Rozstrzelali nam się w ostatnich tygodniach obrońcy. W tym tygodniu trafiał Celeban, ostatnio gola załadował Szukała dla Steauy, a teraz Artur Jędrzejczyk postanowił nie być gorszy i pokonał bramkarza CSKA. Jego trafienie wystarczyło, by Krasnodar wygrał z utytułowanym rywalem i wskoczył na piąte miejsce tabeli, a więc dające awans do pucharów. Drużyna byłego legionisty znajduje się teraz zaledwie jeden punkt za CSKA, a trzy przed Amkarem Perm Janusza Gola, który ma jednak do rozegrania jeden mecz więcej.
Trzeba przyznać, że Jędrzejczyk wykonał rajd do przodu, jakiego nie powstydziłby się skrzydłowy. Być może niektórzy obrońcy zebraliby nawet burę w szatni za takie odważne wyjście, bo „Jędza” znalazł się pozycji rasowej „dziewiątki” – dokładnie przed stoperami, poszukał okazji do złamania spalonego i momentalnie ją znalazł, gdyż zaspał prawy obrońca CSKA, Nabatatkin, zostając dwa metry za środkowymi. Na pierwszy rzut oka wydawało się wręcz, że Artur miał po prostu szczęście, bo sędzia się pomylił, ale po analizie stopklatki wygląda na to, że puszczenie akcji przed arbitra było prawidłową decyzją. Jędrzejczyk wyszedł sam na sam i naprawdę, jak patrzymy na to wykończenie oraz jak przed chwilą idealnie w tempo wyszedł do prostopadłego podania, to nie możemy nie odnieść wrażenia, że po prostu minął się z powołaniem. Powinien własnie grać z Lewym w ataku kadry, skoro na luzie, pięknym lobikiem, pokonuje golkipera klasy Akinfiejewa.
Na pewno premierowy gol w Rosji smakuje znacznie słodziej, gdy przynosi trzy punkty, zostaje strzelony tak uznanemu bramkarzowi, a w pokonanym polu pozostawia Hondę, Tosicia i Elma. Jędrzejczyk nie ma problemów z miejscem w składzie Krasnodara, to pewniak, który z boiska w tym sezonie zszedł tylko raz: za czerwoną kartkę. Zawieszenie wykluczyło go z jednej gry, trener dał mu też odpocząć w kolejce następującej po zgrupowaniu kadry na Ukrainę i Anglię. Ale poza tym? Wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym.
Ktoś jeszcze twierdzi, że przechodząc do Rosji nie postawił na rozwój?
Fot. FotoPyK