Reklama

Jakości tyle, co artyzmu u Vegi

redakcja

Autor:redakcja

22 maja 2019, 13:59 • 4 min czytania 0 komentarzy

Rzadko zdarza się, by ludzie wychodzili z kina. Jak już kupują bilety, to raczej siedzą do końca, nawet jeśli na ekranie właśnie leci najgorszy paździerz. No, ale są wyjątki, bo jak byliśmy ostatnio na Kobietach Mafii 2 w reżyserii Patryka Vegi – nie pytajcie, dlaczego tam poszliśmy – to rzeczywiście ktoś miał dość i poszedł w cholerę. I cóż, gdybyśmy mieli porównywać twórczość Zagłębia Sosnowiec do twórczości filmowej, byłyby to właśnie filmy Vegi. Z jedną różnicą. On umie robić pieniądze, mimo bardzo wątpliwej jakości jego dzieł.

Jakości tyle, co artyzmu u Vegi

FABUŁA

We wspomnianym sequelu Kobiet Mafii jest taka scena, w której bohaterki potrzebują kilkudziesięciu milionów na spłacenie długu. Po pół minucie narady stwierdzają rezolutnie, że będą porywać ludzi i sprzedawać ich organy.

Mniej więcej tak sensownie podchodziło do swoich problemów Zagłębie. Nie ma wyników? Skrytykujmy VAR. Nie mamy piłkarzy? Ściągnijmy dziadów zimą. Mamy sporo obcokrajowców? Dorzućmy Litwina za kierownicę. I tak dalej, i tak dalej.

Reklama

OSCAROWA ROLA

Nie ma wątpliwości, że to jedne z nielicznych pozytywnych wyróżnień dla piłkarzy musi trafić do Żarko Udovicicia. 10 bramek, dziewięć asyst, dwa kluczowe podania. W takiej drużynie takie statystyki to wyczyn niezwykły, superbohaterski, Serbem powinien zainteresować się Marvel czy ktoś w tym guście. Szkoda, że ekstraklasa odkryła tego gościa tak późno, bo był pod nosem cały czas, a nie trudno było zauważyć jego gazicha i umiejętności gry do przodu. Przestawienie Żarko wyżej nie było przecież jakimś majstersztykiem trenerskim w stylu przesunięcia Piszczka na prawą obronę. Udovicić kisił się na zapleczu, a przez te sezony widzieliśmy dziesiątki beznadziejnych skrzydłowych w elicie. Szkoda.

Szkoda też tego, jak potraktował go Valdas Ivanauskas, odsuwając piłkarza w pewnym momencie od składu. Słabe zachowanie przeciętnego trenera, ale o nim za chwilę.

CZARNY CHARAKTER

Nie jeden, a kilku. Mowa oczywiście o środkowych obrońcach. Toth, Cichocki, Polczak, Jędrych, Kokoszka… Naprawdę, by umieścić tylu badziewiaków w składzie, trzeba było się mocno postarać, gdyby ktoś teraz chciał ten wyczyn powtórzyć intencjonalnie, mógłby mieć problem, bo i koło przystanku autobusowego znalazłby kogoś poważniejszego do roli stopera. Jeśli ci piłkarze znajdą zatrudnienie w ekstraklasie, nawet w roli magazyniera albo elektryka, trzeba ligę rozwiązać. Ba, nawet kluby pierwszoligowe powinny tych gości omijać. Ich miejsce jest co najwyżej na trzecim poziomie rozgrywkowym i to raczej w drużynach, które nie walczą o awans.

DRUGI PLAN

Reklama

A więc pozytywy nieoczywiste, nieco mniej zauważalne. Wskażemy na Sanogo. Miał chłopak swoje odpały, czerwona kartka z Górnikiem była sporą głupotą, jednak 11 bramek facet sieknął. Więcej niż Parzyszek czy Sobiech, a grał przecież w zespole gorszym o trzynaście klas. Francuz robił, co mógł, bez jego trafień Zagłębie miałoby kilka punktów mniej (plus minus cztery), nie podejmowałby walki w paru innych spotkaniach. Jeśli dawać komuś szansę na dalszy pobyt w lidze, to właśnie jeszcze jemu i Szymonowi Pawłowskiemu (bo Olaf Nowak po prostu wraca do Lubina).

MONTAŻ

Najpierw do kupy to całe ustrojstwo starał się złożyć Dariusz Dudek, ale błyszczał głównie głupimi tekstami na Instagramie, gdzie wrzucał jakieś motywacyjne kwiatki (jakby ktoś nas tak motywował do wstania z łóżka, to spędzilibyśmy w nim całe życie). Wyników nie było i Dudek się zawinął, sądząc, że w GieKSie znalazł fajną posadkę (jak było, wiemy). Zmienił go Ivanauskas, któremu trzeba oddać krótki pozytywny moment – 12 punktów od lutego do kwietnia – ale poza tym zaproponował straszną bryndzę. I na boisku, i poza nim. Mowa tu o wspomnianym już potraktowaniu Udovicicia, ale też o zwykłym pajacowaniu, kiedy Litwin chciał błyszczeć w koszulce odnoszącej się do VAR-u. Nie technologia była przecież głównym problemem Zagłębia, a szukanie takich tematów zastępczych to dziecinada.

MOMENT, W KTÓRYM SCENARZYSTA POPŁYNĄŁ

80 straconych bramek… Tego nie wymyśliłby największy ananas. No, ale w Zagłębiu mogliby otworzyć stragan z ananasami.

DIALOGI, KTÓRE PRZEJDĄ DO KLASYKI

Gol padł już w 2. minucie, kiedy strzelcem był Mateusz Cichocki. Problem rozpoczął się przed wznowieniem gry, kiedy sędzia Zbigniew Dobrynin zaczął dostawać nieprzychylne informacje dla naszego klubu. Na powtórkach widać, że nasz stoper zdobywa bramkę nogą, która jest przed linią defensywy gospodarzy. Z decyzją spalonego należało się zgodzić, jednak od razu w pamięci nasuwa się sytuacja ze Szczecina i totalny brak konsekwencji przy użyciu VAR.

Relacja z oficjalnej strony klubu. Łopatologiczna propaganda, przyznacie.

EFEKTY SPECJALNE

Piotr Polczak. Osiem razy w badziewiakach. Legenda.

 

NAGRODA NA GALI

Złotą Malinę w imieniu Zagłębia, które pojechało już na wakacje, odbierze Ryszard Swetru.

– To wielkie wyróżnienie dla Zagłębia Lubin i całego Pomorza, ale czy jest się sens dziwić? 80 punktów, tylko 29 straconych bramek, udany finisz przed wicemistrzem, Miedzią Chojnice. Gratulacje dla trenera z Litwy, piękny kraj, szczególnie urokliwa jest Ryga. Za rok znów Zagłębie zwycięży, jestem przekonany!

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...