzelecki, Fogler, Joczys, Boji – Boruń, Grzesiak – Ciechański, Fundambu, Januszewski – Madej.

Reklama

Na ławce usiedli:

Byczewski, Klakla, Zalewski, Kondracki, Wąsowski, Rałowiec, Bormański.

Mecz odbywał się na sztucznej murawie, na której, co pokazywała historia, zawodnicy KTS-u nigdy nie czuli się do końca komfortowo (jak Legia!). Do tego w połowie spotkania z nieba lunęła porządna dawka deszczu, więc łatwiej było o niefrasobliwości i niedokładności, co siłą rzeczy zazwyczaj delikatnie premiuje drużyny słabsze technicznie i jakościowo. W tym wypadku Korona mogła tylko na tym skorzystać.

KTS szybko za sprawą Michała Madeja wyszedł na prowadzenie i przez większość spotkania kontrolował wydarzenia boiskowe, ale w jego poczynaniach brakowało konkretów. Zawodziła kreacja w środku pola i sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Można by wręcz pojechać jakimś klasykiem i stwierdzić, że by to typowy mecz walki z centralnym ośrodkiem w środku pola.

Zawodnicy Korony nieźle się bronili, a nie można im przy tym było odmówić inwencji przy konstruowaniu kontrataków, bo kilka razy stworzyli sobie szanse na wyrównanie pod bramką Wysockiego. Przewaga indywidualnej jakości była jednak po stronie gości i nawet błąd obrony KTS-u, który doprowadził do utraty bramki, nie pomieszał w szykach faworyzowanych gości.

Zdecydowała skuteczność Daniela Ciechańskiego, który w każdym kolejnym meczu dokłada kolejny szczebelek do drabiny, dzięki której ma wspiąć się po tytuł króla strzelców A-klasy na wiosnę. Tym razem dwukrotnie pewnymi i mocnymi strzałami zmuszał do kapitulacji golkipera gospodarzy, a do całości swojego statystycznego dorobku dorzucił jeszcze asystę przy bramce Gerarda Borunia.

Skończyło się wysokim 4:1, ale kwestia zwycięstwa wykrystalizowała się właściwie dopiero przy drugim trafieniu Ciechańskiego w 87. minucie spotkania. Mecz był trudny, rywal wymagający, wybiegany i walczący do ostatniego gwizdka arbitra. Tym większa chwała zawodnikom KTS-u za to, że do końca byli skoncentrowani, do końca starali się prowadzić grę, dominować i nie spoczywać na laurach przy relatywnie bezpiecznym prowadzeniu.

Takie mecze po prostu trzeba wygrywać, żeby po rundzie jesiennej wyrobić sobie dobrą pozycję startową przed wiosną, która będzie decydująca w kwestii awansu.

KTS Weszło 4:1 Korona Warszawa

Ciechański 2x, Boruń, Madej

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Reklama
Reklama