Reklama

Himalaje futbolu. Piłka i jej przygody w tybetańskiej krainie

redakcja

Autor:redakcja

07 września 2016, 10:17 • 14 min czytania 0 komentarzy

Na świecie nie brakuje rzeczy, które na pierwszy rzut oka kompletnie do siebie nie pasują, a i po głębszej analizie miedzy nimi nie znajdziemy żadnego punktu stycznego. Jednak piłka nożna pokazała już wiele razy, że może być czynnikiem, który połączy punkt A z punktem B nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, czy niesprzyjających okolicznościach. To dzięki futbolowi dochodzi często do spotkań dwóch zwaśnionych stron, które mają ze sobą na pieńku, na polu politycznym. Piłka potrafi przełamać najtwardsze lody, przebić się przez mury, które czasem budowane od niepamiętnych czasów, padają jak domek z kart. Jej moc wykorzystywana jest także do zamanifestowania swojego pochodzenia, często zwrócenia uwagi na miejsca o których rzadko, kiedy usłyszymy na co dzień. Jednym z takich zakątków na świecie, próbujących przebić się do międzynarodowej społeczności jest Tybet – historyczna kraina na Dachu Świata.

Himalaje futbolu. Piłka i jej przygody w tybetańskiej krainie

Malownicze państwo, nie ma niepodległości. Po dziś dzień okupowane jest przez Chińczyków, którzy uważają, że region ten od zawsze był ich częścią. Szacuje się, że od momentu ataku Chin w 1950 roku, zginęło już ponad milion Tybetańczyków – na porządku dziennym są liczne represje, aresztowania czy nawet tortury.

Jednak w nawet tak nieprzyjaznym miejscu, futbol znajdzie lukę przez którą wślizgnie się do świadomości miejscowej ludności. Po raz pierwszy piłkę na tybetańskiej ziemi kopnięto ponad sto lat temu, kiedy Brytyjczycy zbudowali wojskowe centrum szkoleniowe w Lhasie w 1913 roku. Nowa dyscyplina szybko podbiła serca Azjatów, co zaowocowało natychmiastowym wzrostem jej popularności w tym regionie. Na fali zachłyśnięcia się futbolem, w ciągu kilku kolejnych dekad powstało wiele zespołów, w tym ten najbardziej renomowany, czyli Kham.

„Piłka została wprowadzona do Tybetu przez Brytyjczyków. Od tamtej pory kochamy futbol, a wysportowani Tybetańczycy idealnie nadają się do gry. Futbol jest u nas najpopularniejszym sportem.” – zdradza trener reprezentacji Kalsang Dhondup.

Screen Shot 09-05-16 at 08.43 AM 001

Reklama

Rok 1936. Grupa miejscowych ludzi biegających za piłką w Lhasie.

Po tłustych latach przyszły chude. Ekspansja futbolu na Tybet została brutalnie zahamowana w 1966 roku przez chińskiego przywódcę Mao Zedonga. Rewolucja kulturalna zaprojektowana i wprowadzona przez dyktatora miała destrukcyjny wpływ na dalszy rozwój piłki w Tybecie, a symbolem tych działań było wyburzenie Stadionu Narodowego w Kham. Wraz z narastającą niestabilnością w regionie, w nadziei na lepszą przyszłość, coraz więcej Tybetańczyków uciekało do Indii. Szacuje się, że na terytorium tego kraju przebywa około 150,000 imigrantów. Wraz z wędrującą ludnością i z problemami jakimi musieli się mierzyć miejscowi, nie powinien dziwić fakt, że pod koniec lat siedemdziesiątych piłkarskie marzenia Tybetu były rozbite.

Pierwsze symptomy reaktywacji futbolu zaczęły pojawiać się dopiero w 1981 roku, gdy Tybetańscy imigranci postanowili poprzez nową inicjatywę, wskrzesić zamiłowanie do piłki. W tym właśnie roku odbyła się pierwsza edycja młodzieżowego turnieju na cześć pamięci matki 14. Dalajlamy (Gyalyum Chenmo Memorial Gold Cup). Jego celem było wyłowienie największych talentów wśród młodzieży, która miała w zamyśle stanowić w przyszłości siłę pierwszej drużyny narodowej. Oprócz aspektu czysto sportowego, impreza miała również doprowadzić do zbliżenia się Tybetańczyków w trudnych czasach, w jakich się znaleźli. Tak więc w ostatnim tygodniu lipca Tybetańscy uchodźcy zbierają się w miejscowości Karnataka, gdzie rywalizują od 35 lat. Podczas ubiegłorocznej edycji po raz pierwszy oprócz drużyn z Indii i Nepalu, pojawiło się również po jednym zespole z USA, Kanady i Europy. Łącznie w trakcie 12 dni o puchar GCMGC walczyło w sumie 29 drużyn, w tym 22 kluby z Indii i trzy z Nepalu.

Screen Shot 09-05-16 at 08.43 AM 002

Ceremonia otwarcia turnieju Gyalyum Chenmo Memorial Gold Cup

Młodzi Tybetańscy zawodnicy, tak jak ich kadra, muszą zmagać się z wieloma często podstawowymi przeszkodami: brakiem sponsorów, błotnistymi terenami nienadającymi się do gry, czy brakiem profesjonalnego trenera. Wszystkie te niegodności są jednak niczym w porównaniu do chęci tych chłopaków, dla których liczy się tylko rozegranie tych kilku spotkań.

Reklama

Gelek Janta, grający kierownik zespołu Kerala FC ujawnił, że jego drużyna po tym jak nie znalazła sponsora, musiała za własne pieniądze kupić koszulki, buty i skarpetki: – Zebraliśmy 1500 rupii (25 dolarów) od każdego z graczy, ale krew i pot są warte poświecenia, jeśli niektórzy z nas trafią do drużyny narodowej. Większość tybetańskich piłkarzy jest jeszcze na studiach i mało trenuje. Kilku z nich wcześnie rozpocznie pracę, aby wesprzeć swoje rodziny. Trudno jest przekonać krewnych, aby ich dzieci grały w piłkę nożną, kiedy w tym czasie mogliby zarabiać. Jeśli dozna kontuzji lub złamie koniczynę, cierpi cała rodzina, ponieważ będzie mniej zarabiać.

Co ciekawe, ubiegłoroczna edycja była nawet transmitowana za pośrednictwem oficjalnego kanału Youtube. Jeszcze bardziej innowacyjna była tegoroczna impreza. Po raz pierwszy zorganizowano ją poza terytorium Indii, w odległej Kanadzie. Udział w turnieju wzięły miejscowe drużyny oraz kilka ekip ze Stanów Zjednoczonych. Zwycięzca wyjechał z Toronto bogatszy o 3000 dolarów.

Ze względu na życie na emigracji i brak zrzeszenia w strukturach FIFA, Tybetowi bardzo trudno jest rozegrać jakikolwiek mecz na szczeblu międzynarodowym. Głównym powodem jest dobór sparingpartnera i sama organizacja takiego wydarzenia. Wąskie grono reprezentacji nieuznawanych przez FIFA i problem z uzyskaniem wiz sprawia, że Tybetańscy piłkarze czasem tylko raz na kilka lat mają szansę zmierzyć się z innymi nacjami. Jednym z piłkarzy grających w reprezentacji jest Tenzin, który nie chciał podać swojego nazwiska z powodu obaw o bezpieczeństwo swoich krewnych w ojczyźnie.
„Uciekłem z Tybetu w 1996 roku i czuję się bardzo, bardzo wyjątkowo z faktu bycia częścią drużyny narodowej. To naprawdę podniosła chwila dla mnie”.

Kolejny z nich, pomocnik Sona Topgjal, który na co dzień pracuje w fabryce soków dodaje: „Od 2000 roku, kiedy zacząłem uczęszczać do szkoły, słyszę o reprezentacji. Później miałem sen, że pewnego dnia będę reprezentował Tybet. Gdy po raz pierwszy stanąłem na boisku i śpiewałem hymn, naprawdę byłem dumny ze swojego kraju”.

Oprócz typowo organizacyjnych spraw, Tybetańczycy musza zmagać się również z silnym naporem ze strony Chińczyków, którzy chcą mieć kontrolę nad Tybetem i tłumią każdy przejaw niezależności.

„Tybetańska reprezentacja piłkarska jest jedną z głównych przeszkód dla Chin. Nie podoba im się fakt istnienia tego zespołu. Ale czy tego chcą czy nie, będziemy grać” – wyjawia trener i najlepszy strzelec w historii reprezentacji, Kelsang Dhondup

W państwie na uchodźstwie ciężko o jakiekolwiek profesjonalne struktury, dlatego nic dziwnego, że brakuje też wykwalifikowanych trenerów. Tę role pełnią zwykle starsi gracze lub ci, którzy brali udział w poprzednich turniejach. Jednym z nich jest Lobsang Norbu, który grał przeciwko Grenlandii w 2001 roku, kiedy to zdobył pierwszą i jedyną bramkę dla swojej reprezentacji, pracuje teraz jako nauczyciel wychowania fizycznego.

„Dobrze jest wcześnie rozpocząć grę – dzieci powinny zapisywać się do szkolnego zespołu do ukończenia ósmego roku życia.” – mówi 42-letni trener.

Dorosła reprezentacja Tybetu swój pierwszy mecz rozegrała w 1999 roku w Bolonii, po tym jak młodsza siostra Dalajlamy przyjęła zaproszenie od włoskiego zespołu muzycznego Dinamo Rock, który zarazem był jej sparingpartnerem. Rywal z pewnością był dość niespotykany, ale sama podróż do Włoch musiała być ogromnym przeżyciem dla Azjatów. Ostatecznie przybysze z dalekiego Wschodu pokonali muzyków 5:3. Jedna z kolejnych wypraw do Europy miała miejsce siedem lat później, gdy kadra udała się na rozgrywany w Hamburgu turniej FIFI Wild Cup. Jeśli tego typu przedsięwzięcie odbywa się akurat w tym mieście, to gospodarzem nie mogła być inna drużyna niż Sankt Pauli, które znane jest ze swych antyrasistowskich i antyfaszystowskich poglądów. Oprócz Tybetańczyków do rywalizacji przystąpiły reprezentacje Grenlandii, Cypru Północnego, Gibraltaru i Zanzibaru. Piłkarze z Himalajów trafili do Grupy A, gdzie oprócz gospodarzy znalazła się będąca od paru lat członkiem FIFA drużyna Gibraltaru. Jeszcze w tym samym roku kadra Tybetu udała się w kolejną podróż do Europy, na turniej ELF Cup, który został organizowany przez Związek Piłkarski Cypru Północnego. Tak jak w Niemczech, również tu byli typowym chłopcem do bicia: zajęli nie tylko ostatnie miejsce w grupie, ale również w całym turnieju, który zakończyli bez strzelonego gola, i z aż dwunastoma straconymi. Za swoisty sukces mogli natomiast uznać przyznaną im nagrodę Fair Play.

Historycznym momentem dla tamtejszej piłki i dla samej drużyny narodowej mógł się okazać rok 2012. To w tym roku mieli szanse po raz pierwszy wystąpić w VIVA World Cup – turnieju organizowanego przez federację NF-Board, do której należą drużyny niezrzeszone w FIFA, w tym Tybet, który dołączył na stałe 10 lat temu. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach problemem okazały się pieniądze, a raczej ich brak. Dlatego po tym jak nie udało się znaleźć sponsora na zakup biletów lotniczych, zawodnicy ostatecznie zostali w domu, pozbawieni wielkiej przygody. Jednym z ostatnich turniejów na jakim się znaleźli był, uwaga – All India Shaheed Dal Bahadur Durgamal Mal Gold Cup – który został rozegrany pod koniec kwietnia 2013 roku. Udział w rozgrywkach wzięły zespoły z całych Indii oraz Nepalu i Bhutanu, a zawody rozegrano w hinduskiej Dharamsali, gdzie znajduje się dom duchowego przywódcy Tybetu Dalajlamy i placówka tybetańskiego rządu na uchodźstwie. Podczas turnieju zawodnicy nosili czarne opaski, aby pokazać swoją solidarność z Tybetańczykami w Tybecie.

