Sunderland stracił pierwsze punkty w tym sezonie Ligi Europy, remisując na wyjeździe z Lechem Poznań 1:1. Jedni i drudzy stworzyli sobie wystarczająco dużo sytuacji do odniesienia zwycięstwa. Obrońca gości Luke O’Nien nie mógł się nachwalić swojego bramkarza Robina Roefsa.
Kolejorz dał sobie wbić gola w pierwszej akcji, ale potem w ciągu kilkunastu minut stworzył cztery świetne sytuacje. Szczególnie żałować można kiepskiej dobitki głową Antoniego Kozubala po strzale Patrika Walemarka oraz oczywiście zmarnowanego sam na sam Daniela Hakansa, który kopnął piłkę wiele metrów obok słupka.
Piłkarz Sunderlandu zachwycony atmosferą w meczu z Lechem. Był szczery
Potem Lech miał trochę problemów ze stwarzaniem zagrożenia pod bramką Anglików. Dopiero po godzinie gry znów zaczęło się więcej dziać. Gdy Leo Bengtsson w końcu wyrównał, mistrzowie Polski bardzo szybko mogli zadać drugi cios. Wtedy jednak Roefs w niesamowity sposób odbił najpierw uderzenie Walemarka, a później poprawkę Michała Gurgula z najbliższej odległości.
– Szczerze mówiąc, to jedna z najlepszych podwójnych interwencji, jaką kiedykolwiek widziałem – mówił po meczu stoper Sunderlandu, Luke O’Nien.
– To był moment równie ważny jak sam gol. On robi to dla nas przez cały sezon. Jako obrońca celebruję takie rzeczy tak samo jak bramkę. Robin jest znakomity. Lech stworzył sobie kilka szans, dlatego musimy być uważniejsi w kolejnych meczach – dodał 31-latek.
Nie omieszkał on pochwalić otoczkę całego widowiska. – Dziękuję kibicom Sunderlandu, którzy tu przyjechali. Myślę, że doświadczyłem dziś jednej z najprzyjemniejszych atmosfer stadionowych w swoim życiu. Jeśli chodzi o kibiców obu drużyn, to był niesamowity dzień – podsumował.
Sunderland wcześniej wygrywał w LE z Alkmaar (1:0) i Torreense (2:1). Znacznie gorzej idzie mu w Premier League, gdzie zdobył zaledwie cztery punkty w siedmiu meczach i zamyka tabelę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix