Dzisiaj wrócę pamięcią to tematu Cracovii. Z jednej strony fajny czas. Piłkarsko nie było ze mną tak tragicznie, miasto fajne, fajna drużyna plus mój ulubiony trener. Z drugiej jednak Jakub Tabisz. Człowiek o jednej twarzy – niesympatycznej. Jeszcze niedawno zacytowałbym filmowego klasyka, pisząc o prezesie Cracovii: „sprawca mego upodlenia, obiekt mej zemsty”. Nie chowam jednak długo w sobie urazy. Zresztą przegrał ze mną sprawę w sądzie, więc mam swoją małą satysfakcję.
Poza tym trochę mi go szkoda. Nikt go nie lubi, nikt mu nie wierzy. Może poza właścicielem klubu, który jest dla Jakuba wyrocznią. Przypomina mi się scena z „Poranku Kojota”. Czuję, że przy Kałuży może to wyglądać podobnie: panie prezesie, Januszu, Jasiu, skosztuj i rozpocznij ucztę… Tak pewnie otwierają catering na loży VIP.
W Cracovii spotkałem wiele barwnych postaci. Bartek Ślusarski. Rzadko miałem okazję grać z tak charakternymi ludźmi. Do tańca i do… może nie aż różańca, ale do grania na pewno. Jeśli w klubie działo się źle, zawsze mogłem liczyć na wsparcie Ślusarza. Według mnie bardzo solidny zawodnik.
Drugą osobą, o której muszę wspomnieć jest Tomek Moskała. Moskit, jeśli to czytasz, wiedz, że tęsknię za Tobą. Nigdy w życiu nie śmiałem się tyle, co w Krakowie przebywając w towarzystwie Tomasza. Gość był nieprawdopodobny. Opowiadał historie typu: „Wiecie, na wakacjach byłem u Ronaldo, ale tego z Brazylii, tego prawdziwego Ronaldo. Poznaliśmy się jeszcze, jak grał w Holandii. Pływaliśmy trochę na jachcie, cygarko, drinek, dupeczki. Wiecie… Klasyka, ale co wy o tym możecie wiedzieć?”.
Mówił to tak poważnie, że młodzi wierzyli we wszystko.
Potrafił wejść do szatni strasznie zły. Pytamy, co się stało. On z całą powagą: „Jestem wkurwiony, bo pożyczyłem gościowi 100 milionów dolarów i nie oddaje“. Oczywiście jak Bush przylatywał do Polski, miał spać u Moskita. Ostatecznie jednak secret service nie wyraziło zgody. Na pytanie: „czy znasz Bruce’a Willisa?”, odpowiadał: „Bruce’a Willisa? Ja znam Bruce’a Lee“.
Dzięki Moskitowi w szatni zawsze było wesoło. W sumie grał też nieźle w piłkę, ale tylko na treningach.
Blisko trzymałem się też z Łukaszem Mierzejewskim. Taka bratnia dusza. We wszystkim się zgadzaliśmy, dobrze grał w piłkę, zawsze był uśmiechnięty i totalnie wyluzowany. Łukasz Masłowski opowiedział mi kiedyś, jak Mierzej rozciągał się na sali porodowej, podczas gdy jego żona właśnie rodziła. Potem tłumaczył, że na drugi dzień był przecież mecz.
Raczej pozytywnym facetem był Tomek Rząsa. Trochę jednak dla mnie za grzeczny. Nie chciał nikogo nigdy urazić, a jak wiemy, o to bardzo ciężko. Osobiście nie lubię polityki. Mówię to, co myślę. Zawsze i każdemu. Tomek raczej unikał tego typu zachowań. Ciężko powiedzieć, czy to wada. Nie wiem. Na pewno mniej problemów.
Miałem do niego kiedyś żal o pewną sytuację.
Tabisz wysłał Tomka, aby powiedział mi o karze za udzielanie wywiadów nie na ściance. Widocznie prezes czuł, że będę zły, wolał więc nie ryzykować. Chodziło o to, że nikt nigdy nie mówił nam, że mamy obowiązek stać na ściance i do tej pory udzielaliśmy wywiadów tam, gdzie redaktor nas zatrzymywał. Nie czułem się więc zobowiązany cokolwiek płacić. Rząsik stwierdził, że prezes ma rację i powinienem zapłacić. Nie zapłaciłem.
Bardzo dobrym człowiekiem był kierownik drużyny. Głupio mi, że nie pamiętam jego nazwiska, ale zawsze zwracaliśmy się do niego: kierowniku. Starszy człowiek, oddany klubowi jak mało kto.
Jak się pewnie domyślacie, nie byłem ulubionym piłkarzem prezesa Tabisza. Kiedy odchodziłem, zarzucał mi w prasie, domagania się specjalnego miejsca parkingowego czy to,że nie chodziłem w dresach klubowych. Z tego, co pamiętam, nigdy nie jeździłem w dżinsach czy garniturze na mecze Cracovii. A jeśli chodzi o parking,h istoria jest taka: Kiedy przyjeżdżałem na pierwsze treningi, parkowałem na parkingu dla zawodników. Któregoś dnia trener Lenczyk nakazał mi parkować koło siebie. – Tak, żeby nikt ci tego auta nie porysował – podsumował trener.
Nigdy nikogo nie prosiłem, a tym bardziej nie domagałem się specjalnego miejsca. Prezes lubił minąć się czasem/często z prawdą.
Mam co do Cracovii mieszane uczucia. Z jednej strony klub jak na polskie realia poukładany. Jest gdzie trenować, jest nowy stadion, płacą na czas, klub ma wielu kibiców. Niby wszystko dobrze, ale coś jednak nie tak.
Moja osobista opinia jest taka, że Jakub Tabisz nie zna się na piłce. To tak jakby prezes banku nie znał się na finansach. Może ma on jakieś inne przymioty. Podobno lubi i umie oszczędzać. Cecha pożądana, szczególnie w tych czasach. Jednak niewystarczająca. Przynajmniej wtedy tak było.
Dzisiaj patrząc na Cracovię, cieszę się, że odbili się od dna. Ł»e wrócili do ekstraklasy i że nieźle w niej sobie dają radę. Nie wiem, na ile jest to zasługa trenera Stawowego, ile w tym mocy wyższych (jak wiemy, w Cracovii bardzo na nie liczą), a na ile dobrych ruchów prezesa Tabisza. Niemniej jednak, jeśli miałbym wymienić kluby, które chciałbym widzieć dobrze grające w ekstraklasie, Cracovia byłaby wśród nich.
Nie będę już opowiadał wam o tym, co nie funkcjonowało w klubie dobrze, jakie wpadki zaliczał prezes, jak traktował młodych zawodników czy jakie stosował chwyty podczas negocjacji kontraktów. Widząc dobre wyniki Cracovii, daję prezesowi Tabiszowi czystą kartę. Może się zmienił, może wyciągnął wnioski? Mam taką nadzieję. Będę jednak monitorował sytuację i w razie potrzeby wrócę do tematu.
Jak to mówią: I`ll be watching you…
***
Aha, poniżej rozwiązanie konkursu twitterowego. Wygrani (obejdzie się bez uścisku dłoni prezesa):
@and_klemba
@pucil25
@cli5hy (nie powinien się liczyć, bo zna temat od środka:)
@michalewskiG
@rafalj1979
@laguna_jan
@kubapolkowski
@dwebersm (punkty ujemne również – jest blisko sedna:)
@kmita_maciej
Nagroda pocieszenia dla
@yacoop
@stivnyhooy
za Nakoulmę 🙂
RADOSŁAW MATUSIAK