Bartosz Nowak przegrał zakład. A razem z nim cała GieKSa

Mikołaj Duda

24 października 2026, 17:10 • 4 min czytania 15

Reklama
Bartosz Nowak przegrał zakład. A razem z nim cała GieKSa

Bartosz Nowak ma szczęście, że jego pozycja w zespole jest niepodważalna i w wielu poprzednich spotkaniach był bohaterem. Gdyby ktoś inny popisał się taką nonszalancją, to mógłby mieć niewesoło u Rafała Góraka. Przy rzucie karnym zgubiła go zbyt duża pewność siebie i postanowił się założyć z Xavierem Dziekońskim. Nie wiemy, jaka była stawka, ale wiemy, że to bramkarz Korony wyszedł górą z tego pojedynku. 

Reklama

GKS Katowice nie miał w Kielcach zbyt wielu dobrych okazji na gola. Nie miał pomysłu, w jaki sposób przechytrzyć defensywę rywala i Xavier Dziekoński nie musiał się jakoś specjalnie uwijać. Właściwie taka naprawdę dogodna okazja była jedna. Bartosz Nowak ustawił piłkę na 11. metrze i raczej wszyscy spodziewaliśmy się, że wkrótce wyląduje w siatce. Ale cóż, ciężko nam jakkolwiek wytłumaczyć to, co się wtedy wydarzyło.

Korona Kielce – GKS Katowice 1:0. Bartosz Nowak często był bohaterem, ale teraz? Zawiódł po całości

Jesteśmy w stanie zrozumieć, że komuś zdarzy się źle wykonać karnego, spudłować. Zje go presja albo po prostu coś nie wyjdzie. Bywa. Ale to co zrobił Bartosz Nowak – ciężko to inaczej nazwać – czysty idiotyzm. Założył się z Xavierem Dziekońskim, że pośle piłkę w jego prawy róg. Bramkarz Korony na chwilę przed strzałem jeszcze się upewnił, a rywal mu potwierdził.

Reklama

I efekt był dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać. Bartosz Nowak uderzył tam, gdzie zapowiadał, a Xavier Dziekoński poleciał w swoje prawo i piłkę odbił. Na dowód, że sobie tego nie wymyśliliśmy, to bramkarz Korony w rozmowie w przerwie spotkania na antenie Canal Plus dokładnie potwierdził taki przebieg wydarzeń. Dodał, że znał przeciwnika na tyle dobrze, że był pewny, że nie zostanie oszukany.

Pół biedy, gdyby to wydarzyło się przy wyniku 3:0 i do końca byłoby kilka minut. A to mógł być moment, który przesądziłby o końcowym wyniku. Nie wiemy, czy Korona po straconej bramce zdołałaby się podnieść. O tym się już jednak nie przekonany.

Reklama

Można się jeszcze zastanawiać, czy do tego rzutu karnego w ogóle powinno dojść. Chwilę wcześniej faul Martina Remacle’a na rzut wolny był mocno dyskusyjny. Natomiast samo przewinienie w szesnastce było bezdyskusyjne. Wiktor Długosz przegrał pozycję z Lukasem Klemenzem i kompletnie niepotrzebnie sprowadził go do parteru.

Upiekło mu się dzięki interwencji Dziekońskiego, a w drugiej części przynajmniej częściowo się zrehabilitował. To właśnie po jego podaniu Camilo Mena wkręcił w ziemię Pau Restę i strzelił decydującego gola. Swoją drogą tym razem nie popisał się Alan Czerwiński. Gdyby dość wyraźnie nie złamał linii spalonego, to bramka zwyczajnie nie zostałaby uznana.

Reklama

Korona wygrała zasłużenie. Zatrważająca niemoc GKS-u

I uczciwie trzeba przyznać, że Korona wygrała jak najbardziej zasłużenie. Niedość, że całkowicie zneutralizowała ofensywne gwiazdy przeciwnika, to stworzyła sobie okazje, by wynik był bardziej okazały. Tyle że akurat tego popołudnia dobrze dysponowany był Gabriel Kobylak, który co najmniej dwa razy uratował swój zespół. W pierwszej części świetnie wyjął główkę Mariusza Stępińskiego, a w samej końcówce błysnął refleksem przy uderzeniu Morgana Fassbendera z kilku metrów.

Sporo pomagał mu także Lukas Klemenz, który nie tylko wywalczył rzut karny, ale pod własną bramką wykazał się równie dużą skutecznością. Przede wszystkim kapitalnie interweniował wślizgiem na linii bramkowej przy dobitce wspomnianego uderzenia Stępińskiego.

Rafał Górak może jednak żałować, że za postawą bramkarza i lidera defensywy nie poszła reszta jego zespołu. Dla Bartosza Nowaka to prawdopodobnie było najsłabsze spotkanie w tym roku. Nawet pomijając niewykorzystanego karnego, no niespecjalnie coś mu wychodziło. Kompletnie nie przypominał najlepszej wersji siebie. Pozbawiony podań Ilya Szkurin również szału nie zrobił.

Odliczając jedenastkę, GKS miał jeden celny strzał, a okazja, która mogła skończyć się golem przyszła dopiero w doliczonym czasie gry. Adam Zrelak jednak z najbliższej odległości minął się z piłką.

Reklama

Za to Robert Kolendowicz ma na czym budować fundamenty pod kolejne mecze. Mocny duet stoperów, świetny Camilo Mena. Jest się czego chwycić, ale z jakimiś bardziej odważnymi wnioskami jeszcze się wstrzymamy.

6
Dziekoński
5
Pieczek
6
Rubezic
6
Mosór
4
Długosz
yellow-card
4
Remacle
yellow-card
6
Hellebrand
4
Jakubczyk
4
Ameyaw
5
Stepinski
7 +
Mena
1
Patryk Gryckiewicz 4

Zmiany:

icon-swap
Simon Gustafson
4
Martin Remacle
icon-swap
Morgan Fassbender
4
Mariusz Stepinski
icon-swap
Dawid Błanik
5
M. Ameyaw
icon-swap
Konrad Matuszewski
Marcel Pieczek
icon-swap
Bartłomiej Smolarczyk
Camilo Mena

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

Fot. Newspix

Reklama
15 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
sobota, 24 października 2026 14:45
Sędzia:
Patryk Gryckiewicz

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama