Panie Oliver, proszę tego nie kończyć! Niech grają jeszcze z 8 godzin…

Adrian Mańko

20 października 2026, 23:02 • 6 min czytania 16

Reklama
Panie Oliver, proszę tego nie kończyć! Niech grają jeszcze z 8 godzin…

Patrząc na formę PSG i Barcelony, możliwości ofensywne obu zespołów oraz style gry, jakim hołdują Luis Enrique oraz Hansi Flick w ciemno można było obstawiać, że szlagierowe starcie 3. kolejki Ligi Mistrzów przyniesie moc emocji oraz grad bramek. Zawodu nie było. Sześć bramek, 40 strzałów, 20 celnych. Futbol w najlepszym wydaniu. Spektakl, jakiego nie powstydziłoby się Montmartre.

Reklama

To że w pierwszej połowie tego meczu padła raptem jedna bramka to jakiś błąd systemu. Pierwsze 45 minut to przejażdżka kolejką górską i to z lekko poluzowanymi pasami bezpieczeństwa. To była jedna, niemal bezustanna, faza przejściowa. Ale po kolei…

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat

PSG rozpoczęło od mocnego uderzenia, a ściśle mówiąc od uderzenia w słupek w wykonaniu Kvichy Kvaratskhelii. Dobitka Ousmane’a Dembele była kompromitująca, ale nie miała większego znaczenia, bo Francuz i tak spalił. Nie minęło pięć minut, a gospodarze zdążyli oddać jeszcze dwa celne strzały, które obronił Joan Garcia – najpierw próbował Dembele, potem Desire Doue. Barcelona odgryzła się rzutem wolnym, po którym piłkę wzdłuż pola bramkowego zgrał Pau Cubarsi, ale żaden z jego kolegów akcji nie zamknął. Matveya Safonova nie zatrudnił też Dani Olmo, choć po strzale mistrza świata było naprawdę blisko.

W 19. minucie ten mecz zakończył się dla wciąż aktualnego posiadacza Złotej Piłki. Dembele przy próbie sprintu doznał kontuzji mięśniowej – nie pierwszej i zapewne nie ostatniej w swojej karierze. Na boisku zameldował się więc były piłkarz Barcelony – Ferran Torres. Niewiele brakowało, a dość szybko musiałby wznawiać grę od środka, bo po koncertowej wymianie podań przed szansą stanął Raphinha, ale Brazylijczyk strzelił wprost w bramkarza PSG. Kilka minut później los Dembele podzielił Olmo – on również zszedł z boiska z kontuzją.

W 29. minucie Barcelona wróciła z dalekiej podroży. Pod bramką Garcii zakotłowało się jak na straganie w dzień targowy. Bramkarz mistrzów Hiszpanii dwa razy interweniował, a raz skutecznym blokiem wyręczył go jeden z kolegów. Niedługo potem z dystansu uderzył Kvaratskhelia, ale znów na posterunku był Garcia.

Reklama

W końcu sposób na bramkarza „Dumy Katalonii” znalazł Doue. Barcelona straciła piłkę na własnej połowie. Świetnie w destrukcji spisał się Joao Neves. Futbolówka trafiła do rzeczonego Doue, a ten znalazł maleńką szparę między duetem stoperów, którzy próbowali go zablokować. Strzał Francuza był na tyle precyzyjny, że nawet Garcia nie dał rady.

Barcelona mogła odpowiedzieć błyskawicznie. Fantastyczne, prostopadłe podanie Pedriego z głębi pola znalazło Fermina Lopeza, a wprowadzony za Olmo zawodnik wyszedł sam na sam z Safonovem i pojedynek ten przegrał. Przy próbie dobitki kopnął zaś w twarz Williana Pacho. Z perspektywy Paryżan skończyło się na strachu – zarówno jeśli chodzi o zagrożenie bramki, jak i zagrożenie zdrowia stopera. Przed gwizdkiem kończącym tę szaloną połowę po raz kolejny uderzył jeszcze popularny „Kvara”, ale i tym razem bez bramkowego efektu.

Reklama

Statystyki pierwszej odsłony? Łączne xG obu ekip bliskie 3.00 (z czego ponad 1,5 po stronie gospodarzy). Łączna liczba strzałów? 19. Strzałów celnych? 12 (aż 10 PSG). Kino absolutne, jak to się zwykło mawiać.

Zmiana stron i jedziemy dalej

Co zmieniło się w drugiej połowie? Dużo. Barcelona atakowała na tę bramkę, której w pierwszej połowie broniła i odwrotnie. Ale obraz gry nie zmienił się wcale.

Już w 51. minucie po prostopadłym podaniu Doue przed świetną szansą stanął Achraf Hakimi, ale Marokańczyka błyskotliwie zatrzymał Garcia. Ta niewykorzystana okazja zemściła się dość szybko…

Kilka minut później na listę strzelców wpisał się zawodnik, którego w przedmeczowych predykcjach wśród zdobywców gola umieszczalibyśmy na samym końcu, jedynie przed bramkarzami. Xavi Espart podłączył się do ofensywnej akcji Barcelony, wpadł w pole karne jak przecinak i uderzył z prostego podbicia, pokonując Safonova. Co do jakości interwencji rosyjskiego bramkarza można mieć wątpliwości.

Reklama

Paradoksalnie jednak nie to było najgorszą wiadomością dla fanów PSG. W 59. minucie z boiska zszedł kontuzjowany Kvaratskhelia. Najlepszy piłkarz poprzedniej edycji Champions League nie opuszczał murawy o własnych siłach, a kontuzja wyglądała na poważną. Już strata Dembele w pierwszej połowie była bolesna, a w zestawieniu z urazem Gruzina robi się naprawdę fatalnie…

Ledwo sędzia Michael Olivier wznowił grę po chwili przerwy na zmiany, a Gavi w swoim pierwszym kontakcie z piłką mógł zdobyć gola na 1:2. Doskonale wypatrzył go Lamine Yamal, ale tym razem swoją robotę bez zarzutu wykonał Safonov.

Reklama

Obie drużyny doszły chyba do wniosku, że tak zapieprzać przez 90 minut się nie da. Na około kwadrans gra się nieco uspokoiła. Inicjatywę przejęli goście, ale…

No właśnie, ale. W 71. minucie po podaniu Hakimiego w słupek trafił Torres, a całość wybiciem na róg zażegnał Gerard Martin. Zażegnał tylko na chwilę. Korner przyniósł ekipie Enrique ponowne prowadzenie. Centrę Doue kapitalnym strzałem głową zamknął Lucas Hernandez, który przeskoczył Anthony’ego Gordona.

Reklama

Mało w tej relacji o Yamalu, ale to nie jest tak, że Hiszpan rozgrywał słaby mecz. Miał momenty, ale ten najważniejszy nadszedł dopiero w 79. minucie. Brylant Barcy błysnął pełnym blaskiem. Tu lepiej niż 1000 słów przemówi obraz. Wspaniały strzał, a Safonovowi piłka świsnęła nad głową niemal jak w finale Ligi Mistrzów po strzale Kaia Havertza.

Nie nacieszyli się podopieczni Hansiego Flicka remisem za długo. Już w 81. minucie PSG po raz trzeci objęło prowadzenie. Tym razem zza pola karnego precyzyjnie przyłożył Vitinha. Bo i jego stempla na tym fenomenalnym widowisku zabraknąć nie mogło.

Reklama

W 86. minucie było praktycznie po meczu. Świetną piłkę z prawej strony posłał Hakimi, a akcję na dalszym słupku zamknął bez większego kłopotu Fabian Ruiz.

PSG – jak na obrońców trofeum przystało – przetrwało trudne momenty i zgarnęło trzy punkty. Czy nie była to jednak aby pyrrusowa wiktoria Paryżan? Okupiona wszakże urazami Dembele i Kvaratskhelii. Urazami, które nie wyglądały na niegroźne.

Reklama

A Barcelona? Do tej pory w tym sezonie tylko wygrywała, ale dziś – na kilka dni przed El Clasico – pokazała, że nie jest nieśmiertelna. Ba, pokazała, że dość łatwo ją trafić. Ale pokazała też swoje mocne strony, kreując wiele okazji.

PSG – Barcelona 4:2 (1:0)

  • 1:0 – D. Doue 38′
  • 1:1 – X. Espart 55′
  • 2:1 – L. Hernandez 72′
  • 2:2 – L. Yamal 79′
  • 3:2 – Vitinha ’81
  • 4:2 – F. Ruiz ’86

fot. Newspix

16 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama