Jan Urban na tym zgrupowaniu miota się między pożądanym przez wielu ustawieniem z klasyczną czwórką obrońców a próbowanym od miesięcy wariantem z trzema stoperami i wahadłowymi. Mecz z Rumunią może utwierdzić go w przekonaniu (oby tak było!), że warto iść w czwórkę, bo wreszcie na każdą pozycję mamy gotowego piłkarza.
Michał Probierz bronił trójki z tyłu, mówiąc, że pozwala ona lepiej wykorzystać aktualny stan posiadania, a większość kadrowiczów gra tak w swoich klubach. Jan Urban, mimo początkowych zapowiedzi, nie kwapił się do zmiany w tym aspekcie, choć naciski od początku były mocne. Dopiero na trwającym zgrupowaniu w końcu zaczął szukać zmiany i na podstawie tego, co zobaczył dotychczas, otrzymuje wystarczająco dużo argumentów, żeby nie zejść z tej ścieżki.
Przemysław Frankowski na stałe zostanie lewym obrońcą w reprezentacji Polski?
Za systemem z trójką stoperów miał też przemawiać fakt, że zaczęło nam brakować wiodących postaci na skrzydłach. W pewnym momencie mogło to brzmieć prawdziwie, tyle że sytuacja trochę się zmieniła. Są Nicola Zalewski, Jakub Kamiński, Michał Skóraś, wracający po kontuzji Oskar Pietuszewski, na bokach pomocy można też wystawić Sebastiana Szymańskiego czy mającego debiut za sobą Marcela Regułę. Może jeszcze przyda się Filip Rózga, byleby w końcu zaczął być zdrowy. Zawsze ktoś może szybko wystrzelić z młodzieżówek. Nie jest już tak biednie.
Do tego wydaje się, że optymalne wykorzystanie naszego obecnego staniu posiadania zaczęło sprzyjać idei grania czwórką w defensywie. Matty Cash jest naturalnym prawym obrońcą, w takiej roli występuje w Aston Villi. Jan Bednarek i Jakub Kiwior grają razem w Porto jako stoperzy w czwórce obronnej i pora wreszcie wykorzystać to w większym stopniu dla reprezentacji (Potulski i Mońka niech śmiało naciskają!), zamiast szukać rozwiązań pobocznych typu Kiwor z lewej strony.
No i zostaje nam ta nieszczęsna lewa obrona, z którą był największy problem. Z Bośnią od początku wystąpił na niej Kiwior i potwierdził, że poza sytuacjami absolutnie wyjątkowymi, nie ma sensu go tam wystawiać. To po prostu nie jest zawodnik do biegania tam i z powrotem. W Sztokholmie, gdy wyszliśmy 3-4-3, Tymoteusz Puchacz rozwiał wszelkie wątpliwości: z przodu czasami może coś pokazać, ale bronić nie umie i tyle. Na takim zawodniku trudno budować w kontekście reprezentacyjnym.
Lepszy niż Kiwior, lepszy niż Puchacz
Na tym tle wielkim, choć medialnie dość cichym wygranym, stał się Przemysław Frankowski. Nigdy nie byłem fanem jego talentu, przyznaję bez bicia. Od początku wydawał się mi zbyt „surowy” jako typowy skrzydłowy, a problemy z dryblingiem aż biły po oczach. Frankowski ma jednak dużo atutów od strony motorycznej i taktycznej, dlatego wypłynął na głębsze wody, gdy upowszechniło się granie na wahadła. Biorąc pod uwagę jego ograniczone umiejętności czysto piłkarskie, uważam bez cienia ironii, że zrobił fantastyczną karierę i wyciska z niej absolutne sto procent. Nie ma tu ani jednej kropli rezerwy. Po latach siedząc w bujanym fotelu przed kominkiem nie będzie musiał sobie wyrzucać, że powinien osiągnąć więcej.

Frankowski to już 54-krotny reprezentant Polski, ale naprawdę dobre występy w narodowych barwach policzymy mu na palcach jednej ręki. Zawodnik, który w klubach był w stanie funkcjonować jako ważny trybik w maszynie napędzanej przez lepszych piłkarsko kolegów, nie potrafił stać się w kadrze tym „lepszym”, choć takie były naturalne oczekiwania, skoro regularnie grał w Ligue 1 dla dobrego klubu. Jego wielka uniwersalność jednocześnie stanowiła dla niego atut i przekleństwo. Na wielu pozycjach spisywał się w miarę znośnie, na żadnej się nie wybijał.
I akurat lewa obrona jest dla niego nowym terenem. Po prawej stronie grał dużo we wszystkich możliwych konfiguracjach. Po lewej był skrzydłowym i wahadłowym. Jako klasyczny LO do tej pory wystąpił tylko dwa razy w pierwszym sezonie w RC Lens. Wychodzi jednak na to, że być może właśnie ta rola jest jego przyszłością w reprezentacji. Z Bośnią wszedł od razu po przerwie za Kiwiora i znacznie lepiej radził sobie w tyłach, Esmir Bajraktarević przestał być zagrożeniem.
Z Rumunią natomiast rozegrał jeden z najlepszych meczów w kadrze. Jasne, poza początkiem w destrukcji nie musiał się zbytnio wykazywać, ale istniało ryzyko, że w takich okolicznościach ograniczyłby się do zwykłej poprawności. Taką postawę zobrazowało późniejsze wejście Norberta Wojtuszka, który mimo super wyniku nie decydował się na żadne ciekawsze próby i chciał przede wszystkim niczym nie podpaść. Frankowski za to szalał z przodu – obił słupek po strzale z dystansu, miał olbrzymi udział przy trzecim golu i regularnie wspomagał rozpędzonego Zalewskiego. Możliwość schodzenia na prawą nogę wyraźnie mu odpowiadała.
To oczywiście nadal dość mała próba, ale Jan Urban nie może się już „bronić”, że nie ma kim grać na lewej stronie przy czwórce z tyłu. Zwłaszcza że w odwodzie są przecież Michał Gurgul, którego większości obserwatorów brakowało teraz na zgrupowaniu, oraz naciskający w kadrze U-21 Jakub Krzyżanowski i Filip Luberecki. Jest nadzieja, że w kolejnych latach lewa obrona nie będzie jednym z głównych zmartwień reprezentacji Polski.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. FotoPyk/Newspix