Legia z Europą – od pewnego czasu związek dość trudny

redakcja

Autor:redakcja

11 lipca 2019, 23:34 • 4 min czytania

Reklama
Legia z Europą – od pewnego czasu związek dość trudny

Wszyscy pamiętają te stare czasy, gdy Legia Warszawa remisowała z Realem Madryt, odprawiała z kwitkiem Sporting Lizbona, rokrocznie grała w fazie grupowej Ligi Europy, sporadycznie przechodziła do fazy pucharowej. To były dni, podczas których lokomotywę współczynników polskiego futbolu napędzał wyłącznie warszawski węgiel – podczas gdy wszystkie eksportowe drużyny prześcigały się w eurowpierdolach, Legia punktowała, zaskakiwała, pisała historię.

Reklama

Teraz Legia też pisze historię. Podczas gdy wszystkie eksportowe drużyny (wszystkie dwie) nieźle weszły w pucharowy bój, Legia remisuje z WICEMISTRZEM państwa, które ma niewiele więcej mieszkańców, niż warszawiacy miejsc na swoim stadionie.

Najbardziej urzekające w tej historii jest to, że Legia nie spadła w przepaść z dnia na dzień, ona się w nią osuwała, desperacko walcząc o złapanie jakiejś ratunkowej liny.

Dzięki wyrobionym przez lata niezłych występów w Europie współczynnikom, agonia jest wyjątkowo efektowna – długa, bolesna, a przy tym wspomagana przez zespoły właściwie pół-amatorskie. Oczywiście nie twierdzimy, że wszystko zmieniło się po tzw. wojnie właścicielskiej, ale trudno uciec od podzielenia okresu na PRZED i PO, jeśli kształtuje się to mniej więcej tak:

Legia 2013-2017:

Reklama

– faza grupowa Ligi Europy 2013/14 po porażce w boju o Ligę Mistrzów ze Steauą Bukareszt (wcześniej ograne New Saints i Molde)
– faza grupowa Ligi Europy 2014/15 po porażce organizacyjnej z Celtikiem, ograne m.in. dwukrotnie Aktobe, dwukrotnie Metalist Charków i Trabzonspor, raz Lokeren, wpierdol dopiero w 1/16 finału z Ajaksem
– faza grupowa Ligi Europy 2015/16 po wygranych dwumeczach z Botosani, Kukesi, Zorią, w grupie zwycięstwo nad Midtjylland, remis z Brugge, reszta w plecy (w tym dwa razy z Napoli)
– faza grupowa Ligi Mistrzów 2016/17 po wygranych dwumeczach ze Żrinjskim, Trenczynem i Dundalk, potem remis z Realem i zwycięstwo nad Sportingiem, porażka w 1/16 finału LE z Ajaksem

Legia 2017-aż do dziś:

– wpierdol z Astaną (po pokonaniu Mariehamn)
– wpierdol z Sheriffem
– wpierdol z Trnawą (po przejściu Cork City)
– wpierdol z Dudelange
– remis z Europa FC

Przecież to jest jakaś przepaść, jakby nagle legionistom kompletnie odcięło prąd. Można się potknąć raz, drugi, trzeci, ale zaraz miną trzy lata, a Legia na europejskim rozkładzie ma Cork City i Mariehamn, natomiast na szachownicy eurowpierdolu takie figury jak zawsze groźny mołdawski hegemon, ambitny projekt rodem ze Słowacji (borykający się z problemami finansowymi), legendarny Luksemburg i aktualnie wicemistrz Gibraltaru.

Reklama

Tak, wiemy, 0:0 to nie wpierdol, no ale ludzie kochani, to jest już naprawdę koniec świata. Z Astaną pocieszaliśmy się – Kazachstan władował sporą kasę w piłkę, traktuje ją trochę jak narzędzie propagandowe, tam się naprawdę przyzwoicie zarabia, nie ma wielkiego wstydu. Po Sheriffie? No tak, Mołdawia, ale Sheriff to jest właściwie Naddniestrze, w dodatku firma, która ogarnia tam wszystkie tematy od spożywczaków po stacje benzynowe, kasy mają jak lodu. Potem była Trnawa. Gole Grendela i Vlasko, odrzutów z Ekstraklasy. Zaczęła się świecić lampka. Przy odpadnięciu z mistrzem Luksemburga lampka prawie eksplodowała z nagrzania.

Nieliczni sceptycy wytykali, że Luksemburg bogate państwo, a w tym Dudelange to wcale nie listonosze (tylko kasjerzy) w dodatku większość z nich to rezerwowi, pierwszy skład jest już w pełni profesjonalny.

Pozostaje pytanie – jak będziemy pocieszać się dzisiaj? Europa FC z europejskim futbolem ma wspólną głównie nazwę. Gibraltar członkiem UEFA jest mniej więcej od bojów Legii ze Steauą. To jest dopiero piąty ich sezon w Europie, drużyny z Gibraltaru odpadały dotychczas z zespołami z Wysp Owczych, Walii i Kosowa, przechodziły dalej z mieszkańcami Andory, San Marino i Estonii. Największy sukces mistrza, Lincoln Red Imps, to pokonanie Celtiku w pierwszym starciu trzy lata temu, dziś jednak ci sami Impsi przegrywają z mistrzem Kosowa.

Kurwa, im samoloty przez pole karne jeżdżą. I nie dziwcie się, że piszemy „im”, bo przecież cała ta pieprzona liga gra na jednym boisku wciśniętym pomiędzy stację benzynową a pas startowy.

Reklama

I Legia tam jedzie. I nie może strzelić gola.

To jest takie symboliczne – jako finał eurowpierdolowej kampanii legionistów, jako ukoronowanie tych wszystkich europejskich kompromitacji – remis z Europą.

Mamy nadzieję, że w rewanżu Legia rozniesie przeciwnika, a potem dojdzie aż do fazy grupowej, a może i dalej. Na razie jednak fakty są takie, że gdy wzdychamy: „ech, gorzej już chyba być nie może”, Legia odpowiada: „potrzymajcie mi Vukovicia”.

fot. FotoPyk

Reklama

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
1
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama