Wilshere jak Weszło, czyli… Anglia debatuje o farbowanych lisach

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2013, 19:40 • 4 min czytania

Reklama

Czy wam się to podoba, czy nie, wkraczamy w epokę farbowanych lisów. Okres, w którym wszelkie granice są płynne i coraz mniejszej liczbie ludzi przeszkadza, że futbol reprezentacyjny staje się futbolem klubowym. Już za moment barw Hiszpanii bronił będzie dwukrotny reprezentant Brazylii, a „wonderkid” z Manchesteru zasiądzie przy stole z ojcem, by przedyskutować, która reprezentacja oferuje mu lepsze perspektywy – Anglia czy Belgia? A może w przypływie patriotyzmu zdecyduje się na Kosowo? Albo Albanię? Nierealne. Bo czy ktoś mając do wyboru Chelsea i FK Tirana skłoni się ku temu drugiemu?
Piłkarska Anglia od kilku dni debatuje tylko na ten temat, a my – czytając tamtejsze media – mamy przed oczami deja vu. Tyle że rolę Obraniaka/Perquisa odgrywa tutaj Adnan Januzaj, a Błaszczykowskiego – Jack Wilshere. Ten pierwszy to prawdziwy – uwaga, trudne słowo! – apatryda, czyli bezpaństwowiec. Osoba, która może reprezentować kilka krajów, w pełni nie utożsamia się z żadnym, ale za to w każdym budzi coś pomiędzy zazdrością a frustracją. Większość chciałaby go w swoich szeregach, mając z drugiej strony przekonanie, że liczy się wyłącznie interes 18-latka, nad którym wciąż zastanawia się jego ojciec. Machina spekulacyjna ruszyła, a Januzaj senior waha się, czy bardziej opłaca się oddać syna w ręce Belgów czy… odczekać pięć lat – to podstawowy wymóg – i pozwolić mu reprezentować Anglię.

Reklama

Ten drugi scenariusz raczej jest niemożliwy, ale na Wyspach mimo wszystko wzbudził spory niesmak. Jako pierwszy zareagował wspomniany Wilshere, który wypuścił na temat Januzaja kilkanaście tweetów. W skrócie chodziło o to, że choć Adnan jest wspaniałym zawodnikiem, nie każdy, kto mieszka w Anglii, ma prawo czuć się Anglikiem. Po takich słowach momentalnie wytworzyły się dwa obozy. Atakujące Wilshere’a i wypominające mu, że Anglię w biegach reprezentuje urodzony w Somalii Mo Farah oraz broniące go. Tych drugich jest zdecydowanie więcej. A należą do nich…

– Harry Redknapp: – Stoję za Wilsherem. Niektóre kluby Premier League mają drużyny młodzieżowe absolutnie wypełnione obcokrajowcami. Niedługo w ogóle nie będzie w nich Anglików. Nasze dzieci, które chodzą do akademii w wieku 8, 9 czy 10 lat dążą do bycia zawodowcami, ale w reprezentacji Anglii nie będzie dla nich przyszłości, jeśli będziemy pozwalać na takie sytuacje.

– Alan Shearer: – Rozumiem, że gra ewoluuje, ale jeśli spędziłeś w kraju 5 czy 6 lat, to nie znaczy, że możesz grać w reprezentacji Anglii. Jeśli chcesz być Anglikiem i grać w barwach tego kraju, powinieneś się w nim urodzić.

Gary Lineker dorzucił natomiast, że Wilshere po zakończeniu kariery będzie świetnym ekspertem telewizyjnym. A w międzyczasie starania o Januzaja wznowiły dwie reprezentacje. Anglia, która już skontaktowała się z jego ojcem oraz Belgia, która nawet wysłała powołanie. Chłopak odrzucił je jednak, twierdząc, że nie jest jeszcze gotowy na podejmowanie tak trudnych decyzji i najpierw woli ustabilizować swoją sytuację w klubie, z którym notabene negocjuje właśnie nowy kontrakt. Selekcjonerowi Wilmotsowi taka gra na zwłokę zupełnie nie przeszkadza. Podkreśla, że szanuje decyzję piłkarza, ale chce się wkrótce z nim spotkać, by poznać jego uczucia do kraju, w którym spędził sześć lat grając w młodzieżówkach Anderlechtu.

Reklama

W całym tym sporze Anglia na 99% stoi na straconej pozycji. Jeśli Januzaj faktycznie poczeka na obywatelstwo te pięć lat, to w wieku 23 nie będzie miał na koncie ani jednego występu w kadrze. Jeżeli natomiast wybierze Belgię, bardzo możliwe, że za rok będziemy go oglądać na brazylijskim mundialu. – W tej sprawie nie chodzi o indywidualności, ale reguły, jakich chcemy przestrzegać. Powinniśmy na nie popatrzeć i zastanowić się: „OK, stawiamy granicę tutaj czy tam” – wypowiadał się dość enigmatycznie szef federacji, Greg Dyke, nie chcąc nikomu się narazić. Jeśli z góry odrzuciłby Januzaja, zaczęto by go krytykować, że reprezentacja nie ma wyników i rezygnuje z wielkich talentów. Z drugiej jednak strony – gdyby ułatwił piłkarzowi United drogę do kadry – mogłoby to stworzyć podstawy do niebezpiecznego precedensu. Już teraz kluby Premier League zaledwie 1/10 wydają na transfery Anglików, a liczba minut rozegranych przez nich w lidze spadła przez dziesięć lat o połowę. Młode talenty pojawiają się z taką częstotliwością jak w Albanii, a dyskusja o przyszłości kadry brzmi bardziej jak zbiór najlepszych mów pogrzebowych, niż zjazd optymistów z działu marketingu.

Januzaj otwiera poniekąd nowy rozdział w angielskim futbolu – rozdział, w którym jeden z ostatnich bastionów pozytywnie rozumianego nacjonalizmu staje się kolejnym przyczółkiem dla wielobarwnej i wielonarodowościowej mozaiki. Co gorsza, zestawienie Adnana z młodymi angielskimi zawodnikami prowadzi do smutnych wniosków – albo import, albo dalszy impas bez jakichkolwiek sukcesów reprezentacyjnych. Ciąg dalszy? Januzaj niemal na pewno nie wybiegnie na murawy w koszulce Synów Albionu, ale sam fakt, że podjęto dyskusję na ten temat to czerwony alarm dla całego angielskiego środowiska futbolowego. Przecież w czasach Scholesa, Gerrarda, Lamparda i Beckhama nikt nawet nie pisnąłby o naturalizacjach ludzi, którzy dobili na Wyspy kilkanaście miesięcy wcześniej. Teraz Adnan to temat czołówkowy, zarówno w brukowcach, jak i szanowanych magazynach opiniotwórczych. Gdy opadnie kurz po tym huraganie zostanie tylko jedno smutne pytanie – jak źle ma się futbol spod znaku Trzech Lwów, skoro wszyscy oszaleli na punkcie nastoletniego podróżnika?

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama