Z cyklu: zawody ekstremalne. Niełatwo być marketingowcem Śląska Wrocław

Piotr Tomasik

02 października 2016, 10:59 • 3 min czytania

Reklama
Z cyklu: zawody ekstremalne. Niełatwo być marketingowcem Śląska Wrocław

Dawno, dawno temu, chyba jeszcze w czasach, w których Adam Nawałka częściej zakładał bezrękawnik niż gustowne szaliczki, a Jakuba Meresińskiego znali tylko bywalcy siłowni i modnych klubów, stadion Śląska Wrocław bywał nazywany twierdzą. Wierzcie lub nie, ale odpaliliśmy nasze archiwum i stoi to jak byk! Ale na tym nie koniec historycznych ciekawostek, wyobraźcie sobie bowiem, że kiedyś na piękny wrocławski obiekt przychodziło średnio 14 878 kibiców, co było trzecią największą frekwencją w Ekstraklasie. 

Reklama

Stare, dobre czasy.

No dobra – nie tak stare, jak to przedstawiliśmy. Fakty te jedynie wydają się prehistorią, a to kwestia tylko kilku sezonów wstecz. Jednak patrząc na to, co dzisiaj dzieje się w Śląsku Wrocław, trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie można było zaliczyć taki zjazd.

Średnia frekwencja w poprzednim sezonie to zaledwie 8741 widzów. W tym jak na razie 1500 głów więcej, ale jesteśmy sceptyczni co do tego, czy ten wzrost utrzyma się na dłuższą metę. Terminarz jednak ma znaczenia. A we Wrocławiu wyposzczony, zanęcony niezłą końcówką poprzedniego sezonu kibic, na dzień dobry dostał spotkanie z Lechem Poznań, a później mecz przyjaźni z Lechią – właśnie w tych okolicznościach upatrywaliśmy przyczyn wzrostu.

No bo w czym innym? W grze piłkarzy? Zapomnijcie!

Reklama

A wychodzimy z założenia, że w przypadku piłki nożnej nawet najlepsi marketingowcy na rynku, którzy stanęliby na głowie, by stadion zapełnić w jak największym stopniu, nie mają takich możliwości jak zawodnicy. Wybaczcie fekalne porównanie, ale dobrze oddaje ono istotę sprawy – kupa zawinięta w piękny papierek to numer dobry na jeden raz. Za drugim razem już raczej trudno kogokolwiek nabrać, że w środku jest cukierek.

0-0 z Lechem Poznań
0-0 z Lechią Gdańsk
0-0 z Wisłą Płock
1-2 z Ruchem Chorzów
0-4 z Jagiellonią Białystok

KATASTROFA. Śląsk Wrocław jest jedyną drużyną w Ekstraklasie, która w tym sezonie jeszcze nie wygrała u siebie. Jednak nie wiemy, co jest bardziej dołujące – ten fakt czy może to, że przez 450 minut męczenia buły wrocławianom udało się wcisnąć ledwie jedną bramkę i to z rzutu karnego! Powiedzieć, że trener Rumak i jego drużyna nie pomagają zbytnio w zapełnieniu stadionu to jak nic nie powiedzieć. Oni wkładają w tej sytuacji kij w szprychy. Oczywiście nie twierdzimy, że poza tym wrocławski klub funkcjonuje jak ta lala, ale jeszcze raz – największa władza jest w nogach piłkarzy i głowie trenera.

Dziś kolejna szansa na przełamanie, rywalem ostatnio przyzwoicie radząca sobie poza własnym stadionem Bruk-Bet Termalica. Szczerze mówiąc, powodów do optymizmu u wrocławian na razie widzimy mniej więcej tyle, co włosów na głowie Michała Pazdana.

Reklama

hASVrDY

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
7
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
7
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował