Tak gra tenisistka ze światowego topu. Maja Chwalińska zwycięska

Sebastian Warzecha

14 października 2026, 08:02 • 5 min czytania 7

Reklama
Tak gra tenisistka ze światowego topu. Maja Chwalińska zwycięska

Najlepsza „20” na świecie. Wirtualnie Maja Chwalińska właśnie się tam znalazła, choć na to, czy w poniedziałek dostaniemy tego potwierdzenie, musimy jeszcze chwilę poczekać. W starciu z Marie Bouzkovą Polka grała jednak właśnie tak, jakby wskazywał na to ten wirtualny ranking. Po kiepskim pierwszym secie, w dwóch kolejnych nie było wątpliwości, że jest od Czeszki lepsza. Maja jest już w 1/8 finału turnieju w Wuhan!

Reklama

Maja Chwalińska w znakomitym wydaniu. Jest III runda w Wuhan

O 5 rano polskiego czasu na korty w Wuhan wychodziły trzy Polki. Iga Świątek i Magdalena Fręch na ten sam – zagrać przeciwko sobie. Maja Chwalińska z kolei na kort numer 3. Tam miała zmierzyć się z Marie Bouzkovą. Rankingowo obie były blisko siebie – Maja 22., Marie o sześć pozycji niżej. Czeszka, wiadomo, bardziej doświadczona, również w meczach w tych większych turniejach. Trudno było ostatecznie wskazać faworytkę, choć minimalnie wahadło przechylać mogło się w stronę tej starszej zawodniczki.

Maja Chwalińska łapała jednak w ostatnich tygodniach wiatr w żagle. Okres po Roland Garros był bowiem dla niej pełen zwrotów akcji, niekoniecznie dobrych. Nie grała na trawie aż do Wimbledonu. Tam złapała uraz i przez niego przegrała mecz I rundy. Potem był powrót po kontuzji z przejściem na korty twarde i to za oceanem – w USA (i Meksyku, bo odbiła na moment do Monterrey) jednak nie było w wykonaniu Mai wielkiego tenisa – zagrała pięć spotkań, wygrała tylko jedno z nich.

Dopiero na Wschodzie wiele zaczęło się zgadzać.

Reklama

W Singapurze doszła bowiem do półfinału. W znakomitym stylu przeszła wówczas przez trzy rundy, pokonując między innymi Elise Mertens. Tak, tą samą, która niedługo potem, w Pekinie, ograła w dwóch kolejnych spotkaniach Coco Gauff i Igę Świątek. A Maja z kolei w Pekinie akurat dość gładko przegrała z Dajaną Jastremską. Żeby było zabawniej: w Wuhan to Mertens poległa od razu, a Chwalińska nie. Tak się splatają te tenisowe losy. W każdym razie w trwającym turnieju Maja na start zaliczyła bardzo udane spotkanie z Mayar Sherif.

I w ten sposób doszła do meczu z Bouzkovą.

Zły początek. A mecz o dużo punktów

Stawka takiego meczu o 1/8 finału w turnieju rangi WTA 1000 jest spora. Serio. Zwyciężczyni zgarnia do rankingu 120 punktów WTA, a do niedawna Maja żeby tyle jednorazowo dostać, musiała w zasadzie wygrać cały turniej WTA 125, czyli taki szczebel pośredni między imprezami ITF, a właściwymi turniejami WTA. W Wuhan i w innych takich zawodach wystarczają do tego potencjalnie dwa mecze. To właśnie jest szansa, jaką daje jeden wielki wynik, taki jak finał Roland Garros, i związany z nim przeskok rankingowy.

Pokazał to dobrze Valentin Vacherot – Monakijczyk w zeszłym roku sensacyjnie wygrał turniej w Szanghaju. Tym razem odpadł z niego szybciej, ale w rankingu ATP jest po tej porażce wyżej, niż był w zeszłym sezonie po swoim triumfie. Skorzystał z szansy, zebrał sporo punktów i utrzymał się w całkiem wysokich rejonach.

Reklama

Maja, wiadomo, celować musi w podobny wyczyn. I może to zrobić, ale są do tego potrzebne wygrane w takich starciach, jak to z Bouzkovą właśnie. A ono zaczęło się bardzo źle.

Choć mogło znacznie lepiej – to Chwalińska bowiem jako pierwsza miała okazję do przełamania. To był trzeci gem meczu, na otwarcie obie wygrały swoje podania. Bouzkova w sytuacji zagrożenia sięgnęła jednak po asa, a potem wygrała gema. Kolejnego, niestety, również. Do tego szczęśliwie, bo punkt na przełamanie zdobyła zagraniem po siatce. Ten punkt jednak wyraźnie napędził ją na dalszą część seta, bo kolejne trzy gemy też padły jej łupem.

W dodatku każdego wygrała pewnie, bez żadnej gry na przewagi. Od stanu 1:1 zgarnęła więc pięć kolejnych gemów. Zdecydowanie nie wyglądało to dobrze z perspektywy Mai Chwalińskiej.

Ta jednak nie z tych, co by się specjalnie kiepskim otwarciem przejmowała.

Reklama

Odmiana losu. Znakomita Maja Chwalińska

Znacznie lepiej wyglądała Maja na początku drugiej partii. Grała pewniej, dużo kombinowała, zdołała wrzucić w ten mecz sporo „swojej” gry. Mieszała więc rotacjami, nie tylko czekała, ale też wymuszała gorsze zagrania Bouzkovej. Korzystała w zasadzie ze wszystkich swoich mocnych stron, całkowicie nie dając Czeszce rozwinąć skrzydeł. Ta, choć – jak w zasadzie każda tenisistka z tego kraju – dobrze wyszkolona technicznie, nie była w stanie tego tenisa Chwalińskiej odszyfrować.

Sytuacja więc diametralnie się odwróciła.

Pierwsze trzy gemy padły bowiem łupem serwujących. W czwartym jednak Maja docisnęła i przełamała rywalkę do zera! To był moment jej znakomitej gry: kombinacyjnej, precyzyjnej, dokładnej. I ten moment trwał coraz dłużej i dłużej, choć i Marie starała się odpowiedzieć – kolejny gem był długi, Bouzkova miała dwa break pointy, ale nie była w stanie ich wykorzystać. Kompletnie Czeszkę podłamać mogło jednak to, co stało się w szóstym gemie tej partii. Serwowała, prowadziła już 40:0, tymczasem Chwalińska nadal walczyła. I słusznie, bo wypracowała sobie cztery break pointy, ostatniego zamieniając na gema po świetnym lobie.

Reklama

Pozostało tylko zamknąć seta przy swoim podaniu, a Maja dokładnie to zrobiła.

Trzecia, decydująca partia to dalszy popis naszej tenisistki i powolny rozpad tenisa Bouzkovej. Już w pierwszym gemie straciła Czeszka serwis, właściwie za sprawą błędów własnych. Ponownie stało się to dwa gemy później, a Chwalińska w dodatku odgrywała znakomicie nawet najtrudniejsze piłki, jakie posyłała jej rywalka. Bouzkova była co prawda w stanie zaatakować jej podanie i odrobić stratę jednego breaka, tyle tylko że swojego serwisu nie trzymała już w ogóle – ponownie straciła go chwilę później, a potem jeszcze raz, gdy kompletnie zrezygnowana serwowała, by w ogóle pozostać w meczu.

Nie pozostała. Maja w miarę trwania spotkania rozmontowała jej tenis na czynniki pierwsze i powoli zniechęcała Bouzkovą do tego całego sportu. Po kiepskim pierwszym secie to było po prostu wielkie granie. Takie jakie powinna prezentować tenisistka z TOP 20, a Chwalińska właśnie wirtualnie znalazła się tam po raz pierwszy w karierze.

Reklama

Teraz czekać może ją albo rewanż za Pekin, czyli mecz z Dajaną Jastremską, albo spotkanie z Ivą Jović, rozstawioną w Wuhan z „10”.

Maja Chwalińska – Marie Bouzkova 1:6, 6:1, 6:1

Reklama

Fot. Newspix

7 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama