Jeszcze kilka tygodni temu władze Arisu snuły plany o długiej, pięknej przyszłości z Michałem Probierzem na ławce. Probierz nadzieje też miał wielkie – w końcu sporo zyskiwał sportowo i jeszcze więcej finansowo (nie zapominajmy, że przechodził z ŁKS). Ale miłość Michaela Prompierza i jego dynamiki Marsa z Grekami nie trwała zbyt długo. Ledwie dwa miesiące i jeden dzień.
– W rzeczywistości, jego zadanie było bardzo trudne. Musiał stawić czoła pracy z ogromną kadrą (37 piłkarzy), z którą nie miał czasu się dobrze zapoznać. Klub natychmiast oczekiwał wyników, bo był w desperackiej potrzebie zdobycia punktów. Po optymistycznym początku przyszedł czas na wahania formy, duże wzloty i upadki. Kibice Arisu winią piłkarzy, a nie Probierza, choć wszyscy pamiętają, jak pewnie i zdecydowanie trener wypowiadał się o pozytywnej przyszłości drużyny – mówi nam Giorgios Totsikas, dziennikarz serwisu pressaris.gr.
Magiczne dotknięcie ręką Probierza, leczące wszelkie problemy, w Grecji nie zadziałało. Owszem, Aris pokonał choćby Panathinaikos, ale w trzech ostatnich meczach ugrał ledwie jeden punkt, nie zdobył żadnego gola. Co więc zadecydowało o końcu współpracy? – Wyniki, ale też kilka innych czynników. Jakich? O tym mówić nie chcę – ucina Ioannis Kontis, dyrektor wykonawczy klubu.
– Probierz odsunął od zespołu wartościowych piłkarzy, jak Prittas czy Papasterianos, nie dał im już kolejnej szansy. To skomplikowało jego relacje w klubie. Poza tym, pozostał nieugięty w sprawie Nery’ego Castillo, najdroższego zawodnika Arisu. Nie zgodził się na jego powrót do drużyny – tłumaczy Totsikas.
O zwolnieniu Probierza porozmawialiśmy z prezesem Arisu… To znaczy, próbowaliśmy porozmawiać. Stwierdził, że w tym temacie nie ma nic do powiedzenia i szybko się rozłączył. Z Kontisem też zamieniliśmy tylko kilka słów, bo połączenie przerwało i dodzwonić już się nie udało.
– Nie jest tajemnicą, że klub ma problemy z płynnością finansową. Ł»aden z piłkarzy, członek sztabu szkoleniowego czy personelu nie otrzymywał wypłat od dwóch, trzech miesięcy. W tej sprawie Probierz rozmawiał z władzami klubu 30 grudnia, a po spotkaniu zaczął opowiadać polskim mediom o problemach Arisu – relacjonuje Totsikas. Może to też wkurzyło prezesów? Sprawa skończyła się jednak tak, że trener ani nie pożegnał się osobiście z zawodnikami (zadzwonił jedynie do Nikosa Lazaridisa i Juricy Vranjesa), ani sam nie odebrał swoich rzeczy z klubu, tylko kogoś wysłał. Ciekawe, czemu.
PIOTR TOMASIK