Młodzieżówka pomaga polskiej piłce sięgnąć dna

Norbert Skorzewski

07 września 2018, 20:27 • 3 min czytania

Młodzieżówka pomaga polskiej piłce sięgnąć dna

Rany, niech ten rok się już kończy. Wpierdol pogania wpierdol, jedna kompromitacja nie nadąża za drugą kompromitacją. Sami się gubimy, kto zalicza wszechwpierdol, kto eurowpierdol, a kto tylko agrowpierdol. Jest tego za dużo. I kiedy już wydawało nam się, że gorzej być nie może, okazuje się, iż nasze młode supertalenty – na czele z Dawidem Kownackim – są w stanie pukać w dno od spodu.

Reklama

Są w stanie długo przegrywać z Wyspami Owczymi. Z wulkanicznym archipelagiem, którego całą ludność dałoby się zmieścić w Białej Podlaskiej. Kto przegrywa? Dawid Kownacki, z doświadczeniem na mundialu. Bartosz Kapusta, z doświadczeniem na mistrzostwach Europy. Do tego Paweł Bochniewicz, Mateusz Wieteska, Jakub Piotrowski czy wchodzący z ławki Sebastian Szymański. Niektórzy nieograni, bez rytmu meczowego. Ale czy to może tłumaczyć remis z Wyspami Owczymi?

Nie, to jest wstyd. Drugi bolesny pstryczek w nos od Farerów na przestrzeni kilkunastu miesięcy.

Reklama

Dobra, to nie są ogórki hodowane na glebach próchnicznych (na takich rosną najlepsze, serio), a drużyna, która uciułała w tych eliminacjach pięć punktów, czyli coś tam potrafi, ale spójrzmy z jakimi rywalami jej szło. Pokonała Gruzję, zremisowała z Finlandią. No, kłaniać się raczej nie będziemy. A, no i w listopadzie zeszłego roku podzieliła się punktami z Polską, ale – jak widać – to akurat żadne osiągnięcie nie jest.

Trzeba było pójść drogą Jana Tomaszewskiego, który przyznał, że gówno go obchodzi młodzieżówka i jej wyniki, i sobie ten popis żenady odpuścić. Bo to długo był popis żenady, tak naprawdę zaczęliśmy grać dopiero w końcówce. Jakkolwiek spojrzeć, trochę późno.

Co nas uwierało najbardziej? Przede wszystkim przespana pierwsza połowa i brak kultury gry. Bo kilka sytuacji sobie stworzyliśmy – inna sprawa, że byliśmy strasznie nieskuteczni – ale to, jak prezentowaliśmy się w ogólnym rozrachunku, jest tak samo żenujące jak końcowy wynik.

A ten brzmi 1:1. 1:1 po stracie Kownackiego, który uwikłał się w niepotrzebny drybling. 1:1 po długiej piłce za plecy Wieteski, który źle się ustawił, a potem przegrał pojedynek biegowy (cóż za zaskoczenie). 1:1 po braku asekuracji jego partnerów z obrony. I wreszcie 1:1 po bardzo dobrym, technicznym wykończeniu Jakupa Thomsena. No i 1:1 po miękkim rzucie karnym. Kownacki w drugiej połowie upadł w polu karnym, jakiś kontakt był, ale nie ma co ukrywać, że nasz napastnik sporo dodał od siebie.

Przynajmniej pewnie wykonał jedenastkę, bo wcześniej – jak cała nasza kadra – był potwornie nieskuteczny. Jak już ustaliliśmy – kultury gry u nas nie uświadczyliśmy, a żeby nie rzucać słów na wiatr, przedstawiamy dowód rzeczowy.

W drugiej połowie trochę wiatru robił Jóźwiak, gdyby nie bramkarz gości Karstin Hansen, który wyjął kilka bardzo trudnych piłek – świetna sytuacja Jagiełły czy mocny strzał z linii pola karnego Kownackiego w końcówce – pewnie wyszarpalibyśmy zwycięstwo. No ale się nie udało, gdybanie nie ma sensu. Na własne życzenie skomplikowaliśmy sobie sytuację w grupie, bo Duńczycy wygrali z Finlandią i obecnie zajmują pierwsze miejsce. A nasz terminarz jest wymagający – wyjazd z Finlandią, wizyta w Danii i starcie u siebie z Gruzją.

Życzymy powodzenia… Niby w tych eliminacjach nie przegraliśmy żadnego meczu, ale strasznie skomplikowaliśmy sobie sytuację, przede wszystkim dwukrotnie remisując z Wyspami Owczymi.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama