Reklama

„Karabinek” się zatrzymał. Dziś ciężko o nim tak w ogóle mówić

redakcja

Autor:redakcja

27 maja 2017, 10:37 • 7 min czytania 0 komentarzy

Na początku sezonu ciągnął za uszy Koronę. Odnosiło się wrażenie, że bramki przychodzą mu z dziecinną łatwością, a co tylko spróbuje wykończyć, kończy w sieci. Wydawało się, że Łukasz Sekulski wreszcie na dobre rozgościł się w ekstraklasie, gdzie udowodnił, że jeżeli ktoś potrafi strzelać seryjnie w II lidze, to jest w stanie to powtórzyć na najwyższym poziomie. Dziś jednak zamiast strzelać – daje Piastowi Gliwice asysty w najważniejszych meczach sezonu. Czy ma z tego taką satysfakcję jak ze strzelania? Dlaczego wiosną grał „na prochach” i czy w Jagiellonii, z której jest wypożyczony, jest jeszcze dla niego przyszłość? O tym wszystkim mówi nam w krótkiej rozmowie przed meczem z Wisłą Płock.

„Karabinek” się zatrzymał. Dziś ciężko o nim tak w ogóle mówić

Na początku sezonu pisaliśmy „już czas, by uwolnić ten potencjał, który dostrzegł w tobie Michał Probierz, co nie Łukasz?”. Czujesz, że go od tamtej pory uwolniłeś?

Ten sezon ma dla mnie dwa oblicza. Początek w Koronie miałem ekstra, wszystko układało się po mojej myśli, bo było zdrowie i regularna gra, ale druga część rundy to już z kolei ciężka kontuzja w Kielcach, która ciągnęła się do końca roku. Miałem rundę z głowy po 10 meczach. No i wiosna, gdzie cały czas dochodzę do formy. Dostałem szansę, żeby przyjść do Gliwic, pomóc chłopakom w spokojnym bycie. Od początku było w miarę okej, ale trzy kolejki i kolejna kontuzja.

Tym razem bark.

Przypadek. Uraz mechaniczny w starciu z bramkarzem. Tak to bywa, że napastnik idzie na piłkę, bramkarz idzie wysoko z kolanem… No i znowu się to wszystko porwało. Znowu ponad miesiąc i kilka meczów przerwy. Można wchodzić z ławki powoli, ale to wszystko jest takie świeże. No i kurczę, zanim się rozkręciłem, zanim dostałem plac, to trochę zeszło. Więc odpowiadając na pierwsze pytanie – wydaje mi się, że nie, że jeszcze tego potencjału w pełni nie uwolniłem. Ale cieszę się tym, że ostatnio miałem czwarty mecz z rzędu z asystą, więc ta końcówka zaczyna napawać optymizmem.

Reklama

Jak to się stało, że zimą Korona nie zdecydowała się na wykup napastnika, który na początku sezonu strzelał bardzo regularnie?

W Koronie wszystko wyglądało na to, że zostanę. Że tam będę walczył z naprawdę fajną ekipą z Kielc o górną ósemkę. Ale kontuzja bardzo mocno pokrzyżowała plany, Korona nie zdecydowała się na wykupienie mnie z Białegostoku. Trochę mnie to dziwiło, ale takie jest życie.

Szczególnie, że tam w Kielcach mogłeś się w pewnym momencie czuć bardzo mocny. Jak strzelałeś piątego gola, to był twój bodaj dziewiąty strzał na bramkę. Co uderzałeś, to wpadało.

Jeśli było tak, jak mówisz, to szacun (śmiech). Faktycznie, czułem, że strzały siedzą, że drużyna na mnie gra, że trener na mnie bardzo mocno stawia. Sam się nie spodziewałem, że to wszystko może przyjść tak łatwo, tak szybko. Bodaj po ósmym meczu jakiś kolega wysłał mi screena klasyfikacji strzelców z 90minut, gdzie byłem na pierwszej pozycji. Wiadomo, że to początek sezonu, ale miła sprawa.

A Jagiellonia? Jak czujesz, czemu tam nie wyszło? Wydawało się, że trafiasz na idealny okres, żeby się przebić – odszedł Patryk Tuszyński, pozycja napastnika nie była jakoś mocno obsadzona.

Powiedzenie, że „trochę brakuje szczęścia” jest oklepane, wiem, ale patrząc stricte na moją osobę… Początek w Białymstoku nie był taki zły – w debiucie strzeliłem bramkę, w ekstraklasowym debiucie, bo wcześniej w lidze nie grałem. W następnym meczu dałem piękną asystę do Maćka Gajosa. W czterech meczach wychodziłem w podstawowym składzie, potem w Lidze Europy w każdym z czterech spotkań wystąpiłem. No i potem trener uznał, jak przegraliśmy rewanż w pucharach, że w następnym meczu nie zagram. Skład mi się trochę oddalił, po czym jak znów zacząłem go łapać, wydaje mi się, że jakaś asysta wpadła, to pech. Wyrostek robaczkowy. Nigdy w życiu nie miałem większych problemów ze zdrowiem, a tu nawet nie kontuzja, tylko po prostu choroba. No i znowu miesiąc w czachę. Jak wracam, to zanim się człowiek dokooptuje do składu, to trwa. Miesiąc leżenia, dwa tygodnie gonienia, mini-obozu, a tu się zbliża koniec rundy. Ale miałem kilka wejść mimo wszystko. No i chyba wtedy trener Probierz był ze mnie niezadowolony, bo powiedział mi wprost, że nie będzie na mnie stawiał i żebym sobie poszedł na jakieś wypożyczenie. Jagiellonia przeciekła mi przez palce. Podpisałem kontrakt na trzy lata, a byłem kilka miesięcy.

Reklama

Czyli na kontrakcie jesteś tam jeszcze przez rok. Widzisz jeszcze dla siebie przyszłość w Jadze?

Ja sobie nie mam nic do zarzucenia, myślę, że Jagiellonia mi również. Decyzję o mojej przyszłości podjął trener, który zadecydował, że nie widzi mnie w swoim projekcie na kolejne sezony. Nie mam żalu, podajemy sobie rękę gdy rywalizujemy. Ale póki on jest w Jagiellonii, pewnie nie będzie chciał ze mnie korzystać, woli innych zawodników. A z prezesem Kuleszą mam bardzo dobre relacje, gdy podejmujemy decyzję o kolejnym wypożyczeniu, to nigdy nie robił mi żadnych problemów. Z Jagiellonią nie mam na pieńku, po prostu trener ze mnie zrezygnował i tyle.

Liczysz po cichu na to nowe rozdanie? Trener Probierz ma odejść po sezonie.

Nie wiem, czy trener oficjalnie się wypowiedział, że dziękuje, nie śledziłem tego. Aczkolwiek słyszałem, że chciałby odejść i spróbować sił gdzie indziej. Ja nadal jestem zawodnikiem Jagiellonii i jeśli tylko będą mnie tam chcieć, dostanę sygnał, że mam się stawić na pierwszym treningu u nowego trenera, to będę musiał to zrobić. Ale na dzień dzisiejszy to, co będzie za tych kilka tygodni, to jedna, wielka niewiadoma.

Piast dawał sygnały, że chcą cię tu na dłużej?

Na ten moment nie było żadnej rozmowy. Wcześniej były jakieś sygnały. Ale nie ma co ukrywać, że pokładanych nadziei nie spełniłem do końca. Napastnika rozlicza się z bramek, a tych w Gliwicach nie mam.

Aleksandar Sedlar i Hebert ci nie docinają, że jako obrońcy mają więcej bramek? 

Aż tak to nie. Ale każdemu napastnikowi, jak ma słabszy moment, bardzo dużo daje jakikolwiek gol, nieważne – ładny, brzydki. Uważam, że w Piaście zostawiłem jak dotąd bardzo dużo zdrowia. Wraz ze sztabem medycznym włożyliśmy dużo wysiłku, abym mógł być do dyspozycji trenera i pomóc drużynie choć w krótkim wymiarze czasowym. Teraz, w decydujących meczach, mogę wreszcie chociaż asystami dopisać sobie mały plusik. Gorzej, że ten „karabinek” się zatrzymał, bo dzisiaj ciężko w ogóle tak mówić o nim. „Karabinek” (śmiech).

W Koronie miałeś gole i nie miałeś asyst, tu kompletnie na odwrót.

Szczerze mówiąc wolałbym na początku sezonu nie strzelać i asystować, a teraz trafiać tak często jak wtedy. Dużo lepiej być w dyspozycji właśnie teraz, przed letnią przerwą. Zostawić dobre wrażenie. Zawsze mi wpajano, że u napastnika patrzy się w pierwszej kolejności na gole, ale jeżeli ich nie ma, trzeba zapobiec takiemu „pustkowiu”, coś się musi dziać mimo wszystko. Asysty w piłce nie są tak ważne dla ogółu, jak gole, o wiele mniej nagradzane. Ale ja się szczerze cieszę, koledzy mocno to doceniają.

A trener?

Wiem doskonale, że i trener Latal, i trener Wdowczyk liczyli na gole i dlatego tutaj zostałem sprowadzony. Ostatnie zdjęcie mnie w przerwie też o czymś świadczyło. Trener widocznie uznał, że to nie to.

Bardziej rozregulowały cię te częste zmiany otoczenia czy urazy?

W mojej głowie – wyłącznie kontuzje. Nikt o tym nie wie, ale ja zimy w ogóle nie przepracowałem. Wiemy, co to znaczy dla sportowca, szczególnie dla piłkarza, dwa ciężkie obozy zimowe. Jeden ciężki, gdzie mnóstwo się biega, drugi – na nabranie rytmu meczowego w Turcji czy coś w tym stylu. To jest taka rzecz, którą tłumaczę sam przed sobą czasami to, że nie do końca idzie. Najzwyczajniej w świecie wiem, że stać mnie na dużo więcej. O ile lepiej mógłbym grać, gdyby było zdrowie, „fizyka”, ten fundament w postaci przygotowań. Wtedy trzeba łatać, wszystko jest takie… szarpane.

Która z kontuzji bardziej cię podłamała – ta przywodziciela w Koronie czy barku już tutaj, w Gliwicach?

Nigdy wcześniej nie miałem kontuzji poważnych, 4-miesięcznych czy coś w tym stylu. Dlatego zdecydowanie ta w Koronie. Po super początku, gdy czułem się rozpędzony, a koledzy śmiali się, że chciałem być pierwszy wszystko: karne pierwszy, rożne pierwszy, auty pierwszy, bramki pierwszy. Tak to miało wyglądać. Z tą dyspozycją w Kielcach mogło być bardzo dobrze. Wyszło jak wyszło.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...