Reklama

Bonin poszukiwany listem gończym: zabił mecz z Koroną

redakcja

Autor:redakcja

17 września 2016, 17:27 • 3 min czytania 0 komentarzy

Spóźniasz się na pociąg, a tymczasem okazuje się, że dzięki temu łapiesz szybszy, w dodatku jedziesz za darmo bo konduktor ma urodziny i w przedziale polewa Cristala. Wbijając gwoździa w ścianę wybijasz metrowej wielkości dziurę, a potem okazuje się, że wewnątrz ukryty jest skarb piratów. Tak – są w życiu czasem takie dni, kiedy wychodzi wszystko. Dni, kiedy wyszedłbyś w lutym do lasu, a wrócił z koszykiem podgrzybków. Taki dzień miał dzisiaj Grzegorz Bonin, przy którym istniało uzasadnione ryzyko, że nawet gdyby wycofywał piłkę do bramkarza, to padłaby z tego bramka sezonu.

Bonin poszukiwany listem gończym: zabił mecz z Koroną

Kandydatury i tak przedstawił dwie, obie właściwie z niczego. Najpierw – co sam bez bicia przyznał – wrzutka, ale taka, że wpada Gostomskiemu idealnie za kołnierz. Niebawem Dejmek wystawia mu głową piłkę na woleja, a Bonin posyła bombę taką, że od dziś będziemy go nazywać Kodżiro z Tczewa. Canal+ wyliczył, że futbolówka leciała z prędkością 97 kilometrów – być może jedynym minusem dzisiejszego wieczoru będzie policyjny mandat, przecież wszystko działo się w terenie zabudowanym. Do przerwy w meczu Grzegorz Bonin – Korona Kielce bezdyskusyjne 2:0, a jeszcze przecież inicjował wiele akcji zaczepnych, nie mówiąc o wisience na torcie – asyście przy 4:0.

Bolączką Górnika Łęczna do tej pory często nie była słaba gra, a skuteczność. Rzucali wyzwanie rywalom w praktycznie każdym spotkaniu, ale albo dobrze im szło tak do dwudziestego metra, albo na dziewiątce grały klony Ślusarskiego. Przez ostatnie ligowe dwie i pół godziny mają jednak bilans 7:0 i wydaje się, że Rybarski jest w finalnym etapie opracowywania receptury na trapiące Górników choróbsko. Bo przecież Łęczna dzisiaj to nie tylko Bonin, choć jego show najbardziej rzucał się w oczy: bramka Śpiączki to kolejne cacko (zarówno lob jak i podania Drewniaka), fajnie umiał stworzyć zagrożenie Chicharito z Lubelszczyzny, jak zwykle szarpał Piesio, a wrodzone ADHD wspomnianego Śpiączki przekładało się na realne korzyści dla drużyny.

Korona została stłamszona? Na przestrzeni całego meczu na pewno tak, choć to nie musiało być lanie jak od ojca po nie zdaniu ZPT w drugiej klasie podstawówki. Do przerwy przeciętny mecz dwóch równorzędnych drużyn, które bardziej zainteresowane były zagraniami rodem z MMA albo zapasów. Ale wtedy Bonin zmienił obraz meczu, wymusił na obu ekipach inne podejście – tym bardziej należy docenić jego wkład w grę. I przyznać, że kielczanie w nowej roli kompletnie się nie odnaleźli. Defensorzy popełniali przedszkolne błędy, Kallaste został wrzucony na taką karuzelę, że w głowie będzie się kręcić przez kolejny tydzień, a Wierchowcowi chyba w najbliższych tygodniach pozostanie wspominanie starych dobrych czasów, gdy Wilman nie bał się wystawić go w składzie.

Ale Koronie korona z głowy nie spadnie – ten mecz może ich wręcz orzeźwić. Przypomnieć, że pozycja w tabeli, owszem, fajna, ale została wypracowana dyscypliną, tyraniem od pierwszej do ostatniej minuty, a także brakiem lekceważenia dla kogokolwiek.

Reklama

skład

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...