Że reprezentacja Portugalii nie potrzebuje Cristiano Ronaldo, to można było domyślać się już od dłuższego czasu. Teraz mamy mocny dowód na to, że nawet kwaśna atmosfera wokół kadry związana z jego nagłym wyjazdem ze zgrupowania i zapowiadanym „ujawnieniem prawdy” niespecjalnie wpływa na siłę ekipy Jorge Jesusa. Po pierwsze, wystarczy spojrzeć na nazwiska będące nadal do dyspozycji selekcjonera. Po drugie – na boisko.
A na nim chętnych do liderowania znaleźć nie problem. W meczu z Danią wyraźny sygnał wysłał w świat Goncalo Ramos, który może nie będzie nowym CR7, ale za jedną z najmocniejszych kart w portugalskiej talii robi już i będzie robić pewnie w kolejnych miesiącach, może także latach. Dziś tylko do przerwy dowiózł asystę przy bramce Joao Cancelo i gola po dograniu Bruno Fernandesa.
Dograniu naprawdę świetnym, ale do tego mogliśmy już przywyknąć na przestrzeni wielu, wielu lat. Bo na jego pozycji akurat nie miał ambicji grać schodzący ze sceny gwiazdor.
Dania – Portugalia 2:4. Z Ramosa będą mieli pociechę
Swoją drogą – we wspomnianej akcji Fernandesa i Ramosa warto zwrócić też uwagę na to, co napastnik reprezentacji Portugalii zrobił wcześniej. Bo to on zaliczył de facto asystę drugiego stopnia, szybko oswobadzając piłkę, gdy zbiegali do niego dwaj rywale. Takie zachowania nie cechują tylko piłkarzy o dużej jakości – dowodzą też jasno, że napastnik jest w formie. A wtedy nawet takim zejściem nieco dalej od pola karnego rywali potrafi zrobić sporą przewagę.
I robił, regularnie, nie tylko ten jeden raz. To zgrupowanie jest dla Goncalo Ramosa wielką szansą na to, by wreszcie uwolnić potencjał, który do tej pory był trochę przyduszony. Na mundialu za wiele się 25-latek nie nagrał, głównie z przyczyn „wiadomych”. W PSG cały czas pozostawał w lekkim cieniu, często pełnił rolę rezerwowego, choć oczywiście zdobywał z kolegami kolejne tytuły. W Milanie jeszcze nie zdążył rozwinąć skrzydeł, na to przyjdzie pora, sezon jest długi.
Ale w kadrze? W kadrze wszystko zaczyna wskazywać na to, że z Ramosa będzie miał Jorge Jesus mnóstwo pociechy. Świadczą o tym akcje bramkowe, ale też doskonałe zrozumienie z Bruno Fernandesem, które przejawiało się również w kilku innych sytuacjach. Po godzinie gry piłkarz Manchesteru United obsłużył Ramosa bardzo wymyślnym podaniem, ale piłkarz Milanu był na to gotowy. Złożył się do woleja, pokazał, że nie boi się strzelać także z trudnych piłek. To dobry przykład tego, że Ramos po prostu czuje, co kombinuje Fernandes. A kilkadziesiąt sekund później sam pokazał, że też umie trochę kombinować – doskonale zgrywając do Rubena Nevesa.
I byłoby pięknie, gdyby nie ci Duńczycy
Właśnie. Idealnie pod narrację Jorge Jesusa i portugalskiej federacji mógł się ten mecz ułożyć tylko jeśli Ramos, Fernandes i spółka wywalczyliby w nim zwycięstwo. Problem polegał na tym, że Duńczycy nie mieli w planach położenia się przed rywalem. Na Parken nie zwykli ustępować nawet odrobinę i swoje w starciu z faworyzowanym rywalem zrobili. Najpierw – naprawdę ładny gol Mikkela Damsgaarda. Mierzone uderzenie, przy którym ewidentnie zabrakło agresywnego doskoku portugalskiej obrony.
Potem – napędzona przez Damsgaarda kontra, z której użytek zrobił goniony przez rywali Rasmus Hojlund. Wziął na plecy obrońcę, pokonał wychodzącego z bramki Diogo Costę, a na dokładkę jeszcze… przypomniał nam wszystkim, kogo w Kopenhadze zabrakło.
Rasmus Højlund just scored against Portugal and did Cristiano Ronaldo’s „SIIIUUU” celebration after scoring.
The absolute disrespect to do this with what’s happened recently 🤣🤣🤣 pic.twitter.com/9lPyKGoIFn
— Football Funnys (@FootballFunnys) October 1, 2026
Wtedy entuzjazm Hojlunda był jak najbardziej uzasadniony. Po jego golu było 2:2, mecz był naprawdę wyrównany, a odrobienie strat po raz drugi tego wieczoru dodatkowo Duńczyków napędziło. Ich entuzjazm osłabł jednak, gdy sprawy w swoje ręce wziął Fernandes.
Bruno Fernandes to serce i płuca tej drużyny
Piłkarz dla Portugalii nieoceniony. Wyróżniamy za ten mecz Ramosa, doceniamy Damsgaarda, ale nie przejdziemy obojętnie obok kolejnego popisu pomocnika Czerwonych Diabłów. Patrzysz na takiego i zastanawiasz się, czy jego gra ma jakikolwiek słaby punkt. Jasne, czasem i jemu trafia się niedokładne zagranie, ale chyba o to chodzi w tym biznesie. Jeśli ceną za wykreowanie kolegom trzech setek jest kilka niecelnych podań, to chyba można tę cenę zapłacić bez większego żalu.
A kiedy uświadomisz sobie, jak wiele akcji przechodzi przez nogi Fernandesa, jak duży ciężar rozegrania w ofensywie spoczywa w kadrze właśnie na nim… Trudno się tą grą nie zachwycić. Dlatego też bliscy byliśmy zaklaskania przed telewizorem, kiedy piłkarz Manchesteru United dośrodkowywał na głowę Vitinhi. W punkt, idealnie, z doskonałym wyczuciem czasu, by kolega nie musiał się martwić o spalonego.
Gdyby mecz skończył się tą jednobramkową wygraną Portugalczyków, pewnie nie mielibyśmy i tak nic przeciwko. To były bardzo fajne do oglądania zawody, obie ekipy pokazały swoje mocne strony. Ale gościom zachciało się wisienki na torcie. Szybka akcja otwartą prawą stroną przyniosła w końcówce trafienie także Joao Felixowi, który ustalił wynik spotkania.
Tak może wyglądać Portugalia, która nie ogląda się na Ronaldo. 11 celnych strzałów, niesłabnący ciąg na bramkę i żadnego ciała obcego na boisku. Prosimy o więcej.
Dania – Portugalia 2:4 (1:2)
- 0:1 – Joao Cancelo 13′
- 1:1 – Mikkel Damsgaard 23′
- 1:2 – Goncalo Ramos 25′
- 2:2 – Rasmus Hojlund 53′
- 2:3 – Vitinha 67′
- 2:4 – Joao Felix 87′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix