Do trzech razy sztuka. Niemcy Kloppa wreszcie zwycięskie

Maciej Bartkowiak

01 października 2026, 22:41 • 4 min czytania 5

Reklama
Do trzech razy sztuka. Niemcy Kloppa wreszcie zwycięskie

Ostatni raz tak źle selekcjoner reprezentacji Niemiec wystartował w latach 60. XX wieku. Poza Jurgenem Kloppem tylko dwóch trenerów Die Mannschaft kadencję zaczęło od dwóch meczów bez zwycięstwa. Trzeci mecz już jednak wygrali i podobnie było w przypadku Kloppa. Jego zespół bez problemów pokonał w Monachium słabiutką Serbię.

Reklama

Na dobrą sprawę drużyna z Bałkanów miała w tym spotkaniu jedną dogodną okazję i koncertowo ją spartoliła.

Najgorszy start od dekad

Przed Jurgenem Kloppem tylko dwóch selekcjonerów rozpoczęło kadencję w reprezentacji Niemiec od dwóch meczów bez wygranej. Ostatni taki falstart miał miejsce… 61 lat temu. Wówczas od dwóch remisów rozpoczął Helmut Schon. Lepiej od Kloppa tuż przed II wojna światową zaczął także Sepp Herberger – również od dwóch remisów. Swoje trzecie mecze ci szkoleniowcy już jednak wygrali, a z czasem poprowadzili RFN do mistrzostwa świata, co może być dla niemieckich kibiców sygnałem, by spokojnie podchodzili do początków Kloppa w reprezentacji.

Mecz z Serbią był początkiem zgrupowania dla aż ośmiu piłkarzy wyjściowej jedenastki Die Mannschaft. Natomiast wcześniej w pierwszym składzie grał tylko prawy obrońca – Philipp Treu. Z kolei po 25 minut złapali Florian Wirtz i Serge Gnabry. Mieliśmy też dwóch debiutantów – skrzydłowego Derrego Scherhanta i rezerwowego golkipera Bayernu, Jonasa Urbiga. Przypomnijmy, że Klopp zaprosił na to zgrupowanie aż 44 zawodników – część przygotowywała się do meczów z Holandią i Grecją, a druga grupa do starcia z Serbią oraz rewanżu w Salonikach.

Reklama

Bayern najbardziej aktywny

Najbardziej ograny z podstawy Treu (90 minut przeciw Holandii) już w pierwszych minutach był bliski premierowego udziału przy bramce. Utrzymał piłkę w polu po przeciągniętej wrzutce Scherhanta, a po jego zgraniu tuż obok słupka uderzył Pavlović. W początkowym kwadransie Scherhant był zresztą najbardziej aktywnym w ofensywie niemieckim graczem, chociaż laury mógł zgarnąć biegający po drugim skrzydle Gnabry. Uderzył jednak obok dalszego słupka po pięknym podaniu Wirtza. Jakby od niechcenia, ale dał mu świetną piłkę na wolne pole.

Jako że graliśmy na Allianz Arenie, najliczniej reprezentowanym tego wieczora klubem musiał być Bayern. Akurat to jego przedstawiciele szukali otwierającego trafienia. Po Pavloviciu i Gnabrym przyszedł jeszcze czas na Toma Bischofa. Pokusił się na strzał sprzed szesnastki, ale piłka tylko musnęła boczną siatkę. I po chwili znowu – kolejna dogodna okazja, za która odpowiadał zawodnik Bayernu. Niby Leroy Sane powołania nie dostał, ale jego duch chyba unosił się w powietrzu. Tym razem godnie, jeśli chodzi o marnowane setki, zastąpił go Gnabry.

Reklama

fot. screen ZDF

Debiutancki gol

Niemcy powinni zostać za to pudło pokarani, jednak Kosta Nedeljković po patelni od Filipa Kosticia… minął się z piłką. No to po chwili zmarnowana setka mogła się zemścić na Serbach, lecz bramkarz Petrović znów był górą w sytuacji sam na sam – tym razem z Wirtzem. Bramką dla gospodarzy zaczęło więc pachnieć coraz bardziej i parę minut przed przerwą wreszcie udało im się dopiąć swego. Bischof dobił strzał Wirtza, po którym piłka trafiła w słupek. Błyskawicznie mogło zrobić się 2:0, ale techniczny strzał Pavlovicia został zablokowany.

Reklama

Po słabej pierwszej połowie w wykonaniu Gnabry’ego Klopp uznał, że wystarczy. Selekcjoner wpuścił w jego miejsce gwiazdora FC Koln, Saida El Malę. 20-latek tego wieczora debiutował w seniorskiej reprezentacji. Szybko mógł się przywitać golem, ale nie udało mu się wkręcić piłki na dalszy słupek. Swoją drogą ciekawe, co chwilę później pomyślał sobie zmieniony przez niego Gnabry, kiedy z jakichś dwóch metrów piłkę w kosmos posłał Woltemade. Jako że Oktoberfest jeszcze trwa, powinien po tym meczu postawić Treuowi kufel piwa za okradzenie go z asysty.

Przełamanie Wirtza

Za to asystę do swojego konta mógł dopisać drugi z bocznych obrońców. Mittelstadt pociągnął z piłką kilkadziesiąt metrów, potem zagrał do nieobstawionego w szesnastce Wirtza, a ten nawinął jeszcze rywala i wykonał wyrok. W tamtym momencie nie było już złudzeń, że Niemcy przerwą serię czterech meczów bez zwycięstwa w starciach o stawkę. Była to ich najgorsza passa od 2018 roku. Również dla Wirtza było to przełamanie, ponieważ ostatniego gola strzelił 31 maja, także dla reprezentacji. Wówczas w Moguncji ustrzelił Finów w sparingu.

fot. screen ZDF

Reklama

Gdyby Jonas Urbig nazywał się Aaron Ramsdale, zapewne w takim meczu zacząłby myśleć o niebieskich migdałach. Serbowie pierwszy – i zarazem jedyny – strzał oddali dopiero w 78. minucie. I wykręcili z niego zawrotne 0,01 xG. Tego wieczora zaliczyli już piąty z rzędu mecz bez wygranej. To ich najgorsza seria od 2003 roku, kiedy to występowali jeszcze jako Serbia i Czarnogóra. Jeżeli w najbliższą niedzielę ponownie ulegną Holendrom, a Niemcy wygrają w Salonikach, już na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej bezpośrednio spadną do dywizji B.

W równolegle rozgrywanym meczu Grecy w Salonikach roztrwonili dwubramkowe prowadzenie nad Holandią. Po czterech kolejkach to oni z dorobkiem siedmiu punktów prowadzą w tabeli grupy II. Nad drugą Holandią mają dwa punkty przewagi, zaś nad trzecimi Niemcami trzy.

Niemcy – Serbia 2:0 (1:0)

  • 1:0 – Tom Bischof ’39
  • 2:0 – Florian Wirtz ’61

fot. Newspix

Reklama
5 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Narodów

Reklama