Koszmar mistrza Europy trwa. Tym razem czerwona po pół godziny

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

17 października 2026, 16:20 • 4 min czytania 0

Reklama
Koszmar mistrza Europy trwa. Tym razem czerwona po pół godziny

Jeszcze w 2024 roku był kapitanem reprezentacji Hiszpanii, która sięgała po mistrzostwo Europy. Minęły dwa sezony, a on po katastrofalnym powrocie do Serie A wylądował w drugiej lidze hiszpańskiej. W nowych barwach nadal nie strzelił gola, a na liczniku już prawie 450 minut. W ostatnim meczu wpis do protokołu był, ale nie taki, jaki powinien. Wyleciał bowiem z boiska po zaledwie pół godziny gry.

Reklama

U mistrza Europy pochyła

Jeszcze dwa lata temu był świeżo upieczonym mistrzem Europy. Puchar podnosił zresztą jako kapitan reprezentacji Hiszpanii. Dziś gra w drugiej lidze. Poza najwyższym poziomem rozgrywkowym znalazł się po raz pierwszy od sezonu 2012/13. Raptem 20-letni wtedy napastnik reprezentował rezerwy Realu Madryt w Segunda Division. Mowa o Alvaro Moracie, którego zeszłego lata Como wypożyczyło do Leganes.

Morata: Byłem pod wpływem leków. Nie wiedziałem, co robię

Jego powrót do Serie A, który miał miejsce przed rokiem po wypożyczeniu do Galatasaray, był zresztą koszmarny. Przez 1000 minut tylko raz wpakował piłkę do bramki – w 1/8 finału Coppa Italia. Częściej, bo pięć razy, do protokołów wpisywał się za sprawą napomnień. Raz obejrzał nawet dwa żółtka w ciągu minuty. Po ukaraniu za pretensje wobec sędziego dał się sprowokować Luce Ranieriemu. Hiszpan został przez niego zaczepiony potraktowaniem z bara. Morata padł na murawę niczym rażony piorunem, po czym wstał i przystawił swoje czoło do czoła rywala.

Reklama

Przełamanie? Nic bardziej mylnego

Jeśli ktoś myśli, że w Segunda Division odbudowuje się po dwóch nieudanych sezonach, to jest w błędzie. Bardziej Morata się zakopuje. Na liczniku ma już 450 minut w barwach Leganes i ani jednego gola, czy choćby asysty. W debiucie przez 60 minut nie oddał ani jednego strzału. Przynajmniej stworzył koledze stuprocentową okazję, lecz ten ją zmarnował. Tydzień później spędził na boisku 70 minut. Oddał w tym czasie zaledwie dwa strzały – oba niecelne. Następny mecz zaczął na ławce. Wszedł w 59. minucie i zdążył przez te pół godziny zmarnować setkę.

W ostatniej przed przerwą reprezentacyjną kolejce znów nie było bramki. Zamiast tego była kuriozalna sytuacja już w pierwszych minutach meczu. Dostał patelnię, jednak z odległości kilku metrów… skiksował. Był to jeden z jego dwóch strzałów w tym meczu. Drugi oddał dopiero godzinę później, tuż przed końcem występu. Z boiska zszedł w 77. minucie. Kiedy udawał się na ławkę, z trybun Butarque wybrzmiewały gwizdy. Dodajmy, że kwadrans po tym absurdalnym pudle do protokołu meczowego się wpisał, jednak za sprawą żółtej kartki.

Reklama

Koszmar się nie kończy

Po przerwie reprezentacyjnej było dopiero trzecie na przestrzeni roku 90 minut, a tydzień później 71. W tym czasie zdążył oddać zaledwie jeden strzał. Podkreślmy też, że w meczach, w których zagrał, Leganes strzeliło raptem trzy gole – wszystkie zapakowało Granadzie, z którą wygrało 3:2. Poza tym zaliczyło cztery porażki do zera i jedno 0:0. W ostatni piątek, na otwarcie dziesiątej kolejki, przyszła czwarta z rzędu przegrana, a piłka do bramki rywala znów nie wpadła. Mecz z Cordobą, która po golu w 83. minucie wygrała 1:0, Morata zaczął na ławce.

Minęło kilka minut od jego wejścia na murawę i już miał na koncie żółtko. A na samym początku doliczonego czasu, kiedy trzeba było gonić wynik, został napomniany drugi raz. Ukarany został za pretensje do arbitra. 87-krotny reprezentant kraju odpocznie więc sobie w meczu z Mallorką, która 24 października po południu przyjedzie na Butarque. Wróci na wyjazdowy mecz z Valladolid 2 listopada. Przystąpi do tego starcia z serią 1360 minut bez ligowego gola. Ostatniego strzelił w maju 2025 roku, pod koniec wypożyczenia z Milanu do Galatasaray.

Reklama

Biorąc zaś pod uwagę pozostałe rozgrywki, a także reprezentację, do której ostatni raz powołany został we wrześniu ub. roku, od czasu gola przeciwko Goztepe w ciągu 1460 minut zaledwie raz trafił do siatki. Między meczami z Mallorką i Valladolid Leganes czeka jeszcze wyjazd do piątoligowca na mecz 1/64 finału Pucharu Króla. Chyba lepszej okazji do przełamania 33-latek mieć w najbliższym czasie nie będzie.

fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
5
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Polecane

Reklama
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
5
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…