Lubański wyleciał z Polonii, bo chciał zrobić całkiem rozsądny transfer?

redakcja

Autor:redakcja

07 stycznia 2012, 13:44 • 3 min czytania

Lubański wyleciał z Polonii, bo chciał zrobić całkiem rozsądny transfer?

Miało być jak nigdy, a skończyło się jak zawsze. Lubańskiego i Jagiełły nie ma już przy Konwiktorskiej, gdzie trwa autorytaryzm Józefa Wojciechowskiego. Ten właśnie zwolnił obu panów, bo po pierwsze – obaj, podobno bez uzgodnienia, wyjechali sobie na długi urlop do Belgii, a po drugie… w międzyczasie chcieli kupić mu napastnika. I to być może całkiem przyzwoitego, biorąc pod uwagę patałachów, jacy wcześniej trafiali do klubu.
Belgijski duet został zatrudniony, aby zająć się polityką transferową, ale kiedy wreszcie mógł udowodnić swoje kompetencje, kiedy wreszcie zostało otwarte okienko i kiedy mieli już dogadanego pierwszego piłkarza… Józek kazał im spierdalać. Oczywiście, nie bez powodów. Jednym z nich, jak czytamy w „Przeglądzie Sportowym”, miała być chęć ściągnięcia napastnika, co trzeba uznać za absolutnie skandaliczne i niezrozumiałe, biorąc pod uwagę, że jeden był wiceprezesem ds. sportowych, a drugi dyrektorem sportowym.

Reklama

– Mówili, że w tym sezonie prawie nie grał, bo był skłócony ze swoim trenerem. Ale nawet mój prawnik, który nie zna się na piłce, spojrzał na jego statystyki i mówi: „coś tu jest nie tak, bo on przecież ma sześć występów i tylko jedną bramkę”. Doszliśmy do wniosku, że nic dziwnego, że jest tam skłócony, bo gdyby u nas na sześć spotkań tylko raz trafiał do siatki, to też pewnie bylibyśmy z nim w konflikcie – powiedział Wojciechowski w rozmowie z „PS”.

Ten napastnik, to Aloys Nong ze Standardu Liege. Faktycznie strzelił jednego gola w sześciu meczach ligi belgijskiej, ale tylko w jednym z tych meczów grał przez dziewięćdziesiąt minut. Kameruńczyk strzelił też dwa gole w spotkaniu z jakimiś ogórkami w krajowym pucharze i zagrał kilka minut w Lidze Europy. Może nie są to oszałamiające statystyki, ale biorąc pod uwagę też jego występy w poprzednich klubach – tragedii nie ma. Nie jest już, co prawda, młodzieniaszkiem, ale ważne, że od dłuższego czasu przebywa w Belgii, grał tam w kilku klubach, więc nie ma tak wielkiego ryzyka, że przyjedzie z jakąś ukrytą wadą, co już nie byłoby takie pewne w przypadku, gdyby sprowadzono go bezpośrednio z Afryki.

Reklama

Najbardziej poraża jednak postawa Wojciechowskiego… Ten facet nadal niczego się nie nauczył. Nadal nie ma bladego pojęcia o piłce, a w dodatku, słucha porad takich samych laików, zwalniając – jak głupi – kolejnych dyrektorów. Tym razem wolał posłuchać prawnika niż dwójki ludzi, których zatrudnił właśnie do robienia transferów.

Ciekawe, co szybciej się skończy? Pieniądze Wojciechowskiego (wątpliwe) czy jego bezmyślne zachowanie? I kiedy liczba dyrektorów sportowych Polonii przekroczy setkę? Póki co, tempo jest niezłe. Lubański i Jagiełło nie doczekali nawet swojego pierwszego transferu, a już wracają do siebie. Do niższych lig belgijskich.

TOMASZ KWAŚNIAK

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama