Grały Arsenale, Reale, Bayerny i inne Manchestery, ale spokojnie, w tym tekście nie o tym. Dla polskiego kibica największy hit miał miejsce zupełnie gdzie indziej. Na stadion w Brugii ponownie zawitał Michał Skóraś, jednak tym razem jako piłkarz francuskiego Lens. Jego zespół okazał się wyraźnie słabszy, ale sam wychowanek poznańskiego Lecha był dosłownie centymetry od szczęścia.
Mecz w Brugii długo był niezwykle wyrównany, a wręcz częściej przewagę miał zespół z Michałem Skórasiem w składzie. Zresztą, dobrze oddają to także statystyki, bowiem Lens oddało więcej strzałów, miało więcej celnych prób, a także stworzyło sobie więcej dobrych okazji. Gospodarze byli jednak zdecydowanie skuteczniejsi i bez skrupułów wykorzystali nadarzające się szanse.
Michał Skóraś wrócił na stadion byłej drużyny. Nie była to przyjemna wizyta…
Były piłkarz Lecha Poznań czy właśnie Club Brugge w ustawieniu z trójką obrońców został ustawiony jako lewy wahadłowy. I dość szybko można było zauważyć, że to zawodnik, który zdecydowanie lepiej czuje się w ofensywie niż w defensywie. Z tyłu miewał problemy.
Kilkukrotnie dał się zakręcić choćby Carlosowi Forbsowi i generalnie pod tym względem nie był najpewniejszym punktem zespołu. Rywale chyba też to wyczuli i dość często konstruowali swoje ataki właśnie stroną zajmowaną przez Polaka. Natomiast z przodu obiektywnie można przyznać, że Skóraś był wyróżniającą się postacią.
Często podłączał się do ataku, w pozytywnym znaczeniu robił zamieszanie wokół siebie, zaliczył cztery kluczowe podania i aż 13 udanych zagrań w ostatnią tercję. Potrafił też groźnie zagrać piłkę w pole karne i raz zabrakło naprawdę centymetrów, żeby zaliczył premierowy konkret na poziomie Ligi Mistrzów.
Akurat odnalazł się na prawej stronie i świetnie zacentrował na głowę Floriana Thauvina. Francuz co prawda nie jest najwyższego wzrostu, ale dobrze złożył się do strzału. Club Brugge uratowała jednak kapitalna interwencja Yana Sommera. Zresztą, doświadczony Szwajcar miał w tym spotkaniu co najmniej kilka udanych parad i spokojnie można byłoby go nazwać bohaterem Belgów. Jeśli zostanie mu wręczona statuetka dla najlepszego zawodnika meczu, to nie będziemy mogli mówić nawet o najmniejszym zaskoczeniu.
I właśnie ten aspekt poróżnił oba zespoły. Mimo że z przebiegu samej gry było dość wyrównanie, a często to nawet goście mieli przewagę, to Club Brugge był zdecydowanie bardziej skuteczny. W samej końcówce pierwszej połowy strzelanie po stałym fragmencie gry strzelanie rozpoczął Hans Vanaken.
Na początku drugiej po akcji stroną Michała Skórasia wynik podwyższył Roberto Seys, a już w ostatnim kwadransie dezorganizację defensywy przeciwnika wykorzystał Carlos Forbs, który świetnie się zabrał i strzelił trzeciego gola dla swojego zespołu.
Lens wysoko przegrało w Belgii, ale sam reprezentant Polski może być względnie zadowolony ze swojego występu. Szczególnie w ofensywie pokazał się z naprawdę niezłej strony. Przydałoby się jednak, żeby miał na sobie mniej obowiązków defensywnych, bo widać było, że z tym nie radzi sobie najlepiej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix