Będzie polski półfinał! Iga Świątek wygrała

Sebastian Warzecha

16 października 2026, 15:12 • 4 min czytania 14

Reklama
Będzie polski półfinał! Iga Świątek wygrała

Maja Chwalińska po wygranej z Marią Sakkari czekała na półfinałową rywalkę. I pewnie trzymała kciuki za przyjaciółkę, bo w ostatnim ćwierćfinale w Wuhan na kort wyszły Ann Li i Iga Świątek. Byliśmy więc o jeden mecz od polskiego półfinału turnieju rangi WTA 1000! A Iga nie zawiodła – wygrała w dwóch setach i jutro zagra w historycznym dla polskiego tenisa spotkaniu.

Reklama

Iga Świątek w półfinale turnieju w Wuhan

Ann Li nie jest może jeszcze tenisistką ze ścisłej światowej czołówki, ale to solidna rywalka, która potrafi w pojedynczych meczach wejść na znakomity poziom – tak ograła w Wuhan Arynę Sabalenkę, odwracając w ostatniej chwili losy meczu. Do tego to przeciwniczka, która potrafi grać mocno, potrafi zmusić swoją przeciwniczkę do biegania i wykończyć akcję, głównie mocnymi forehandami. Nie ma przy tym Amerykanka wielkich kompleksów – kto by nie stał po drugiej stronie siatki, to gra swoje.

Tak więc Iga Świątek musiała się mieć na baczności.

I miała. Od początku spotkania Polka grała dobrze, odważnie, próbując przejmować inicjatywę. Z miejsca przyniosło to efekt, bo w pierwszym gemie meczu wypracowała sobie break pointa. Jednego, więcej bowiem nie potrzebowała. Przyszło przełamanie, potem nieco turbulencji przy swoim serwisie, ale ostatecznie udało się breaka potwierdzić. Po nim do niemal samego końca seta Iga robiła to, co robić miała – kontrolowała serwis i próbowała zyskać jeszcze jednego breaka. Tego drugiego zrobić się nie udało.

Reklama

Z pierwszym wyszło, choć nie było łatwo. W ostatnim gemie, przy 5:4 dla Igi, Ann Li mocniej zaatakowała na returnie. Kilka razy nacisnęła Igę głębokimi zagraniami, Polka popełniła błędy i efekt był taki, że Li zyskała łącznie trzy break pointy. Świątek jednak grała w tych kluczowych momentach bardzo, ale to bardzo pewnie – jednego breaka wybroniła znakomitym backhandem po linii, w innym wypracowała przewagę już serwisem. I tak to jakoś poszło, udało się doprowadzić do piłki setowej, po czym ją wykorzystać.

Nadal jednak trzeba było na Ann Li uważać. Bo z Aryną Sabalenką pokazała, jak potrafi wracać z najdalszej nawet podróży.

Reklama

WTA Finals o krok bliżej. Teraz mecz z Mają Chwalińską

Tym razem Amerykanka jednak niczego wielkiego zrobić nie zdołała. Wręcz przeciwnie – drugi set był tym gorszym w jej wykonaniu. Znów dała się zaskoczyć na samym początku, a potem serwis traciła jeszcze dwa razy – w tym na koniec spotkania. Nie był to najlepszy mecz Amerykanki, popełniała sporo błędów, często w ważnych momentach (choćby przy piłce setowej w pierwszej partii), w wielu przypadkach wynikało to jednak ze znakomitej defensywy w wykonaniu Igi Świątek.

Bo ta biegała, odgrywała trudne piłki, harowała na kolejne punkty. Momentami było to wręcz przypomnienie tego, jak Iga funkcjonowała kilka sezonów temu. W ofensywie bywało w tym ćwierćfinale różnie – zdarzyło się Idze sporo błędów (28, ale Li popełniła aż 49), winnerów z kolei nie było aż tak dużo (10), natomiast gdy trzeba było utrudnić życie rywalce, to Iga była w tym znakomita.

Reklama

Ciekawe, jak będzie jutro.

Bo to Maja Chwalińska na ogół krzyżuje w ten sposób szyki swoim przeciwniczkom. Iga będzie raczej tą, która przejmie inicjatywę, która będzie chciała atakować. Chwalińska jednak już wielokrotnie w tym turnieju pokazywała, że potrafi doprowadzić przeciwniczki do kompletnej rezygnacji. Świątek, oczywiście, bardzo dobrze ją zna – to przyjaciółki z kortu, grały wielokrotnie w debla jeszcze w czasach juniorskich. Po prostu potem Iga poszła szybko w górę, Mai zeszło dłużej.

Teraz jednak obie są w półfinale turnieju WTA 1000. Takiego meczu polski tenis jeszcze nie miał. Stawka jest wysoka: dla Mai może to być pierwszy finał takiej imprezy, a przy okazji atak na 12. miejsce w rankingu WTA. Dla Igi z kolei to nadal walka o WTA Finals. Żeby wskoczyła – przynajmniej na moment – na miejsce rankingowe, które da jej możliwość udziału w tym turnieju, musi w Wuhan wygrać kolejne dwa mecze, a co za tym idzie – podnieść w górę trofeum.

A do tego musi pokonać Maję Chwalińską. Ta jednak na pewno nie odpuści. A z perspektywy polskiego fana to w sumie… kompletny luz. Bo co by się nie stało, to będziemy mieć Polkę w meczu o tytuł.

Reklama

Komfortowa sytuacja, co?

Iga Świątek – Ann Li 6:4, 6:1

Fot. Newspix

14 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Real żąda dymisji Tebasa. Zdumiewające nawiązanie do Goebbelsa

Adrian Mańko
1
Real żąda dymisji Tebasa. Zdumiewające nawiązanie do Goebbelsa
Ekstraklasa

Legia odpowiada na zarzuty po meczu z Wisłą. Chodzi o karę i zamknięty sektor

Wojciech Piela
1
Legia odpowiada na zarzuty po meczu z Wisłą. Chodzi o karę i zamknięty sektor

Inne sporty

Reklama