Latem ubiegłego roku podczas kobiecej imprezy futbolowej (Discover Football) doszło do wydarzenia bez precedensu – po raz pierwszy od 1959 roku naprzeciw siebie stanęli sportowcy z Chin i Tybetu. Była to również pierwsza wyprawa żeńskiej tybetańskiej drużyny sportowej do innego kraju. Samo miejsce zmagań było symboliczne, ponieważ piłkarki rozgrywały spotkania w pobliżu części dawnego muru berlińskiego. Kobieca drużyna, prowadzona przez amerykankę Cassie Childers, żeby mieć jakiekolwiek szanse na udział w tym turnieju, musiała podjąć radykalną decyzję o oderwaniu się od krajowego związku sportowego. Aktualnie, po odcięciu się od federacji, żeńska reprezentacja jest niezależnym stowarzyszeniem.

Screen Shot 09-05-16 at 08.43 AM 003

Żeńska reprezentacja Tybetu podczas turnieju Discover Football w Berlinie.

„Najpierw musieliśmy zebrać wszystkie właściwe dokumenty w celu uzyskania hinduskiej wizy powrotnej i tej niemieckiej. To był bardzo trudny proces, a udział w nim musieli wziąć wszyscy uczestnicy. Cudem nam się udało – kilka godzin poślizgu i byłoby za późno.„W miedzy czasie cały proces musieliśmy zachować w tajemnicy tak, aby nie dowiedział się chiński rząd. Gdyby dowiedzieli się, że zespół reprezentujący Tybet ma brać udział w imprezie, mogliby starać się uniemożliwić nam udział lub uniemożliwić uczestnictwo Chińczykom.”

Występ drużyny w Europie był niewątpliwie okazją do zaprezentowania się w narodowych barwach i podkreślenia swojego własnego pochodzenia. Mając tego świadomość piłkarki postanowiły zrobić sobie zdjęcie z tybetańską flagą w budynku niemieckiego parlamentu. Jak same później przyznały, chciały pokazać, że Tybet nadal jest globalnym problemem. Oprócz aspektu politycznego, turniej w Niemczech był również niesamowitą sprawą dla samych zawodniczek, ponieważ w ich kraju po prostu wmawia się młodym kobietom, aby nie grały w piłkę, gdyż jest to sport typowo dla chłopców. Na szczęście, problem zaczyna rozwiązywać się na samej górze i na początku czerwca tego roku w stolicy Tybetańskiej diaspory – Dharamsali, odbył się pierwszy w historii żeński turniej piłkarski. Do czterodniowych zmagań przystąpiły cztery zespoły: trzy hinduskie i oczywiście reprezentacja Tybetu.

W 2011 roku  zdecydowano się również na utworzenie specjalnego programu dla przyszłych piłkarek, w pierwszym roku jego działania inicjatywa objęła dziewięć tybetańskich szkół w Indiach, dzięki czemu w międzyszkolnych turniejach wzięło udział 180 nastoletnich dziewcząt.

Inna niezwykła historia, którą mogło napisać tylko samo życie, rozpoczęła się w 1997 roku, gdy młody Duńczyk Michael Nybrandt razem z innym kolega postanowili przeżyć niepowtarzalną przygodę i ruszyli tandemem po Tybecie. Wybór akurat tego zakątka świata nie był przypadkowy, ponieważ 26-letni turysta od zawsze był zafascynowany kultura tybetańską. Znaczenie tej wyprawy najlepiej oddają jego własne słowa: „Spotkanie przyjaznych Tybetańczyków zmieniło ścieżkę mojego życia.”

Podczas jednego z dni wędrówki natrafili na tybetański klasztor, w którym mogli bezpiecznie się schronić i w którym ostatecznie spędzili kilka dni. Te parę nocy miało kluczowy wpływ na dalszą historię.

„Po prostu okazało się, że mnisi lubili piłkę nożną, a to zakończyło się wspólną grą obok ich świątyni. Tej samej nocy śniło mi się, że jestem trenerem tybetańskiej reprezentacji. Ten sen nie dawał mi spokoju, aż do momentu, gdy zdałem sobie sprawę, że Tybet nawet nie ma swojej drużyny.”

Screen Shot 09-05-16 at 08.44 AM

W 2010 roku Michael Nybrandt wydał powieść graficzną na podstawie własnej historii.

Michael, pomimo pewnego doświadczenia w grze na półprofesjonalnym poziomie, nigdy nie był trenerem. Mimo to, wizja prowadzenia zespołu z tak odległego kraju nawiedzała go nawet po powrocie do domu.

– Kiedy wróciłem, postanowiłem przystąpić do Kaospilot (alternatywna szkoła biznesu) w Aarhus i w trakcie pogłębiania swojej wiedzy, ten sen stał się dla mnie centralnym punktem. Moi koledzy ze studiów i dyrektor naciskali mnie w kierunku pomysłu i mówili: „Jeśli Tybet nie ma piłkarskiej reprezentacji, to dlaczego nie można im pomoc jej utworzyć? Postanowiłem to zrobić.

Podczas trzeciego roku studiów, aby dowiedzieć się więcej o tybetańskiej kulturze, niezwykle zdeterminowany Duńczyk udał się specjalnie do Indii, do tybetańskich uchodźców. Po zapoznaniu się ze zwyczajami i kulturą Tybetu, wyniki swoich badań zaprezentował tybetańskiemu rządowi, który również znajduje się w hinduskim Dharamsali. Powodem jego działań było rzecz jasna przedstawienie tamtejszemu rządowi pomysłu stworzenia piłkarskiej reprezentacji, o której w pewnym momencie przestali nawet marzyć. „Pomyślałem, że stworzenie takiej drużyny jest sposobem, by dać tybetańskiej młodzieży w Indiach nadzieję i marzenia” – mówi Nybrandt.

Michael robił co mógł na spotkaniu z przedstawicielami władz, ale w rządzie byli też dość konserwatywni ludzie, którzy nie byli pozytywnie nastawieni do tego pomysłu. Jednak podczas jednej z przerw na herbatę porozmawiał z siostrą Dalajlamy, która była bardziej entuzjastycznie nastawiona do jego propozycji i zdecydowała się udzielić mu pomocy. Dzięki jej wsparciu i determinacji młodego Duńczyka, w 2000 roku powstał Tybetański Związek Piłki Nożnej. Niedługo po tym jak wykonał swoją pierwszą misję i wrócił do rodzimego kraju do Danii przyjechał Dalajlama.

„Kiedy Dalajlama odwiedził Danię, zrobiono nam zdjęcie z pierwszym tybetańskim strojem piłkarskim i wtedy ludzie zobaczyli, że faktycznie powstaje tam drużyna piłkarska.”

Screen Shot 09-05-16 at 08.44 AM 001

Michael Nybrandt na wspólnym zdjęciu z duchowym przywódcą Tybetu – Dalajlamą.

Dla młodego Duńczyka projekt pod tytułem „Reprezentacja Tybetu” był największym wyzwaniem w jego życiu, gdyż musiał zmierzyć się z różnicami politycznymi, kulturalnymi i finansowymi – niezbędnymi do utworzenia zespołu. Ostatecznie dopiął swego i pierwszy mecz został zaplanowany w Kopenhadze przeciwko drużynie Grenlandii, która także nie jest zrzeszona w FIFA. Historyczny występ drużyny Tybetu odbił się szerokim echem na całym świecie – o wydarzeniu informowały takie światowe media jak CNN i BBC, a szereg sponsorów wykazał się szczególnym zainteresowaniem. Na przykład firma Hummel obiecała wówczas dostarczać stroje drużyny narodowej w ciągu najbliższych pięciu lat. Również sami piłkarze doświadczyli niecodziennych sytuacji. Z pewnością musieli być bardzo zdziwieni, gdy miejscowe dzieci chciały otrzymać ich autograf.

O pracy Duńczyka najlepiej świadczy fakt, że tybetańscy kadrowicze stworzyli własną piosenkę i to w rytmie pop, która była poświęcona właśnie Nybrandtowi. Ostatecznie Michael odniósł ogromny sukces organizacyjno-sportowy, ale zanim do niego doszło, musiał zmierzyć się z kilkoma przeszkodami.

„Chiny zaczęły zagrażać wszystkim zainteresowanym stronom. Mieliśmy problem ze znalezieniem graczy i uzyskaniem wiz, a kilka dni przed meczem rozpoczął się strajk na lotnisku w Grenlandii, dlatego polowa zawodników z wyspy została w Nuuk i trener musiał znaleźć kilu nowych w Danii”.

Mimo wszelkich przeciwności, 30 czerwca 2001 roku mecz doszedł do skutku i okazał się sporym wydarzeniem, co oddaje liczba 5000 widzów na stadionie. Choć jego drużyna uległa 4:1, to już sam fakt zorganizowania takiego przedsięwzięcia jest zwycięstwem samym w sobie.

Po raz pierwszy graliśmy na trawiastym podłożu. W Dharamsali trenowaliśmy na ubłoconej ziemi, przez którą przebiegała ścieżka dla mieszkańców i spacerowało bydło” – mówi uczestnik tego spotkania Gompo Dorjee.

Nybrandt jest obecnie grafikiem, a dodatkowo zajmuje się zdobywaniem funduszy, między innymi dla UNICEF i Save the Children. Mimo, ze reprezentacja Tybetu powoli zaczyna żyć swoim własnym życiem i jest zarządzana przez inne osoby, to nasz bohater nadal jest międzynarodowym koordynatorem drużyny narodowej.

Zespół kobiecy naprawdę zaczyna być dobry i wygrał nawet mecz w Indiach. Męska drużyna, od czasu pierwszego spotkania z Grenlandią, była już pięciokrotnie w Europie. Myślę, że moja podróż miała swój cel. Zmieniła również moje życie. Poznałem swoją żonę, gdy wyjechałem z drużyną na międzynarodowy turniej do Hamburga. Żyjemy razem w Kopenhadze z dwójką dzieci”.

Jak wiadomo Tybet każdemu z nas kojarzy się głównie z duchowym przywódcą Dalajlamą, z którym także wiąże się bardzo ciekawa historia świadcząca o tym, jaką sympatią darzy on futbol.

Screen Shot 09-05-16 at 08.44 AM 002

Podczas jego wizyty w Barcelonie we wrześniu 2007 roku spotkał się prywatnie z Carlesem Puyolem – na specjalną prośbę Hiszpana.

Otóż w 2013 roku do finału Pucharu Ligi Angielskiej awansowała występująca na poziomie League Two drużyna Bradford City, która w drodze na Wembley spuściła łomot trzem klubom Premier League. Tym samym „The Bantams” stali się pierwszym czwartoligowcem od ponad 50 lat, który dotarł aż do finału. Po tym sukcesie, jeszcze przed ostatecznym starciem, na jednej z konferencji prasowych ujawniono, że duchowy przywódca tuż przed finałem wysłał list wsparcia dla piłkarzy Bradford. Pamięć Dalajlamy akurat o tym klubie nie jest przypadkowa, ponieważ rok wcześniej grupa Przyjaciół Bradford City (Friends of Bradford City) podczas Międzynarodowego Forum Biznesu w Leeds wręczyła mu charakterystyczną bordowo-bursztynową koszulkę klubu i uczyniła go jego honorowym prezydentem.

Losy tybetańskiej piłki nożnej są niezwykle zagmatwane, a przeszkody z jakimi muszą się mierzyć są wielkości Himalajów. Ci, którzy uciekli do Indii, dzięki futbolowi próbują zacieśniać więzi swoich rodaków przebywających na uchodźstwie, ale również wykorzystują go do zwrócenia uwagi międzynarodowej społeczności na brak niepodległości Tybetu. Przykład tej malowniczej krainy doskonale pokazuje, że piłka nożna to nie tylko dyscyplina sportowa i dobry biznes.

Artur Kliński

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...