Debiuty wywołują zwykle u piłkarzy miłe skojarzenia. Wiecie, pierwszy raz wkładacie jakąś koszulkę podczas meczu, witacie się z kibicami, macie niepowtarzalną okazję, by z buta wejść w nowe miejsce. Nawet jeśli od razu nie uda się znaleźć wspólnego języka z nowymi kolegami i nie zdołacie walnąć hat-tricka, zwykle jest to pozytywne wspomnienie. Wczoraj w barwach Napoli zadebiutowała dwójka Polaków – Arek Milik i Piotr Zieliński – i ciężko nam sobie wyobrazić, by co najmniej jeden z nich opowiadał swoim wnukom po latach o tym meczu przy kominku.
66 minut. Cztery bramki. Gol co 16,5 minuty. Taki bilans Manolo Gabbadiniego (rywala Milika o miejsce na szpicy) w meczu z Monaco to jasny sygnał: Arku, czujesz chyba ten oddech na plecach, prawda?
Teoretycznie napastnik kupiony za taką kasę jak Milik powinien mieć miejsce w pierwszym składzie z urzędu, lecz… Gabbiadini jest nieco innego zdania. Kiedy większość obserwatorów w ciemno typowała Polaka do pierwszego składu i sugerowała, że Włoch nie ma większych szans, on z miną szefa obwieścił wszem i wobec „challange accepted”. Napastnik Napoli już w tamtym sezonie udowadniał, że nie jest gościem z pierwszej łapanki. 5 bramek i 3 asysty w lidze. Mało? W sumie tak, ale jeśli weźmiemy szanse, które otrzymał (544 minuty), daje to wpisanie się do protokołu raz na 68 minut. Przy Higuanie o kolejne minuty było cholernie ciężko, Milik to – nie da się ukryć – nazwisko o dużo mniejszej renomie. Czytaj: dużo łatwiej będzie podjąć decyzję, by go odstawić.
Jak w tym sparingu spisał się sam Milik? Bez szału. Ograniczył się głównie do podań do najbliższego, miał pod koniec świetną sytuację (sam ją zresztą wypracował grając z klepki i ruszając do przodu), ale zabrakło mu dobrego wykończenia. Jeśli Milik chce zacząć sezon jako pierwszy napastnik, musi szybko wejść na najwyższe obroty. Zieliński zaliczył natomiast więcej kontaktów z piłką, ale także nikt nie posądzi go o wynalezienie prochu.
Aha, po tym sparingu niezbyt przyjemną wiadomość mamy także dla Glika: może i przy żadnej z pięciu bramek zbyt głęboko swoich palców nie pomaczał, ale i tak przed nim masa roboty, by zrobić z tej defensywy monolit. Obrońcy Monaco biegali trochę jak dzieci we mgle. Zresztą, piątka w plecy mówi sama za siebie.
Wszystkie zagrania Milika.
Wszystkie zagrania Zielińskiego.